ĆMA BEZ TAJEMNIC | KULISY POWSTANIA KSIĄŻKI


Dzień dobry bardzo!

Dziś kolejna odsłona cyklu Kulisy powstania a w nim powieść, która zwyciężyła w Pierwszym Literackim Konkursie Inanny. Jestem ciekawa, jak odbierzecie debiutancką powieść Joanny Wtulich, a na razie, zapraszam do przeczytania Kulis powstania „Ćmy”!


Kiedy po raz pierwszy wpadłaś pomysł na napisanie „Ćmy”? Miałaś tę książkę już w „szufladzie”, czy zaczęłaś ją pisać na konkurs Inanny?

Należałoby zacząć od samego początku, czyli od tego, że dwa lata temu wreszcie w moim życiu pojawił się czas na realizację marzeń. Żeby przygotować się do tego, zapisałam się na kurs pisania, potem obłożyłam się poradnikami i… zaczęło się. Pierwsza scena „Ćmy” powstała jako ćwiczenie na warsztaty pisarskie. Ale sam pomysł przeleżał kilka lat w mojej głowie, a zrodził się podczas odwiedzania forów internetowych dla kobiet. W międzyczasie napisałam sporo innych tekstów z mniejszym lub większym sukcesem. ”Ćma” czekała na swoją kolej. Do dziś pamiętam, jak w czasie warsztatów prowadzonych w ramach Międzynarodowego Festiwalu Kryminału, w których wzięłam udział jako kursant, motywowano mnie, by projekt ukończyć. Skoro miałam już początek i ogromne wsparcie znajomych, postanowiłam pisać dalej. Kiedy dowiedziałam się o konkursie Inanny, książka w zasadzie była skończona, choć ciągle ją poprawiałam. Nie było na co czekać. Postanowiłam zaryzykować i wysłać tekst. Jak widać, było warto.

Co było inspiracją do napisania tej książki?

Jak wspomniałam, swego czasu rozmawiałam z wieloma kobietami na forach internetowych. Uderzyło mnie, jak zmienia się punkt widzenia w zależności od tego, czy jest się zdradzaną, czy zdradzającą. Zaskoczyły mnie motywacje kobiet i zmusiły do zastanowienia się, co sprawia, że my, kobiety jesteśmy w stanie zaryzykować wszystkim, co mamy, byle poczuć się kochaną, spełnioną, rozumianą, poczuć to coś, którego nawet nie umiemy zdefiniować. Ale nade wszystko zaskoczyła mnie skala, na jaką kobiety w każdym wieku, osiągające niejednokrotnie ogromne sukcesy na wielu płaszczyznach i spełnione nie czują się szczęśliwe, a wręcz towarzyszy im poczucie przegrania, samotności, rezygnacji. No i zobaczyłam, jak łatwo jest ocenić drugiego człowieka, nie znając jego motywacji. Jak stereotypowo patrzy się na te niewierne żony, zapominając, że do tanga trzeba dwojga.

Jak długo zajęło Ci stworzenie całej powieści?

Powieść powstawała kilka miesięcy. Oczywiście najpierw była sławetna pierwsza scena, potem szczegółowy plan, potem jego kolejne wersje. Samo pisanie to w zasadzie najprzyjemniejsza część tworzenia.

Czy tworząc bohaterów tej książki, inspirowałaś się prawdziwymi ludźmi?

I tak i nie. Jakakolwiek zbieżność jest przypadkowa. Życie bywa i tak znacznie bardziej zaskakujące. Natomiast z pewnością Ewa ma w sobie po trochu ze mnie i z wielu znanych mi i nieznanych kobiet. Każda z nas w głębi duszy jest dziewczynką, którą ukształtowały relacje z rodzicami. Przyznam, że tworząc tę postać, bałam się najbardziej właśnie jej zaszufladkowania, jednoznacznych ocen i tego, że będzie budzić oburzenie, może nawet niechęć.

Co towarzyszy Ci podczas pisania?

Z pewnością cisza i dużo naturalnego światła. Mam to szczęście, że mój gabinet ma duże okna i wspaniale jest popatrzeć znad komputera w niebo albo posłuchać latem, jak kłócą się ptaki. Nie mam jakiś specjalnych amuletów jak czaszka kota czy inne akcesoria. Chyba nawet bardziej by mi przeszkadzały, niż pomagały. Jedyny gadżet, który mi towarzyszy, to kubek kawy z mlekiem, zwany pieszczotliwie wiadrem z paliwem rakietowym. Zwłaszcza gdy siadam do pisania po całym dniu pracy i zajmowania się rodziną, a chcę z siebie wykrzesać jakieś resztki energii, może on być jedynym ratunkiem przed zaśnięciem na klawiaturze.

Jaka piosenka idealnie oddaje klimat „Ćmy”?

W książce jest trochę muzyki, choć akurat klasycznej. Ale jest taka piosenka, którą uwielbiam, tak samo, jak film „Miasto aniołów”, z którego pochodzi. Oddaje ona idealnie ludzkie zagubienie, samotność i desperację jednocześnie. To „Angel” Sarah McLachlan w wersji oryginalnej, wykonywanej właśnie przez autorkę. Nastrój i sens pasują idealnie.

Teraz muszę zapytać o okładkę — jaka była twoja pierwsza reakcja na ten projekt?

Okładka idealnie oddaje treść i klimat „Ćmy”. Przypadła mi do gustu w zasadzie jak tylko ją zobaczyłam. To wspaniały projekt. Prosty, elegancki pomysły, a tytuł rzuca się w oczy. Myślę, że okładka będzie się podobać.

Teraz trochę pomarzmy — gdyby doszło do ekranizacji — kto zagrałby główne role w filmie?

Z całą pewnością nie mogłaby roli Ewy zagrać żadna aktorka o nienagannych kształtach. Zdecydowanie to musi być ktoś właśnie nieidealny, zupełnie niepasujący do współczesnego kanonu piękna. Ja w tej roli widziałabym Dominikę Gwit, która jest piękną kobietą, choć wcale nie ma figury modelki. Nie będę szukać za oceanem, skoro mamy u siebie tak utalentowane kobiety. Natomiast gdybym miała obstawiać role męskie… Tu już można by popuścić wodze fantazji. Na męża Ewy pasuje mi Piotr Stramowski. Ma w sobie wdzięk i powagę, a jednocześnie dystans, natomiast w roli Mileny widziałabym Kamillę Baar. Zdecydowanie to wspaniała aktorka, która mogłaby pokazać, jak młoda dziewczyna staje się zimno kalkulującą, wyrachowaną kobietą.

Jak krótko zachęcisz do sięgnięcia po „Ćmę”?

Cóż, nie jestem najlepsza w autoreklamie. Mogę powiedzieć tylko: jeśli macie czasem wrażenie, że wszystko jest nie tak, że jesteście za grube, nieładne, samotne, niekochane, niedoceniane, sięgnijcie po tę książkę, żeby się przekonać, że nie jesteście same, a los zawsze może się odwrócić. 



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 My fairy book world , Blogger