A.C. GAUGHEN - BERŁO ZIEMI | FRAGMENT 2

 


Włożyłam pochodnię z powrotem do uchwytu i podążyłam za Katą. Wskoczyłam do wody z
głośnym pluskiem, a odgłos ten zmieszał się z naszym śmiechem i odbił od ścian jaskini.
– Och – powiedziałam na widok rozprzestrzeniającej się w wodzie czerwieni.
Stanęłam na płyciźnie.
– Co sobie zrobiłaś? – spytała Kata, zerkając na krew, płynącą z niewielkiej rany na
mojej dłoni.
– Chyba się zadrapałam – odparłam.
– Proszę – powiedziała, lecz zanim zdołała wypowiedzieć to słowo do końca,
dotknęła dłonią mojej dłoni. Widziałam, jak mała ranka się zamyka i zabliźnia, a potem w
trakcie jednego oddechu blizna zamienia się z różowej w białą.
– Jak ty to robisz? – szepnęłam.
– To woda – wyjaśniła. – Czuję wodę w twojej skórze, w twojej krwi. Mogę sprawić, by
odpowiedziała na moje rozkazy.
Znałam Katę od tak dawna, a mimo to wciąż tak niewiele wiedziałam o jej
umiejętnościach.
– Dziękuję – rzekłam, gdy cofnęła rękę.
Pomachała do mnie.
– Uwielbiam to miejsce – wyznała, po czym położyła się na plecach i popłynęła.
Dogoniłam ją, położyłam się na plecach obok niej i spojrzałam na kolce z minerałów, wiszące
nad nami niczym mokre, lśniące zębiska.
– Wiem, że tak – odparłam. – A teraz opowiedz mi o swojej podróży. Znalazłaś
świątynię ziemi?
– Nazywa się Aede – powiedziała. – I tak.
Spojrzałam na nią i nagle poczułam ukłucie w sercu.
– Więc teraz wszystkie są otwarte i możesz odpocząć. – Odwróciłam wzrok. – Ale
mnie już tu nie będzie.
– Odpocząć… – Kata wpatrywała się w sufit jaskini. – Tak, wszystkie moce wróciły do
świata, ale ja nie mogę odpocząć, Shalio. Nie widzisz, że coś się dzieje? Nie ma żadnej
różnicy? Nic ci się nie stało, gdy otworzyłam ziemski żywioł?
Postawiłam nogi na dnie jeziora, żeby na nią spojrzeć.
– A ty znów o tym samym.
Nie chciała odpuścić.
– Możesz władać mocą żywiołów. Wiem, że tak jest.
A ponieważ nic się nie zmieniło, gdy uwolniłam inne żywioły, to musi to być ziemia.
– Fakt, że traktuję cię jak siostrę, nie oznacza, że nimi jesteśmy.
Nabrała powietrza tak jak moja matka, gdy byliśmy niegrzeczni.
– Shalio, tu nie chodzi o powiązania rodzinne. Lata temu może i o to chodziło, ale
kiedy wymordowano moich ludzi, żywioły znalazły miejsca wyjątkowej mocy i się ukryły.
Dopóki ich znów nie uwolniłam, nikt nie mógł korzystać z ich mocy.
– Wiem to wszystko – powiedziałam. – Wiem, że to dlatego odeszłaś, że chciałaś
znaleźć te świątynie i roztłuc skorupki na spętanych żywiołach niczym na jajkach. Ale to nie
znaczy, że jestem wyspiarką.
– Nie – odparła gwałtownie. – Chodzi o to, że w s z y s t k o się zmieniło, kiedy moi
ludzie zginęli. To znaczy, że teraz każdy może mieć te moce. Nie mam kontroli nad tym, kto
je otrzymuje. Są w każdym zakątku świata, nie tylko na wyspach. I czuję je w tobie, jestem
pewna, że je masz, tak samo jak jestem pewna, że oddychasz lub nie. Żywioły zostały

obudzone. To była ostatnia Aede, więc powinnaś już móc używać swojej mocy. –
Zmarszczyła czoło i spojrzała w wodę. – O ile uczyniłam to właściwie. Nie. Jestem
pewna, że zrobiłam wszystko dobrze.
Gdy po raz pierwszy powiedziała mi, że mogę władać mocą żywiołów, byłam
podekscytowana. Ona umiała kontrolować wodę, a z czasem nauczyła się uzdrawiać. Byłam
tym zachwycona, a dzielenie z nią tych umiejętności byłoby wspaniałe.
Ale ja tego nie umiałam. Zaakceptowałam to mniej więcej w czasie, w którym mnie
opuściła, w którym wybrała świątynie zamiast naszej przyjaźni.
– Nie mam mocy – powiedziałam raz jeszcze. – I nie ma to żadnego znaczenia.
– Ma – odparła. – Teraz ma o wiele większe znaczenie niż kiedyś. Twój przyszły mąż
uznał Żywioły za zdrajców, a ich umiejętności za niezgodne z prawem. Co więcej,
prześladuje ich.
– W takim razie tym lepiej, że nie mam tych mocy – odparłam.
– Nie możesz po prostu przestać? Popływajmy i nacieszmy się pobytem w domu.
Wyglądała na tak zranioną, że natychmiast pożałowałam swoich słów.
– Przepraszam – rzekłam. Pokręciłam głową, strząsając krople do wody. Wiedziałam,
że to nie będzie dla ciebie łatwe.
– Łatwe? – spytała cicho. – Poza tym, że jego ojciec wymordował moich ludzi i że on
prawdopodobnie ma takie same poglądy, możliwe, że już nigdy cię nie zobaczę.
– Nie – powiedziałam poważnie. – Nie mów tak. Jeszcze się zobaczymy.
– Pomagałam Rianowi – przyznała cicho. – Z ruchem oporu. Wiesz coś o sprawie
swojego brata?
– Tylko tyle, ile podsłuchałam, gdy ojciec krzyczał. Wiem jednak, że cokolwiek Rian
robi w Trifectate, król sądzi, że to małżeństwo powstrzyma go przed przemocą, a wtedy król
przestanie gnębić ludzi pustyni.
– Ale stawia cię między sobą a Rianem – powiedziała. – Nie widzisz tego?
– Owszem – odparłam. – Oczywiście, że to widzę. Lepiej jednak być między nimi, niż
stać z boku i patrzeć, jak palą w piasku kolejnego z moich braci. Bo następnym razem na
miejscu Torrina może znaleźć się Rian albo Kairos.
Spojrzała na mnie, jakbym była młoda i głupia, a ja westchnęłam z taką siłą, że na
wodzie pojawiły się zmarszczki.
– Kato, i tak wkrótce wyszłabym za mąż. Mogłam wyjść za jakiegoś chłopaka z
d’Skorpios albo mogę poślubić tego króla. Przynajmniej mogę ochronić swoją rodzinę. Mogę
sprawić, by moje małżeństwo miało jakieś znaczenie.
– Jesteś tak samo zacięta jak twoi bracia – powiedziała. – Nie winię cię za to. Po
prostu nie sądzę, żebyś zdawała sobie sprawę z niebezpieczeństwa.
– Pokój jest zawsze niebezpieczny – odparłam.
– Być może – przyznała. – Ale czy kiedykolwiek zastanawiałaś się nad tym, dlaczego
on chce pannę młodą z pustyni?
Przecież miał poślubić bogatą księżniczkę zza morza. Dlaczego ważniejsze jest dla
niego zawarcie pokoju z pustynią niż z tamtymi?
Mocno zacisnęłam usta i wróciłam do pływania na plecach.
– Shalio – powiedziała podejrzliwie Kata. – Ty coś wiesz.
– Nie spodoba ci się to – odparłam.
– Shalio – powtórzyła.
– Wydaje mi się, że chodzi mu o to – powiedziałam. – O jezioro.
Nagle przestałam słyszeć jej ruchy w wodzie.
– Dlaczego tak sądzisz?
– W ramach umowy małżeńskiej wyślą swoich ludzi, by przyjrzeli się Jitrze i górom –
odrzekłam. – Powiedzieli, że ich zdaniem na pustyni kryją się odszczepieńcy z Trifectate i
chcą ją przeszukać, wydaje mi się jednak, że będą szukać czegoś innego. A to jedyne
miejsce, które moim zdaniem może ich zainteresować.
– Nie możesz im na to pozwolić – powiedziała Kata, łapiąc mnie za rękę.
Podniosłam głowę.

– Nie martw się – odparłam. – Żaden członek klanu nigdy dobrowolnie nie dopuści do
tego, by to miejsce zostało odkryte. Zagrozić nam może jedynie brak wody i zwrócone
przeciwko nam duchy – rzekłam. – Ukryją tę rezerwę najlepiej, jak potrafią. Nawet ty nie
umiesz znaleźć drogi do tego miejsca, a przecież woda cię przyciąga. – Spojrzałam na nią. –
Gdyby coś stało się z jeziorem… Czy miałoby to wpływ na twoją moc?
– Nie – odparła, potrząsając włosami. – Ta woda jest czysta i pełna mocy, ale Aede
Wody znajduje się na wyspach.
– To dobrze – rzekłam.
– Gdybym ci powiedziała, że to odbierze mi moc… Czy to by coś zmieniło? – spytała.
– Co mogę zrobić, żebyś nie zgodziła się na to małżeństwo?
Spojrzałam na nią z wściekłością, ale nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Nie potrafiłam
znieść myśli o tym, że ktoś mógłby zrobić jej krzywdę, ale co tak naprawdę mogłam uczynić,
żeby to wszystko powstrzymać?
– Uważam, że to małżeństwo jest niebezpiecznym błędem – powiedziała Kata. – Co
gorsza, odetnie cię to od tych, którzy mogą ci pomóc. Jemu daje wszystko, a ciebie
pozostawia bezsilną.
– Nie – odparłam. – Uczyni mnie królową i zapewni bezpieczeństwo mojej rodzinie. I
nic nas to nie kosztuje.
– Nasza przyjaźń nie jest niczym.
Przez dłuższą chwilę patrzyłam jej w oczy.
– Dlatego nikt nie może nam jej odebrać. Niezależnie od tego, gdzie będziemy.
Pokiwała głową, nadal niepewna, a ja zaczęłam płynąć u jej boku z nadzieją, że
zawsze przy mnie będzie.


ZAMÓW JUŻ DZIŚ!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 My fairy book world , Blogger