Czytam w oryginale || Corinne Michaels - One Last Time

Czytam w oryginale || Corinne Michaels - One Last Time


I’m getting really good at cutting my losses. 


First, the husband. Divorcing him was the best decision I ever made. But between single-parenting and job-hunting, I can’t catch my breath. When a celebrity blogging position falls into my lap, I’m determined to succeed. 

That is, until I get my first assignment and actually see Noah Frazier for the first time . . . practically naked and dripping wet. My heart races and I forget how to form complete sentences. His chiseled abs, irresistible smirk, and crystal blue eyes are too perfect to be real. So, what do I do? Get drunk and humiliate myself, of course. 

I’m ready to forget the awkward night, yet Noah has no intention of allowing me to move on. Instead, he arranges for me to write a feature on him, ensuring a lot more time together. One embarrassing moment after another, one kiss after another, and before I can stop myself, I realize—I’m falling in love with him. 

But when the unthinkable happens, can I even blame him for cutting his losses? 

What I wouldn’t give for just one last time...


Po przeczytaniu Consolation duet z wielką przyjemnością sięgam po kolejne książki Corinne Michaels. Kiedy tylko zobaczyłam, że autorka szuka blogerów chętnych do zrecenzowania jej najnowszej powieści to natychmiast się zgłosiłam i jestem bardzo zadowolona z tego powodu - bez większych przeszkód zaklepuję Noaha Fraziera dla siebie. 


Główną bohaterką tej książki jest Kristin, która na pierwszych stronach książki staje się samotną matką, walczącą o dobre warunki rozwodu z mężczyzną, którego kiedyś kochała całą sobą. Jej życie przypomina wielki bałagan, który stara się ogarnąć — nowy dom, nowa praca, dbanie o dzieci i walka z mężem. Kristin uważa się za słabą i niewiele wartą, jednak w jej życiu pojawia się ktoś, kto chce pomóc jej uwierzyć w siebie. Noah to mężczyzna, o jakim śnią kobiety — przystojny, czarujący, opiekuńczy, a do tego sławny. Już podczas ich pierwszego spotkania czują wielką chemię, której nie mogą zaprzeczyć. To, co początkowo było tylko pracą, zmieniło się w przyjaźń a w końcu w miłość. Jednak dzieje się coś, co może zrujnować to, co oboje starali się zbudować. Czy uda im się pokonać przeszkody? Czy jednak sama miłość nie wystarczy?



Książki Corinne Michaels mają w sobie to, co lubię czytać — ciekawych, "prawdziwych" bohaterów oraz emocje, których nie sposób nie zauważyć. Corinne pisze o dojrzałych bohaterach, nie o nastolatkach, większość z nich jest po przejściach, mają dzieci, nie mogą rzucić się w romans, nie myśląc o konsekwencjach. Tacy właśnie są Kristin i Noah — mają za sobą błędy młodości, wiedzą czego chcą w życiu i starają się to zdobyć. Polubiłam ich oboje — Kristin za to, że się nie poddała, zawalczyła o swoje życie i szczęście, a Noaha za całokształt — trudno go nie polubić. 

Akcja książki toczy się wokół Kristin i jej działań, by ułożyć sobie życie na nowo. Corinne Michaels wiedziała jak poprowadzić historię swoich bohaterów, miała na nich plan i udało jej się go zrealizować. Już od pierwszej przeczytanej książki autorki bardzo polubiłam jej lekki styl, One Last Time pochłonęłam w kilka godzin. Niespodzianką było spotkanie pewnych bohaterów z innych książek autorki — zgodnie z prośbą Corinne — nie zdradzam, o kogo chodzi.



One Last Time to pełna miłości książka o nowych początkach, o przyjaźni i rodzinie, o którą warto walczyć. W tej powieści znajdziecie typowy dla Corinne humor, głównego bohatera, którego pokochacie od pierwszego spotkania oraz historię, która Was zauroczy. Na stronie Corinne dostępny jest dodatkowy epilog, który mnie bardzo wzruszył. Mam nadzieję, że ta książka autorki pojawi się u nas, a do tego czasu, jeśli czytacie po angielsku — gorąco polecam!

Strzeżcie się, bo tym razem nawet szósty zmysł nie pomoże! ||  Martyna Raduchowska - Demon Luster

Strzeżcie się, bo tym razem nawet szósty zmysł nie pomoże! || Martyna Raduchowska - Demon Luster


Data wydania: 28.02.2018
Wydawnictwo Uroboros


Ida powoli godzi się ze swoim przeznaczeniem. Dziewczyna jest szamanką od umarlaków, nie ma wpływu na to, czyj zgon przepowie, ale staje się odpowiedzialna za duszę przyszłego zmarłego. Ma obowiązek ją chronić i zadbać, by bezpiecznie trafiła w zaświaty. Ida dojrzewa do swojej roli i świata, z jakim będzie musiała się już niedługo zmierzyć. A ten zapowiada się dosyć ponuro.

W jej misji przeszkadza jej łaknący dusz Demon luster. Tym razem jednak nie może liczyć na niczyją pomoc. Ponownie przekonuje się, że szósty zmysł nie zawsze jest błogosławieństwem…

Kontynuacja "Szamanki od umarlaków" jest mocniej przepełniona magią i mroczniejsza, a intryga jeszcze bardziej skomplikowana.


Macie ochotę na fantastyczną, mroczną zagadkę rodem z najlepszych kryminałów? Demon Luster to rewelacyjna kontynuacja Szamanki od umarlaków a Martyna Raduchowska nic sobie nie robi z klątwy drugiego tomu.


Jeśli czytaliście Szamankę od umarlaków, to wiecie, że fabuła osadzona jest w polskich realiach, autorka postanowiła jedynie podkręcić atmosferę, dorzucić trochę magii, mnóstwo zagadek i powołać do życia świetnych bohaterów. Nim przejdę dalej, muszę Was ostrzec — za Demona luster zabierajcie się dopiero po przeczytaniu Szamanki od umarlaków, tych książek nie można czytać osobno.
Głównym wątkiem w tej książce jest rozwiązanie zagadki tytułowego Demona luster i został on poprowadzony w rewelacyjny sposób. Odkrywanie kolejnych tajemnic i pokonywanie kolejnych przeszkód jest największą frajdą w tej powieści.

Ida zaakceptowała swoje powołanie — bycie szamanką od umarlaków to nie przelewki. Dziewczyna pod koniec pierwszego tomu wpakowała się w kłopoty, z których bardzo ciężko będzie się jej wyplątać. Główna bohaterka tej serii odrobinę dojrzała, jednak zachowała swój pazur i nie pozwoli sobie w kaszę dmuchać. Duży wpływ na przebieg fabuły mają także Tekla oraz pewien komisarz, którego poznaliśmy w pierwszym tomie serii. Wszyscy bohaterowie s naprawdę dobrze skonstruowani, jednak największe wrażenie wywarł na mnie sam Demon luster — genialnie wykreowana postać, owiana tajemnicą, której rozwikłanie sprawia prawdziwą przyjemność. Zdradzę wam mały sekret — sprawa bezwzględnego Pecha znajdzie swoje rozwiązanie.

Bardzo lubię styl Martyny Raduchowskiej — jest on barwny, bogaty w opisy, porównania, ale przede wszystkim lubię jej niewymuszony humor. W tej książce autorka rewelacyjnie poprowadziła wątek Demona luster, bardzo fajnymi dodatkami był motyw Pecha, który towarzyszy Idzie od pierwszego tomu, oraz sprawy Kruchego, którą byłam naprawdę zaskoczona. Wszystkie wątki są ze sobą połączone w bardzo logiczny sposób, z wielką przyjemnością odkrywałam te połączenia.

Demon luster to rewelacyjna kontynuacja Szamanki od umarlaków. Ta książka jest jeszcze lepsza od poprzedniej, choć dalej mamy w niej elementy humorystyczne, całość stała się bardziej mroczna, poważna i niebezpieczna. Główna bohaterka ewoluowała, dojrzała i z jeszcze większą przyjemnością śledziłam jej losy. Demon luster to świetny przykład na to, że polska fantastyka ma się świetnie. Jeśli jeszcze nie czytaliście Szamanki od umarlaków, to szybko nadrabiajcie, ponieważ Demon luster to książka, która wbije Was w fotel. Gorąco polecam!


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Uroboros.


Jak jedną, małą porażkę przekuć w wielki sukces – rozmowa z J. Sterling

Jak jedną, małą porażkę przekuć w wielki sukces – rozmowa z J. Sterling



The Perfect Game to seria, której pierwszy tom — Rozgrywka, wzbudził pośród polskich czytelników skrajne emocje — jedni ją kochają, inni nienawidzą. 15 lutego swoją premierę miała druga część serii pt. Zmiana. Za tymi książkami stoi Jenn Sterling, wesoła i bezpośrednia kobieta, która przygodę z pisaniem rozpoczęła po utracie pracy. Rozmawiałam z autorką o inspiracji do napisania Rozgrywki, college'u, przyjaźni z innymi autorkami oraz prawdziwym Jacku Carterze.


















Ewelina Nawara: Kim prywatnie jest Jenn Sterling? Czy Jenn jako autorka różni się od Jenn jako osoby? Czym lubisz się zajmować poza pisaniem?

Jenn Sterling: Jestem bardzo złożoną osobą i wszystko odczuwam bardzo mocno. Wielu ludzi o tym nie wie, bo zauważają tylko to, co na zewnątrz – zabawną, śmiejącą się Jenn, ale pod spodem jest jeszcze wiele innych warstw.

Jenn jako autorka i Jenn osoba, to to samo. Dla nikogo nie zmieniam tego kim jestem. Kiedy mnie spotykasz, spotykasz prawdziwą mnie, staram się być autentyczna i szczera.

Poza pisaniem spędzam dużo czasu na oglądanie meczy mojego syna – gra w baseball w college’u oraz na spędzaniu czasu z moim chłopakiem – prawdziwym Jackiem Carterem.


EN: Wiem, że Twoja przygoda z pisaniem rozpoczęła się po zwolnieniu z pracy. Co pomyślałaś o swoim byłym szefie, kiedy Twoja książka zaczęła osiągać sukces?
JS: Szczerze? Nic. Nigdy o nim nie myślałam. Po prostu cieszyłam się, że przestałam dla niego pracować – to było okropne środowisko.


EN: Kiedy po raz pierwszy pomyślałaś, że pisanie to Twoja pasja i to właśnie tym chcesz się zajmować?

JS: Dopiero po skończeniu mojej pierwszej książki. Wcześniej myślałam, że po prostu napiszę jedną książkę i koniec. Ale wtedy wpadłam na inny pomysł, a później kolejny. Wtedy właśnie zdałam sobie sprawę, że mam tak wiele historii do opowiedzenia, że po prostu chciałam je spisać.


EN: Powiedz, proszę, w jaki sposób pisanie odmieniło Twoje życie? Co dzięki temu zyskałaś, a co straciłaś?

JS: Pisanie zmieniło moje życie przede wszystkim dlatego, że dało mi możliwość pracy dla siebie. Bycie własnym szefem to jedna z najbardziej niesamowitych i najtrudniejszych rzeczy w historii. Dzięki temu jestem w stanie podróżować w nowe miejsca, poznawać nowych ludzi i mieć swoje książki w krajach takich jak Polska. To dla mnie niewiarygodne i nim zaczęłam pisać, nigdy nie myślałam, że coś takiego będzie możliwe.


EN: Jesteś bestsellerową autorką wg New York Times i USA Today. Jaki jest więc Twój przepis na sukces?

JS: Nie mam pojęcia? Dobry czas? Tak naprawdę nie ma gotowego przepisu – jest tak wiele niesamowitych książek, które są mało popularne i o nich się nie mówi. Tak zupełnie szczerze to myślę, że dużo zależy od szczęścia.


EN: Masz jakieś życiowe motto?

JS: „Aby odnieść sukces musisz być gotowy na niewygody.”


EN: Wiem, że przyjaźnisz się z wieloma autorkami, jak udaje się wam zachować równowagę pomiędzy konkurowaniem o czytelnika a sympatią do siebie? Czy przyjaźń z tymi autorkami pomogła Ci stać się lepszą pisarką?
JS: Nie konkurujemy ze sobą, ponieważ wiemy, że w czytelniczym świecie jest wystarczająco dużo miejsca dla nas wszystkich. Czytelnicy czytają wiele książek – dzięki temu mogą przeczytać wszystkie nasze powieści! Najlepszą rzeczą związaną z tym, że mam przyjaciół autorów jest możliwość porozmawiania z nimi na tematy pracy, presji i wszystkich tych rzeczy, których „normalni” przyjaciele po prostu nie rozumieją. Poza tym myślę, że czytanie sprawia, że jesteś lepszym pisarze. Jako autor po porstu musisz czytać.


EN: Skąd czerpiesz inspiracje do swoich książek? Czy są zainspirowane twoimi prywatnymi przeżyciami, czy to tylko twoja wyobraźnia?

JS: Wszystkie moje książki są zainspirowane moimi osobistymi doświadczeniami. Wiem, że muszę od tego odejść, ale to trudne, bo lubię pisać o tym, co wiem. Jestem emocjonalnym pisarzem.


EN: Akcja TPG rozpoczyna się w collage’u. Dlaczego właśnie tam? Masz jakieś sentymentalne wspomnienia związane z tym okresem twojego życia? Zdradzisz, jaka była Jenn podczas nauki w collage?

JS: Dlaczego w college’u? Ponieważ istnieje prawdziwy Jack Carter a Cassie jest bardzo podobna do mnie. Akcję książki umieściłam w college’u ponieważ wtedy się to wydarzyło.
Jenn w college’u była bardzo podobna do obecnej Jenn - szalona, głośna, towarzyska, głupkowata.


EN:W poprzednim wywiadzie zdradziłaś mi, że postać Jacka inspirowana jest na mężczyźnie z twojej przeszłości – jakie jego cechy ma Jack?

JS: Prawdziwy Jack jest bardzo podobny do fikcyjnego Jacka. Oboje są uparci i robią to, co uważają za słuszne, choć często z niewłaściwego powodu. Obaj są pewni siebie i silni na zewnątrz, ale bardziej miękcy i życzliwi w środku.


EN: Przeczytałam gdzieś, że Cassie ma mnóstwo Twoich cech, czy to znaczy, że jesteś spokojną fanką fotografii i spoconych, seksownych sportowców?

JS: Jestem fanką fotografii i uwielbiam robić zdjęcia! Poza tym, kto nie lubi gorących sportowców?


EN: Jesteś wielką fanką baseballu. Opowiedz, skąd się wzięła ta pasja i która drużyna skradła Twoje serce?

JS: Mój tata wychował mnie na grze Los Angeles Dodgers, poza tym, przez 12 lat grałam w softball.


EN: Osobiście drugi tom TPG odbieram jako bardziej niegrzeczny, czy od początku chciałaś stworzyć właśnie taką książkę, czy to wyszło w tracie pisania?

JS: Nie chciałam sprawić, by książka była niegrzeczna, tak po prostu wyszło. Chodzi mi o to, że Cassie i Jack w końcu są razem, po długiej rozłące i ich tęsknota wyszła w sypialni. Odezwało się ego Jacka i jego chęć przejęcia kontroli, po tym czasie, gdy czuł, że jej nie miał.


EN: W Zmianie pojawia się nowy, seksowny bohater – czy on też ma swój pierwowzór w realnym życiu?

JS: Nie! Matteo jest całkowicie wymyślony. Ale czy nie jest on wymarzony?


EN: Wiem, że Wydawnictwo SQN planuje wydać wszystkie części TPG. Którą swoją powieść chciałabyś zobaczyć w polskim wydaniu jako następną? Dlaczego właśnie tą?

JS: Chciałbym zobaczyć "Dear Heart I Hate You, ponieważ to była moja osobista podróż po rozwodzie. Przestałam wierzyć w miłość. Myślę, że wielu czytelników zna to uczucie, kiedy wydaje ci się, że miłość nie jest dla ciebie.
Ale wracając, może moja seria Celebrity (Seeing Stars and Breaking Stars), ponieważ są zabawne i rozmarzone, a kto nie lubi dobrego romansu celebrytów?


EN: Bardzo Ci dziękuję za tę rozmowę. Mam nadzieję, że już wkrótce polscy czytelnicy będą mieli okazję, by spotkać się z Tobą.

JS: Bardzo dziękuję za to, że czytacie moje książki. Naprawdę doceniam moich czytelników i mam nadzieję, że wkrótce się spotkamy!!!



Jenn Sterling postanowiła zacząć pisać książki, gdy została zwolniona z pracy. Okazało się to strzałem w dziesiątkę, ponieważ pisanie od początku wychodzi jej… fenomenalnie. Sterling jest autorką bestsellerowej serii The Perfect Game.

Co mówi o sobie? „Kocham baseball, ciepłe letnie wieczory, plażę, południową Kalifornię, Dodgersów, Malibu, śmiech, zawieranie nowych przyjaźni, poznawanie ludzi, podróże i… ciebie. Zgadza się, kocham cię. Chyba że jesteś dupkiem – jeśli tak, to jednak cię nie kocham”.





Książki w najniższej cenie kupisz TUTAJ.

Fantastyczny debiut czy świetnie rozreklamowany przeciętniak? || C. J. Tudor - Kredziarz

Fantastyczny debiut czy świetnie rozreklamowany przeciętniak? || C. J. Tudor - Kredziarz

Data wydania: 28.02.2018
Wydawnictwo Czarna Owca


W mrocznych zakamarkach ludzkiego umysłu kryją się najbardziej fascynujące koszmary i tajemnice.

Rok 1986. Eddie i jego przyjaciele dorastają w sennym angielskim miasteczku. Spędzają czas, jeżdżąc na rowerach i szukając wrażeń. Porozumiewają się kodem: rysowanymi kredą ludzikami. Pewnego dnia jeden tajemniczy znak prowadzi ich do ludzkich zwłok. Od tej chwili wszystko zmienia się w ich życiu.

Trzydzieści lat później Eddie i jego przyjaciele dostają listy z wiadomością napisaną tajemniczym kodem z dawnych lat. Uważają, że to żart do momentu, gdy jeden z nich nie ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Do Eddiego dociera, że jedyną drogą do ocalenia siebie przed podobnym losem jest próba zrozumienia, co tak naprawdę stało się przed laty.

Kredziarz to najlepszy rodzaj suspense’u, w którym teraźniejszość doskonale współgra z reminiscencją, każda postać jest wyraźnie zarysowana i interesująca, żadna z zagadek nie pozostawia w czytelniku niedosytu, a zwroty akcji zaskoczą nawet najbardziej doświadczonego czytelnika.



Już na początku napiszę to, co powinnam zachować na koniec, po raz kolejny czuję się oszukana. Promocja tej książki, pierwsze recenzje, dosłownie wszystko, obiecywało świetną lekturę, a dostałam przeciętną opowieść o życiowych nieudacznikach.


Akcja książki toczy się naprzemiennie w teraźniejszości i w przeszłości a dokładniej w roku 1986. Głównymi bohaterami wszystkich wydarzeń jest paczka pięciorga przyjaciół, jednak wydarzenia poznajemy jedynie z perspektywy jednego z nich — Eddiego. Jako dzieciaki wymyślili własny sposób komunikowania się kredowymi rysunkami, wszystko toczy się swoim spokojnym, leniwym torem, typowym dla małych miasteczek aż do czasu, gdy kredowy rysunek prowadzi bohaterów do ludzkich zwłok. Tajemnicza postać nigdy nie doczekała się wyjaśnienia sprawy, zabójca nie został złapany, a ten dzień wpłynął na przyszłość mieszkańców miasteczka. Sam pomysł na fabułę naprawdę mnie ciekawił, wykorzystanie niewinnej dziecięcej zabawy jako elementu morderstwa ma ogromny potencjał, jednak po drodze coś nie wyszło. Miałam dostać ciekawą zagadkę i mnóstwo zwrotów akcji, a tymczasem praktycznie na tacy otrzymałam sprawcę, a te zwroty akcji były niepotrzebnymi przeciągnięciami.

Podobnie ma się sprawa z bohaterami, mieli być oni pełni tajemnic, mieli zmagać się z wydarzeniami, które miały miejsce w przeszłości a tak naprawdę dostałam dorosłych, którzy nie potrafili dorosnąć i zmierzyć się z prawdą.

C. J. Tudor pisze bardzo prostym językiem, nie stosuje upiększeń, na próżno szukać w jej książce interesujących opisów miejsc i ludzi. Autorka poruszyła, a raczej wspomniała w swojej książce o religijności, niepełnosprawności czy też aborcji. Szkoda, że nie rozwinęła tych wątków, bo mogły bardzo wzbogacić tę książkę. Czytając Kredziarza, miałam takie myśli, że autorka nie potrafiła rozwinąć swojego pomysłu na tę historię, bo tak naprawdę, to co interesujące, zmieściłoby się na czterdziestu stronach.

Kredziarz to powieść, która doczekała się zorganizowanej z wielką pompą promocji, naprawdę fajnej i przyciągającej oko okładki i miłych słów opisujących nudne wnętrze. Miałam dostać fantastyczny, wciągający i przerażający debiut a dostałam nudnego przeciętniaka. Ta książka to doskonały przykład zmarnowanego potencjału.



Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.
Gadżety książkoholika — etui na książki

Gadżety książkoholika — etui na książki


Cześć Kochani, dziś postanowiłam pokazać Wam gadżety, które wraz z nadejściem wiosny bardzo przydadzą się podczas wypraw plenerowych, ale nie tylko. Mowa oczywiście o etui na książki. Jestem posiadaczką trzech różnych pokrowców, każdy z innej firmy, opowiem wam więc trochę o każdym z nich. 


WYGLĄD


Etui z Różowej Fabryki prezentuje się bardzo ładnie — urocze serduszka na szarym tle. Etui wykonane jest z przyjemnego (bawełnianego?) materiału, usztywniane a zamykane jest za pomocą gumki. W środku znajduje się mała kieszonka na zakładkę.






Etui od Szpili prezentuje się bardzo elegancko, wykonane jest z ekoskóry, a w środku wyszyte jest słodkim bawełnianym materiałem, dodatkowym atutem jest zapięcie na zamek. Książkę w środku utrzymują dwie gumeczki.






Etui z Moondrive Shop jest najprostszym ze wszystkich posiadanych przeze mnie. Czarny materiał z nadrukiem nawiązującym do książki Trzy Mroczne Korony prezentuje się dość ciekawie.



FUNKCJONALNOŚĆ


Etui z Różowej Fabryki dobrze sprawdza się podczas czytania w domu, można w nim schować nawet grube książki, jednak na wyjazdy moim zdaniem się nie sprawdza. Dlaczego? Przede wszystkim ze względu na odsłonięte dwa boki. Wrzucając książkę w tym etui do torebki czy walizki, musimy liczyć się z tym, że boki mogą ulec zgnieceniu.



Etui od Szpili sprawdzi się w każdych warunkach, zarówno podczas czytania w domu, autobusie, jak i na wyjazdach. Etui zamykane jest na zamek, więc cała książka jest chroniona. Dodatkowo to etui jest wodoodporne (przetestowałam — woda z niego spływa) więc deszcz, soki i inne płyny mu niestraszne. Jedyną rzeczą, jaką bym tutaj chciała, jest usztywnienie — wtedy w 200% spełniałoby moje wymagania.






Etui z Moondrive Shopu sprawdza się jako otulacz książki, wkładasz książkę, zamykasz i przewozisz. Myślę, że u mnie będzie służyć jako dodatkowe zabezpieczenie czytnika w podróży. 



PODSUMOWANIE


Wszystkie trzy modele mają swoje plusy, jednak pora na wybór tego najlepszego. U mnie zdecydowanie wygrywa etui od Szpili — zapięcie na zamek i wodoodporność przeważyły szalę. Skoro decyduję się na używanie etui na książki, chcę, by były one w nim bezpieczne, a to od Szpili mi to gwarantuje. Dodatkowo ten model z ekoskóry prezentuje się bardzo elegancko. Nie mówię, że to z Różowej Fabryki jest złe, bo nie jest, nim zaopatrzyłam się w to od Szpili, używałam tego etui i się sprawdzało. To od Moondrive Shopa wypada najsłabiej, jednak jako dodatkowy otulacz na czytnik sprawdzi się dobrze.

A wy, korzystacie z takich książkowych gadżetów? Podobał Wam się ten wpis? Koniecznie dajcie znać w komentarzu.


Szybkie linki:
Czytam w oryginale || Rachel Van Dyken - Eulogy

Czytam w oryginale || Rachel Van Dyken - Eulogy



All is lost.
All.
I don't recognize myself in the mirror anymore.
My thoughts are filled with hatred and dripping with rage.
I've lost my soul.
She took it to the depths of Hell with her and haunts me with images of what could have been.
Sixty lives are mine to take.
Sixty lives stand in the way of my vengeance.
Sixty lives plus one more.
Mine.
When the last drop of blood falls — mine will be spilled.
Only one person stands in the way.
She doesn't realize I'll kill her too.
I don't own a heart.
And even if I did — I wouldn't fall prey to its lies again.
I am Chase Abandonato.
Heir to a legacy of betrayal.
And I will kill them all.
Even if it means pointing the gun at myself.
A life for a life.
A soul for a soul.
Now I lay me down to sleep… I pray the Lord my soul to keep.
Blood in. No out.


Dziewiąty tom z serii Eagle Elite. Wydawać by się mogło, że Rachel Van Dyken nie może wymyślić nic nowego, jednak udało jej się. Ta książka jest jeszcze mroczniejsza i seksowniejsza od poprzednich. 


Eulogy opowiada historię mojego ulubionego bohatera z tej serii — Chase Abandonato zmienił się na przestrzeni tych książek, z młodego, uroczego i kochającego chłopca w twardego, seksownego i niebezpiecznego mężczyznę. Chase nie zawaha się w swojej zemście — gotowy jest wystrzelać całą rodzinę, jednego po drugim, byleby znaleźć ukojenie w zemście. Jednak ma rodzinę, która stara się utrzymać go w ryzach, byleby tylko nie skończył martwy. Nixon i Trace robią, co mogą, jednak Chase stał się niespokojnym duchem i nawet niegdyś najbliższe mu osoby nie mogą na niego wpłynąć... Los stawia na jego drodze bardzo tajemniczą kobietę, która miota się pomiędzy uczuciem do niego a strachem przed życiem, jakie prowadzi. Czy przyniesie mu ona spokój, czy ściągnie na niego śmierć?


Eagle Elite to według mnie jedna z lepszych serii romansów w mafijnych klimatach. Rachel Van Dyken w bardzo ciekawy sposób wprowadza czytelnika do wydarzeń, które zaplanowała, a tym razem od razu rzuca na głęboką wodę i zmusza do konfrontacji z rozwścieczonym Chasem. Czytając poprzednie części tej serii, zdążyłam poznać i polubić bohaterów, więc trudno mi ocenić tutaj ich kreację. Dziewiąty tom serii przyniósł trochę niespodzianek, jednak największą było to, jak zmienił się Chase. Początkowo może się wydawać, że się zatracił, jednak jak tylko wkracza do kuchni i zaczyna swoją magię, wiedziałam, że nie może być aż tak źle. Co do rozwoju akcji — dzieje się, oj dużo się dzieje — nie jestem ani trochę rozczarowana wydarzeniami, o jakich mogłam poczytać. Choć książkę tę można zaliczyć do "grubasków" - 448 stron tekstu — to chciałabym przeczytać jeszcze więcej — seria Eagle Elite uzależnia.


Eulogy to świetna dziewiąta część serii Eagle Elite. Rachel Van Dyken trzyma poziom, dostarcza wielu emocji, pokazuje jednego z głównych bohaterów tej serii zupełnie z innej strony, którą fajnie było poznać. Jeśli czytacie po angielsku, to gorąco polecam całą serię. Mam nadzieję, że pojawią się one w końcu na polskim rynku wydawniczym. 


Marissa Meyer - Cinder

Marissa Meyer - Cinder

Data wydania: 22.11.2018
Wydawnictwo Papierowy Księżyc

Pierwszy tom Sagi Księżycowej.


Ulice Nowego Pekinu zapełniają ludzie i androidy. Szaleje śmiertelna zaraza. Bezlitośni księżycowi ludzie patrzą z kosmosu, czekając na swoją okazję. Nikt nie wie, że los ziemi spoczywa w rękach jednej dziewczyny…

Cinder, utalentowana mechanik, jest cyborgiem. Tym samym należy do obywateli drugiej kategorii. Jej przeszłość to tajemnica. Macocha jej nienawidzi i wini ją za chorobę przyrodniej siostry. Ale kiedy jej życie splątuje się z życiem przystojnego księcia Kaia, Cinder nagle wpada w sam środek międzygalaktycznej wojny i doświadcza zakazanego zauroczenia. Rozdarta pomiędzy obowiązkiem a pragnieniem wolności, lojalnością a zdradą, musi odkryć prawdę o swojej przeszłości, by uratować przyszłość świata.

źródło opisu



Ta książka mnie oczarowała. Od pierwszych zdań zostałam wciągnięta do świata ludzi i androidów. Kompletnie się nie spodziewałam, że ta wersja opowieści o Kopciuszku tak mi się spodoba.

Cinder jest najzdolniejszym mechanikiem w Nowym Pekinie, jako cyborg stanowi obywatela gorszej kategorii, a jej życie należy do jej macochy. Cinder nie zna swojej przeszłości, nie wie, w jakich okolicznościach stała się cyborgiem. Nowy Pekin gnębi choroba, której przyczyna a tym samym lekarstwo na nią nie są znane. Gdy siostra Cinder zachorowała, macocha wini za to Cinder i zrobi wszystko, by jeszcze bardziej uprzykrzyć dziewczynie życie. Jasnym punktem w jej życiu staje się książę Kai, za którego sprawą wpada w sam środek międzygalaktycznej wojny. Kluczem do pokoju jest nieznana przeszłość Cinder, czy dziewczyna rozwiąże zagadkę i uratuje świat?

Jestem pod wrażeniem świata wykreowanego w tej powieści. Myślę, że mogę powiedzieć, że to alternatywna przyszłość, w której życie ludzkie ratowane jest dzięki technologii, która zmienia ich w cyborgi. Autorka w bardzo ciekawy sposób opisała ten świat, nie zdradzając przy tym wydarzeń z przeszłości oraz tych, które wydarzą się w kolejnych tomach.

Kolejną rzeczą na plus w tej książce jest kreacja postaci — mamy tu bardzo zróżnicowanych bohaterów, którzy wzorowani są na tych z Kopciuszka. Mamy więc macochę — wredną i bezwzględną osobę, przyrodnie siostry, Cinder — Kopciuszek, Kai — książę. Każda z tych postaci ma wyjątkowy charakter, niektóre z nich bardzo łatwo polubić, inne szybko trafiają na listę "złych".

Marissa Meyer pisze lekko i przyjemnie, książka wciąga od pierwszych zdań i trzyma w napięciu do samego końca. Skoro mowa o zakończeniu, drugi tom powinien ukazać się zaraz po pierwszym, ponieważ jestem bardzo ciekawa, jak potoczą się dalsze losy Cinder.

Cinder to książka bazująca na znanej wszystkim baśni o Kopciuszku, jednak Marissa Meyer tchnęła w nią nowe życie. Cyborg i książę, biedna dziewczyna bez przeszłości i przyszły władca — to uczucie z góry skazane było na porażkę, jednak tutaj toczy się gra o stawkę większą niż miłość.
Rewelacyjna historia, którą polecam każdemu bez względu na wiek.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Papierowy Księżyc.


Książeczki do poduszeczki || Magdalena Witkiewicz - Lilka i spółka & Lilka i wielka afera

Książeczki do poduszeczki || Magdalena Witkiewicz - Lilka i spółka & Lilka i wielka afera



LILKA I SPÓŁKA

Wakacyjne przygody Lilki, czyli Mikołajka w spódnicy. Lilka, Wika i Matewka spędzają wakacje w Jastarni u ciotki Jadźki. A ciotka, jak to ciotka, oprócz pypcia na nosie ma swoje zasady:) - sprzątanie, sprzątanie, sprzątanie, a słodycze tylko w sobotę. Które dziecko to wytrzyma? Dzieciaki obmyślają sprytne plany, jak wyrwać się z Jastarni. Tym bardziej, że pogoda nie dopisuje, a do ciotki przyjeżdża „Pan Mądraliński", czyli Wojtuś. Niestety wkrótce okaże się, że znienawidzona ciotka i przemądrzały Wojtuś, to najmniejszy problem Lilki i spółki.....

LILKA I WIELKA AFERA

Druga część niesamowitych i zabawnych przygód Lilki. Czy tym razem wymarzone wakacje nad jeziorem u ciotki Franki będą beztroskie? Wszystko wskazuje na to, że tak... dopóki nie pojawią się tajemniczy poważni panowie w garniturach i równie podejrzany Johnny...





Dacie wiarę, że to było moje pierwsze spotkanie z twórczością Magdaleny Witkiewicz? Pierwszą rzeczą, o której muszę wspomnieć, jest cudowne opakowanie, w którym książki zostały do nas dostarczone. Wybaczcie jakość zdjęci, ale dziewczynki nie mogły się doczekać, aż otworzą paczkę i musiałam szybko pstryknąć, bo chwilę później byłoby już za późno.




Pierwszą myślą, jaka mi się nasunęła po przeczytaniu tych książeczek, było to, że widać, że napisała je osoba mająca własne dzieci. Tylko rodzic jest w stanie pojąć jaką wielką tragedią są słodkości dostępne tylko raz w tygodniu.

Książeczki czytałyśmy sobie we trzy — ja, siedmioletnia Emilka oraz prawie pięcioletnia Karolina — panienki w wieku zbliżonym do książkowej Lilki. I o ile pierwszy tom przygód tej niesfornej spółki przeczytałyśmy bardzo szybko, to podejście do drugiego tomu zabrało nam trochę czasu — dziewczynkom nie spodobało się czytanie o wakacjach w środku zimy!

Obie książeczki opowiadają o przygodach tytułowej Lilki i jej rodzeństwa, którzy podczas wakacji zostają wysłani do ciotki, gdyż pracujący rodzice nie mieli możliwości, by się nimi zająć. Dzieciaki mają wybujałą wyobraźnię, uwielbiają książki i kłopoty. W pierwszej książeczce, ku niezadowoleniu dzieciaków, wakacje spędzają u ciotki Jadźki, która jest dla nich uosobieniem wiedźmy i wszystkiego, co najgorsze. Buntują się, konspirują, aż w końcu wpadają na diabelski plan jak się z tych wakacji u ciotki wymiksować. Oczywiście nic nie idzie po ich myśli, a czytelnik ma się z czego pośmiać. Druga książeczka — to wakacje u ciotki Franki — anioł nie kobieta, jezioro tuż pod nosem, słodkości na zawołanie i kolejna afera! Lilce, Wiki i Matewce włączy się instynkt detektywa!

Jestem naprawdę pod wrażeniem pióra Magdaleny Witkiewicz, rzadko kiedy trafiają się książki dla dzieci, przy których ja, dorosła kobieta mam mnóstwo frajdy. Przygody tej szalonej spółki przypomniały mi czasy mojego dzieciństwa, kiedy nie było social mediów, a czas spędzony z kolegami na bieganiu, skradaniu, kopaniu w piłkę był najlepszą rzeczą na świecie. Autorka stworzyła bardzo fajnych, wesołych bohaterów, którzy swoją wyobraźnią i pomysłami mogliby spokojnie obdarzyć kilkoro dzieci. Komiczne sytuacje, w które się pakowali, fundowały nam mnóstwo śmiechu.

Lilka i spółka oraz Lilka i wielka afera to książki, które można czytać bez ograniczeń wiekowych. To wesołe, ciekawe książki, które zapewnią rozrywkę tym małym i dużym molom książkowym. Książeczki zawierają czarno białe ilustracje wykonane przez Joannę Zagner-Kołat, które umilają czas młodszym czytelnikom. Jeśli szukacie fajnych książek dla dzieci, to gorąco polecam wam te dwie niepozorne książeczki.
Alexandra Duncan - Ocalona & Głęboka Próżnia || Recenzja

Alexandra Duncan - Ocalona & Głęboka Próżnia || Recenzja


Ocalona
Data wydania; 31.01.2013
Wydawnictwo YA!

Z powodu zmian klimatycznych znaczne obszary na powierzchni Ziemi zostały zniszczone. Załoga statku kosmicznego „Parastrata” jest jak plemię żyjące w kosmosie. Zasady religijne są obowiązującym prawem: mężczyźni dowodzą, kobiety nie mogą zabierać głosu, wielożeństwo jest normą, karą za złamania reguł jest śmierć. Według obowiązujących wierzeń Ziemia jest miejscem przeklętym, nieczystym, zabijającym duszę – tylko mężczyźni są dość silni, by móc ją odwiedzać. 
Szesnastoletnia Ava – córka kapitana „Parastraty” – nigdy nie była w pełni akceptowana przez pozostałych członków załogi. Jej dziadek był mieszkańcem Ziemi, matka zmarła, gdy dziewczyna miała kilka lat; niektórzy uważają, że ciąży na niej klątwa. Kiedy Ava zakochuje się i łamie obowiązujące zasady, musi opuścić pokład. Wyrusza w niebezpieczną, pełną przygód podróż. Czy nauczy się żyć w nowym świecie? Czy kiedykolwiek wróci do domu?


Głęboka Próżnia
Data wydania: 2.11.2017
Wydawnictwo YA!

Miyole, dziewczyna, która opiekowała się Ava, bohaterki książki Ocalona sama realizuje teraz swoje marzenie o byciu asystentką na statku badawczym. Jeśli dobrze wszystko rozegra, to w niedalekiej przyszłości będzie mogła prowadzić własne badania i eksperymenty.

Jednak los postawi na drodze Miyole Cassię – dziewczynę uratowaną z małego statku zaatakowanego przez piracką jednostkę. Razem z dopiero co poznaną dziewczyną uda się w pełną niebezpieczeństw podróż w poszukiwaniu porwanego brata Cassi. W wyprawie życia będzie im towarzyszył – początkowo niechętnie – młody pilot Rubio. Podczas podróży Miyole nie tylko podda się urokowi Cassii ale także zrozumie, że statek badawczy, na którym tak chciała pracować skrywa wiele mrocznych tajemnic…


W związku z tym, że zdecydowałam się na wspólny wpis o obu tych książkach, nie będę przybliżać wydarzeń, które miały w nich miejsce. Autorka miała bardzo ciekawy pomysł na fabułę, w Ocalonej pojawiły się pewne dziury i niedociągnięcia, jednak jeśli chodzi o Głęboką Próżnię, to według mnie cała fabuła została dobrze przemyślana i opisana.

Jeśli chodzi o kreację bohaterów to w bardzo wyraźny sposób mamy zaznaczony podział na pozytywnych i negatywnych. Pozytywnymi są oczywiście Ava (Ocalona) oraz Miyole (Głęboka Próżnia), które przeciwstawiają się systemowi i panującymi hierarchią i ruszają w podróż, słuchając swojego serca. Do pozytywnych bohaterów zaliczamy także osoby pomagające obu dziewczynom - Perpetua i Rashid (Ocalona) oraz Cassie i Rubio (Głęboka Próżnia). Łatwo zobaczyć pewną stałą, prawda? Kreacja głównych bohaterów jest oszczędna, jednak wystarczająca, naprawdę łatwo ich polubić, mimo irytujących zachowań. Jeśli chodzi o postaci drugoplanowe, to są one jedynie delikatnie zaznaczone, mają mały wpływ na przebieg fabuły.

Alexandra Duncan pisze bardzo barwnie, pięknie opisuje wszechświat i miejsca, które otaczają bohaterów. Zachowała idealną, według mnie, równowagę pomiędzy opisami a dialogami, dzięki czemu książkę czytało się bardzo szybko i ciężko było ją odłożyć.

Ocalona i Głęboka Próżnia, choć stanowią serię, to można je czytać jako samodzielne powieści. Obie książki są naprawdę ciekawymi propozycjami z literatury fantastycznej. Alexandra Duncan wykreowała interesujące główne bohaterki, które szukają swojego miejsca we wszechświecie, jednocześnie nie godząc się z ogólnie przyjętymi zasadami. Zarówno Ocalona, jak i Głęboka Próżnia to świetne książki opowiadające o sile miłości i przyjaźni, ale także o odwadze, jaka kryje się w młodych dziewczynach. Naprawdę gorąco polecam!



Za egzemplarze do recenzji dziękuję Wydawnictwo YA!
Perfekcja to iluzja napędzana kompleksami || Alison G. Bailey - Present Perfect || Recenzja patronacka

Perfekcja to iluzja napędzana kompleksami || Alison G. Bailey - Present Perfect || Recenzja patronacka

Data wydania: 22.02
Wydawnictwo NieZwykłe


Amanda Kelly chciała być doskonała. Próbowała kontrolować swoje życie. Zatraciła się w obsesyjnym dążeniu do perfekcji oraz poczuciu własnej bezwartościowości. I tylko jedną rzecz uznawała za doskonałą – więź, która łączyła ją z najlepszym przyjacielem, Noahem.

W życiu bohaterki wszystko toczyło się zgodnie z planem, aż do momentu, kiedy pewnego dnia wstała z łóżka i coś sobie uświadomiła. Kochała Noaha. Nie tylko jako przyjaciela.
Nie potrafiła opanować uczuć, które w niej wywoływał. Mógł obdarzyć ją dozgonnym szczęściem, ale przy tym mógł także ją zniszczyć. Był doskonałością, jakiej Amanda od zawsze pragnęła. A jednak nie dopuszczała do siebie myśli o byciu z nim razem.
I w tym właśnie momencie świat Amandy zaczyna się walić. Nieprzewidywane sytuacje przejmują nad nią kontrolę; zmuszają, by zrezygnowała z marzeń. Bohaterka musi się nauczyć, że człowiek nie jest w stanie przejąć kontroli nad sytuacjami, które napotyka na swojej drodze. Może jednak kontrolować, jak na nie zareaguje. Czy zdoła to zrozumieć nim będzie za późno? Czy uda jej się uratować swoją przyjaźń?




Przyjaciel to ktoś, kto zna piosenkę, która gra Ci w sercu. 
I śpiewa ją, gdy ty zapomnisz słów.


Present perfect to książka, która nie jest zwykłą historią młodzieńczej miłości. To piękna, łamiąca serca opowieść o przyjaźni i braterstwie dusz.


Amanda Kelly od zawsze żyła w cieniu swojej perfekcyjnej siostry, nic co zrobiła, nie było wystarczająco dobre. Jedyną perfekcyjną rzeczą w jej życiu była przyjaźń z Noahem, przynajmniej do czasu, aż Amanda zrozumiała, że czuje do niego coś więcej niż przyjacielską sympatię. Wpajane od zawsze słowa przejmują kontrolę nad jej życiem, nie pozwalają zaryzykować i rujnują jej przyjaźń z jedyną osobą, która nigdy nie uważała jej za niewystarczającą. Amanda dostaje trudną szkołę życia i tylko od niej zależy, jak zareaguje i czy spróbuje naprawić swoje błędy.

Autorka w swojej książce porusza temat braku niepewności siebie, dążenia do nieosiągalnej doskonałości i prawdziwej przyjaźni, jednak nie tylko te, są inne, o których nie będę Wam pisać, by nic nie zaspojlerować. W książce możemy poczytać o typowych młodzieńczych rozterkach, problemach, ale i momentach szczęścia i radości. Jednak pod tą powłoczką zwyczajnej opowieści dla młodzieży kryje się dużo więcej, a przekonujemy się o tym z każdym kolejnym rozdziałem.

Amanda to bohaterka, którą przez większość czasu chciałam potrząsnąć, wykrzyczeć jej, żeby otworzyła oczy i się ogarnęła. Z drugiej strony jednak rozumiałam jej zachowanie, które było takie, a nie inne przez życie w cieniu siostry. Noah to chłopak, na jakiego zasługuje każda dziewczyna — można powiedzieć, że ideał, gdyby nie kilka jego zachowań. Wokół tej dwójki kręci się cała fabuła, jednak postaci drugoplanowe są dobrze nakreślone i mają wpływ na przebieg wydarzeń. Moją ulubioną postacią drugoplanową jest pewien bohater, którego poznajemy w drugiej części książki — nie zdradzę nic więcej — będziecie wiedzieć, kogo mam na myśli, jak tylko przeczytacie książkę.

Alison G. Bailey pisze bardzo lekko, bardzo sprawnie manipulując uczuciami czytelnika, wplątując swoich bohaterów w coraz to większe i bardziej poważne kłopoty. Autorka naprawdę dobrze rozplanowała fabułę, wiedziała jak pokierować bohaterami, by wszystko wypadło realistycznie. Świetne dialogi i zachowana równowaga pomiędzy nimi a opisami, dzięki czemu książkę czytało się błyskawicznie.

Present Perfect to kolejna świetna książka od Wydawnictwa NieZwykłego. To niezwykła opowieść o braterstwie dusz, przyjaźni ponad wszystko oraz miłości, która może zarówno budować, jak i niszczyć. Present Perfect to cudowna, łamiąca serce książka, którą pokochałam i gorąco Wam polecam.



Książkę Present Perfect objęłam patronatem medialnym i za tę możliwość dziękuję Wydawnictwu NieZwykłemu.


Wywiad z Igą Wiśniewską

Wywiad z Igą Wiśniewską

Iga Wiśniewska - ur. 1994, pochodzi z Kielc. Miłośniczka kultury rosyjskiej i wysokich temperatur. Lubi mocniejsze brzmienie i książki, w których na końcu wszyscy giną. Wbrew pozorom nie uśmierciła jeszcze zbyt wielu swoich bohaterów, ale wszystko przed nią. Debiutowała w 2013 roku książką pt. Nocny motyl. Na swoim koncie ma też takie pozycje, jak Pięć minut, Gwiazda Wschodu, Przeklęta czy Urodzeni, by przegrać.






Opowiedz, proszę, coś o sobie. Kim jesteś, czym się zajmujesz, jakie są Twoje zainteresowania? 

Jestem całkiem zwyczajną osobą, kończę studia, chodzę do pracy, a większość wolnego czasu poświęcam książkom: czytam, recenzuję, tłumaczę, redaguję. Co do pisania, aktualnie skupiam się na pracy magisterskiej. 


Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z pisaniem? 

Po maturze miałam najdłuższe wakacje w życiu i strasznie się nudziłam, więc postanowiłam, że zrobię coś produktywnego i napiszę książkę. Wiem, niezbyt porywający początek, ale tak to się właśnie zaczęło. 


Twoje książki są bardzo zróżnicowane i nie da się ich przypisać do jednego gatunku. Skąd czerpiesz pomysły? 

Z życia, przeczytanych książek, obejrzanych filmów. Wszystko może się okazać inspiracją. 


Którą z Twoich książek pisało Ci się najlepiej? Przy której miałaś najmniejsze problemy? 

Z żadną się jakoś szczególnie nie męczyłam, ale najlepiej pisało mi się chyba pierwsze książki, kiedy miałam głowę pełną pomysłów, czekających, aż przeleję je na papier. 


Czy bohaterowie Twoich książek są podobni do Ciebie lub twoich bliskich? 

W jakimś stopniu pewnie tak, ale na pewno nikt z mojego otoczenia nie stwierdziłby po przeczytaniu któreś z moich książek: „O, to o mnie”, bo staram się nie pisać ani o sobie, ani o swoich bliskich. 


Która z Twoich książek jest Ci najbliższa i dlaczego właśnie ona? 

Ze mną jest tak, że najbliższa jest mi książka, którą pisałam jako ostatnią. Nie wiem, czy inni autorzy to robią, ale ja nie czytam w wolnych chwilach swoich książek, więc w miarę jak mijają kolejne lata od ich napisania, oddalam się od nich. W tym momencie nie potrafiłabym na przykład streścić swojego debiutu. W sumie z Przebudzoną, którą ukazała się w tamtym roku, pewnie też miałabym problem :D 


Kiedy pojawi się Twoja kolejna książka i o czym ona będzie? 

Mam nadzieję, że kolejną książką będzie ostatnia część trylogii o Wolnym Mieście Rades, w której czytelnicy dostaną kolejną porcję przygód Miriam i spółki, ale w tym momencie nie potrafię powiedzieć, kiedy się ona ukaże. 


Ostatnio na rynku pojawiły się dwie książki, których tłumaczeniem się zajmowałaś. Podobała Ci się praca nad nimi? Chciałabyś zajmować się tym częściej? Co sprawia Ci większą frajdę – pisanie własnych książek czy tłumaczenia? 

Tak, podoba mi się tłumaczenie i chciałabym zajmować się tym częściej. Pewnie nie wszyscy by się z tym zgodzili, ale dla mnie tłumaczenie jest równie fajne, jak pisanie własnych książek, choć oczywiście jedno różni się od drugiego i jeśli przekładana książka jest słaba, może to odebrać radość z tłumaczenia. 


Luźno zawiązując do poprzedniego pytania – czy jest szansa, by Twoje książki pojawiły się na zagranicznym rynku? 

Nic mi nie wiadomo o tym, żeby którykolwiek z moich wydawców czynił kroki w tym kierunku, więc na pewno w najbliższym czasie nie zwojuję zagranicznych rynków. Zresztą, najpierw przydałoby się zwojować ten rodzimy ;) 


Jak zachęcisz czytelników do sięgnięcia po Twoje książki? 

Jeśli nie lubicie schematów i nudzą was szczęśliwe zakończenia, weźcie do ręki którąś z moich książek i dajcie się zaskoczyć. 


Masz jakąś radę dla tych, którzy chcieliby wydać książkę? 

Najpierw trzeba ją napisać. Jeśli to już odhaczone, warto dobrze ją zaprezentować wydawcy, sprawić, by ta właśnie propozycja wydawnicza wyróżniała się spośród mnóstwa innych. Jeśli opis książki będzie kiepski, szanse, że osoba zajmująca się propozycjami zajrzy w ogóle do maszynopisu, będą niewielkie. 




Copyright © 2014 My fairy book world , Blogger