Czytam z Filią - genialna i przeciętna || Pan Perfekcyjny & Dzisiaj śpisz ze mną

Czytam z Filią - genialna i przeciętna || Pan Perfekcyjny & Dzisiaj śpisz ze mną


Dzień dobry bardzo książkoholicy! 
Zauważyłam, że zdecydowanie bardziej wolicie krótkie opinie, posty porównawcze niż zwykłe recenzje, więc testujemy coś nowego. Dwie książki- jedna świetna, druga słabsza, dwie krótkie opinie, jeden post. Koniecznie dajcie znać jak wam się podoba taka forma recenzowania i co jest według was lepsze - zwykła recenzja, czy właśnie taki post jak ten. 
ROZDANIE PATRONACKIE - SPONSOR I PIĘKNO BÓLU

ROZDANIE PATRONACKIE - SPONSOR I PIĘKNO BÓLU




Dzień dobry bardzo! Jesień to idealna pora roku, by zaczytać się w gorących romansach, dlatego mam dla Was dwie świetnie książki — Sponsor, K.N.Haner oraz Piękno bólu, Georginy Cates.


Aby wziąć udział w rozdaniu, należy:

Zgłosić w komentarzu chęć udziału w rozdaniu, wybrać [wpisać tytuł] książkę, którą chcesz wygrać i obserwować mojego bloga. 
Spośród zgłoszeń wybiorę dwie osoby, 
jedna wygra Sponsora, druga Piękno bólu.



Rozdanie trwa do 21.11.2018 do północy, wyniki pojawią się do 5 dni od zakończenia rozdania.

Biorąc udział w rozdaniu, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych [więcej informacji w zakładce Polityka prywatności].

Sponsorami nagród są Editio Red oraz Wydawnictwo Niezwykłe.
Wysyłka tylko na terenie Polski. 

Powodzenia wszystkim!




Paradoks Marionetki bez tajemnic - kulisy powstania książki

Paradoks Marionetki bez tajemnic - kulisy powstania książki



Anna Karnicka - rocznik ’89. Fizycznie spod Łodzi, duszą i sercem z Krakowa. Studiowała na Uniwersytecie Łódzkim. Tłumacz języka angielskiego. Pasjonatka literatury, szczególnie fantastyki, a zwłaszcza Tolkiena oraz powieści dla młodzieży. Lubi się bać. Fascynuje się miejskimi legendami i strasznymi opowieściami krążącymi po Internecie. Uwielbia podróżować, a w szczególności jeździć pociągiem. Zbiera klucze.


Magdalena Lewandowska & Małgorzata Lewandowska - Drzewo wspomnień || Patronat medialny

Magdalena Lewandowska & Małgorzata Lewandowska - Drzewo wspomnień || Patronat medialny

Data premiery: 14.09.2018
Wydawnictwo Genius Creations

Liczba stron: 522

Źle się dzieje w Daborze. Pozbawione przywództwa Witii i nękane atakami potężnego cesarstwa Hemaru państwo chyli się ku upadkowi. Okradany przez urzędników skarbiec świeci pustkami. Po wielu latach wojny brakuje wiary w to, że nierówna walka z cesarstwem ma jakikolwiek sens.

W desperackiej próbie ocalenia Daboru na nową przywódczynię wybrana zostaje Saja – dwunastoletnia wnuczka ostatniej Witii. Z pomocą woja Mira, wilka Skry, zielarek, sieci daborskich agentek i wtrącających się we wszystko duchów przodkiń młoda Witia musi wypełnić swoją pierwszą misję – zatrzymać nieuchronną inwazję Żeglarzy z wysp Trogen, bezwzględnych piratów sprzymierzonych z cesarstwem.

Pełna słowiańskiej magii opowieść o dojrzewaniu i kształtowaniu charakteru, o mocy, jaką niesie wierność tradycji.


Byłam naprawdę bardzo ciekawa tej książki. Na rynku pojawia się coraz więcej powieści inspirowanych kulturą słowiańską, nasi autorzy wracają do korzeni, przybliżają nam zapomniane wierzenia i historie. Właśnie taką drogą poszła autorka Drzewa wspomnień. Oparła świat swojej powieści na wierzeniach słowiańskich, dodała wykreowane przez siebie elementy, tworząc całość, która czaruje czytelnika. Książka ta ma dwie autorki, siostry, Magdalena Lewandowska jest odpowiedzialna za treść Drzewa wspomnień, natomiast Małgorzata Lewandowska jest autorką poezji i ilustracji.

Głównymi bohaterami tej powieści są Saja i Mira, poznajemy ich w dramatycznych okolicznościach, których nie będę przybliżać, by nie ukraść Wam przyjemności z czytania. Im dalej w książkę, tym przybywa bohaterów, jedni są przedstawieni bardziej szczegółowo, inni mniej, jednak każdy z nich ma istotne znaczenie dla całości tej historii, każdy z nich dokłada swoją cegiełkę i przybliża nas do zakończenia pierwszego tomu. Nie mogę nic zarzucić kreacji bohaterów, bo są oni różnorodni, realistyczni, mają swoje wady i zalety, jednak to nie bohaterowie są tutaj najmocniejszą stroną tej powieści.

Najbardziej oczarowała mnie fabuła, widać, że autorka miała konkretny pomysł na jej poprowadzenie, wiedziała jak rozwinąć kolejne wątki tak, by zaciekawić czytelnika i nie pozwolić mu oderwać się od lektury. Nie jestem specjalistką od kultury słowiańskiej, wręcz mogę spokojnie napisać, że wiem o niej niewiele, jednak świat stworzony przez autorki mnie oczarował. Magdalena Lewandowska przepięknie przedstawiła wykreowany przez siebie świat, opisała wszystko z niezwykłą dbałością o szczegóły, myślę, że mogę napisać, że słowem malowała nam Dabor i jego mieszkańców. Czytając tę książkę, nie można się nudzić, bo autorka zadbała o zaskakujące zwroty akcji, wybierając nieoczywiste rozwiązania. Całości dopełniają niezwykle klimatyczne ilustracje Małgorzaty Lewandowskiej.



Drzewo wspomnień to naprawdę udany pierwszy tom serii, stanowiący zapowiedź świetnej, wyjątkowej serii. Dałam się porwać fantastycznemu klimatowi tej powieści, zostałam mile zaskoczona i mam nadzieję, że już niedługo będę mogła przeczytać kontynuację. Jeśli szukacie nieoczywistej, wciągającej, fantastycznej powieści, w której na każdym kroku czuć klimat słowiańskiej kultury, to musicie przeczytać Drzewo wspomnień.

Fragment książki przeczytacie TUTAJ.



Drzewo wspomnień to książka, którą objęłam patronatem medialnym, Wydawnictwu Genius Creations dziękuję za zaufanie.
Spektrum bez tajemnic - kulisy powstania książki

Spektrum bez tajemnic - kulisy powstania książki


Spektrum to drugi tom cyklu Czarne światła. Kiedy po raz pierwszy wpadłaś na pomysł na napisanie jej?

Łzy Mai miały początkowo doczekać się klasycznej kontynuacji, a cały cykl był planowany na drugą w moim dorobku dylogię. Jednak zmiana wydawcy pociągnęła za sobą małą rewolucję w moich pisarskich zamiarach: cyberpunkowa dylogia przeobraziła się w trylogię, a Spektrum okazało się idealnym pretekstem, aby przybliżyć czytelnikom postać Mai oraz tajemnicze wydarzenia za Murem.

Co było inspiracją do napisania Spektrum?

Spektrum pogłębia wątki, które Czytelnicy znają już z pierwszego tomu, lecz bynajmniej nie jest powtórką z rozrywki – zapełnia wiele białych plam z fabuły Łez Mai, ukazując te wydarzenia oraz motywacje bohaterów w pełniejszym kontekście. Zależało mi na tym, aby zgłębić psychikę sztucznej inteligencji, która na naszych oczach zyskuje samoświadomość, zaczyna wnikliwie analizować motywy swoich działań, zastanawiać się nad sensem własnego istnienia oraz istotą człowieczeństwa. O ile pierwszy tom jest cyberpunkowym kryminałem, o tyle Spektrum nazwałabym połączeniem cyberpunkowego thrillera z powieścią psychologiczną.

Skąd pomysł na stworzenie właśnie takiej książki i ogólnie cyklu?

Jak zwykle: znienacka ;) Zawsze mam problem z odpowiedzią na pytanie o źródło moich pomysłów, ponieważ na ogół rodzą się one stopniowo, z rozmaitych inspiracji, refleksji i wyobrażeń. Pamiętam za to doskonale, że każdy z głównych wątków budowałam niezależnie od pozostałych, nie wiedząc wtedy jeszcze, że stworzą wspólną całość: najpierw pojawiła się reinforsyna i jej działanie na umysł człowieka oraz replikanta, potem cała kryminalna intryga z zabójcą, który z łatwością neutralizuje wszelkie czyhające na niego technologiczne pułapki, wreszcie wątek obdarzonych zimną empatią, a jednocześnie pozbawionych uczuć syntetyków i ich relacji z ludźmi. Dopiero z czasem wszystkie te elementy splotły się w jedną spójną układankę.

Jak długo zajęło Ci stworzenie Spektrum?

Oj, długo, długo... Znacznie dłużej, niż bym sobie tego życzyła. Pierwsze rozdziały powstały już latem i jesienią 2016, a ostatnią kropkę postawiłam w lipcu tego roku. Dwa lata! Mój absolutny rekord. Tyle to trwało nie tylko dlatego, że jest to jak na razie najtrudniejsza książka, jaką przyszło mi popełnić, ale również ze względu na długie przerwy, które byłam zmuszona robić w pisaniu, aby powrócić do pracy koncepcyjnej. Odkąd stało się jasne, że pierwszy tom cyklu doczeka się nowego wydania w Uroborosie, i to jeszcze przed premierą Spektrum, mogłam podejść do tej książki zupełnie inaczej, niż początkowo planowałam, i całkowicie skupić się na metamorfozie Mai oraz wydarzeniach w Dark Horizon – stąd decyzja o zmianie narracji na pierwszoosobową i czas teraźniejszy oraz o dość sporym przetasowaniu w wątkach.

Czy tworząc bohaterów tej serii, inspirowałaś się prawdziwymi ludźmi?

O ile w przypadku cyklu o szamance jest kilka postaci, które otrzymały naprawdę sporo cech od moich ulubionych ludzi z prawdziwego świata, o tyle bohaterów powieści cyberpunkowych wymyśliłam sama, nie czerpiąc zbyt wiele inspiracji z rzeczywistości. Tak jakoś wyszło, choć nie wiem, z czego ta zależność właściwie wynika.

Co towarzyszyło Ci podczas pisania?

Ogromna trema, potworna presja i paskudne wyrzuty sumienia, że tyle to trwa!

Czy jest taka piosenka, która kojarzy Ci się ze Spektrum?

Kiedy piszę, z reguły unikam piosenek, ponieważ za bardzo skupiam się na ich tekstach, zaczynam nucić pod nosem, rozpraszam się i produktywność spada mi na łeb, na szyję. Co innego podczas prac koncepcyjnych – wtedy mogę słuchać wszystkiego, bez żadnych ograniczeń. Natomiast najlepiej pisze mi się przy ścieżkach dźwiękowych z filmów oraz gier fabularnych i teraz Spektrum kojarzy mi się z takimi tytułami jak Deus Ex, stary i nowy Blade Runner oraz Gothic.

Gdyby seria Czarne światła doczekałaby się ekranizacji, to kto wcieliłby się w głównych bohaterów?

Oto należałoby zapytać moich Czytelników, ja sama jakoś nigdy nie potrafię dobrać aktorów do postaci z książek. Kiedy myślę o swoich bohaterach, wbrew pozorom nie widzę zawsze tych samych twarzy, lecz ich wygląd zmienia się nieco ze sceny na scenę i tylko najważniejsze cechy pozostają niezmienne, jak kolor oczu, włosów czy sylwetka. Ale może Wy macie jakieś typy?

Często mówi się, że za jedną książką stoi mnóstwo osób, jak to wyglądało ze Spektrum? Czy konsultowałaś z kimś jakieś elementy fabuły? Kto Ci pomagał w udoskonaleniu tej powieści?

Podczas pisania czułam taki niepokój, że blokady twórcze czyhały na mnie niemal na każdej stronie i nie przełamałabym ich bez pomocy całego sztabu cudownych ludzi. Dzięki dziewczynom z Hardej Hordy przekonałam się, że wątpliwości, jakie mnie co i rusz nachodzą, zdarzają się też innym autorom, że da się je przezwyciężyć, a najlepiej po prostu je zignorować. Z własną osobistą siostrą konsultowałam telefonicznie każdy trudniejszy element powieści, podsyłałam jej też na bieżąco wszystkie problematyczne kawałki. Moja redaktor inicjująca Agnieszka Trzeszkowska także trzymała rękę na pulsie i zaglądała do książki, na długo, zanim postawiłam ostatnią kropkę. No i oczywiście redaktor Piotr Chojnacki dbał o to, żebym nie zanudziła Was na śmierć wykładami z neurobiologii czy kryminologii, i przepięknie oszlifował ten diamencik.

Czy Spektrum to ostatni tom tej serii, czy planujesz kontynuację? Jeśli tak, zdradzisz, o czym ona będzie?

Jak już wspomniałam, cykl przeobraził się w trylogię, doczeka się zatem jeszcze jednego, ostatniego tomu. Ale nie, niestety nie zdradzę Wam na jego temat nic a nic, prócz tego, że wszystko wreszcie się w nim wyjaśni!

Jak krótko zachęcisz do przeczytania Spektrum?

Jeśli interesuje Was wizja świata, w którym granica między człowiekiem a maszyną mocno się zatarła, technologia kontroluje niemal każdy aspekt życia, potencjał własnego umysłu można zwiększyć za pomocą syntetycznego narkotyku, a sztucznie wyhodowane humanoidy zaczynają walczyć o własne prawa – Spektrum to z pewnością książka dla Was.
Augusta Docher - Płatki wspomnień || Patronat medialny

Augusta Docher - Płatki wspomnień || Patronat medialny

Data wydania: 30.08.2018
Wydawnictwo Novae Res
Liczba stron: 558

Liu traci dach nad głową w najgorszym dla siebie momencie. Wie, że nawet jeśli zechciałaby wrócić do ciasnego, brudnego mieszkania w Queens, u własnych rodziców nie ma czego szukać. Właśnie zakończyła związek z Niną, swoją pierwszą i jedyną kochanką, i chce spróbować ułożyć sobie życie z mężczyzną. Ale tych, których spotyka na swojej drodze, powinna raczej unikać, niż się w nich zakochiwać… Czy kiedy w końcu pozna kogoś naprawdę wartościowego, będzie w stanie mu zaufać? Czy uczucie może być silniejsze od podziałów, statusu społecznego i różnic kulturowych? Czy to możliwe, by zapomnieć o przeszłości i pozbyć się złych wspomnień?



Jedną z zalet bycia blogerem/recenzentem jest to, że bardzo często mam możliwość czytania książek mocno przedpremierowo, czasami zdarza się też, że czytam książki, na które autorzy nie mają jeszcze podpisanych umów wydawniczych, lub też prace nad wydaniem są na bardzo wczesnym etapie. Płatki wspomnień poznałam, kiedy książka nosiła zupełnie inny tytuł i już wtedy byłam bardzo zaskoczona tym, co przedstawiła w niej Augusta Docher. No bo wiecie, delikatna blondynka wyskakuje mi tu z bardzo brutalnymi i bezpośrednimi scenami, takimi, których kompletnie się po niej nie spodziewałam. No cóż, pozory mogą mylić. Chcecie wiedzieć więcej? Czytajcie dalej.



Początkowo bardzo się obawiałam tej książki, ponieważ tutaj główną bohaterką jest młoda Chinka i jakoś nie mogłam jej sobie wyobrazić. Nie jestem rasistką, po prostu, gdy zaczynałam czytać "nie widziałam jej", przez co trochę męczyłam początek tej książki. Jednak im dłużej czytałam, to szybciej uświadamiałam sobie, że nie chodzi tutaj o wygląd czy narodowość a o przeżycia Liu. A musicie wiedzieć, że były one straszne, budziły we mnie odrazę, złość, smutek i nie mogłam zrozumieć, jak taka niewielka młoda kobieta mogła znieść aż tak wiele. Te moje odczucia mówią bardzo wiele o tej książce i o sposobie kreacji bohaterów, a zwłaszcza Liu. Rzadko kiedy mam mieszane odczucia na początku a później jestem zachwycona książką, a tutaj tak się stało. Augusta Docher stworzyła świetną, skomplikowaną postać, która przez większość swojego życia podporządkowywała się innym, tak naprawdę nigdy prawdziwie nie żyła. W genialny sposób autorka pokazała, jak stopniowo dociera do niej, że życie ma się tylko jedno, że sama musi o siebie zawalczyć, zdobyć się na odwagę i spełniać marzenia. Pisząc tę recenzję, zastanawiałam się, co w tej książce podobało mi się najbardziej, co uważam, za taki najlepszy jej element i to właśnie postać Liu, jej droga do szczęścia i tak naprawdę droga do odnalezienia samej siebie.

Dziś tak zaczęłam trochę od innej strony niż zwykle i tak sobie myślę, co jeszcze musicie wiedzieć o Płatkach wspomnień. Przede wszystkim jest to powieść dla osób dorosłych, zawiera brutalne sceny, naprawdę nie polecam jej młodszym czytelnikom, bo może sporo namieszać. Jest to powieść kontrowersyjna, poruszająca różne tematy, o niektórych nie miałam zielonego pojęcia i dzięki temu widzę, że autorka przygotowała się do tej powieści, zrobiła research, opisała te zagadnienia w sposób zrozumiały. Jednym z takich zagadnień jest motyw, który przewodzi głównej bohaterce, czyli konfucjanizm. Wiecie, niby słyszałam, ale nie miałam zielonego pojęcia, jak jest to postrzegane przez ludzi, jak zachowują się osoby podporządkowane temu poglądowi.

Augusta Docher zaskoczyła mnie w tej książce tym, że tak zręcznie połączyła kilka gatunków i w efekcie Płatki wspomnień są taką mieszaniną, której nie przypisałabym do jednego gatunku. Mamy tutaj powieść erotyczną, romans, obyczajówkę, ale także thriller z elementami kryminalnymi, pokusiłabym się nawet i napisała, że są tutaj elementy dramatu, bo to, przez co przeszła główna bohaterka, spokojnie można zaliczyć do tej kategorii. A wszystko to, napisane jest w taki sposób, że nie można oderwać się od lektury, budzą się w czytelniku różne odczucia i emocje, naprawdę nie można przejść wobec tej historii obojętnie.

Płatki wspomnień to książka, która budzi wiele kontrowersji, szokuje, porusza trudne tematy i opowiada historię, z której wielu ludzi może wynieść ważną lekcję. Żyjemy tylko raz, nie możemy dać się stłamsić, musimy walczyć o siebie i swoje marzenia, nie możemy bać się miłości, ale powinniśmy ostrożnie lokować uczucia. Jestem pewna, że historia Liu przypadnie do gustu wielu z Was i mam nadzieję, że o tej książce będzie głośno.




Płatki wspomnień to książka, którą objęłam swoim patronatem medialnym.

Głosuj na Hamiltona! || Katy Evans - Mr. President

Głosuj na Hamiltona! || Katy Evans - Mr. President


Data wydania: 23.08.2018
Wydawnictwo Kobiece
Liczba stron: 320

Charlotte poznała Matthew Hamiltona, kiedy byli jeszcze bardzo młodzi. Ona była córką senatora, a on synem prezydenta. Oboje dorastali w świecie wielkiej polityki. Już wtedy Matthew zrobił na niej piorunujące wrażenie.


Obiecał jej, że nigdy nie będzie startował w wyborach prezydenckich, a ona obiecała mu, że jeśli zmieni zdanie, to wtedy ona będzie przy jego boku. Kilka lat później Charlotte otrzymuje zaproszenie, aby przyłączyć się do kampanii Matthew.

Z każdym dniem przyszły prezydent będzie miał coraz większą władzę nad jej sercem i umysłem. Wkrótce obydwoje zaczną stąpać po bardzo cienkim lodzie, a ceną za złamanie zasad będzie nie tylko uczucie, ale i szansa na wygraną.

Czy Charlotte ulegnie pokusie, wiedząc, że zwycięstwo może odebrać jej wszystko?


Kto by pomyślał, że książka o polityku może być tak dobra i wciągająca? Kto by pomyślał, że Matthew, kandydat na prezydenta zostanie moim kolejnym książkowym mężem? Katy Evans stworzyła historię, która podbiła moje serce, wciągnęła od pierwszych stron i sprawiła, że od razu sięgnęłam po jej kontynuację. Bo musicie coś wiedzieć — Mr. President to książka, którą przeczytałam w oryginale i trzymałam kciuki, by w końcu pojawiła się w Polsce. Teraz ją mamy a ja mogłam cieszyć się ponownym spotkaniem z Matthew.

O fabule nie będę za wiele opowiadać, bo ciężko uniknąć spojlerów, musicie wiedzieć, że choć akcja toczy się w świecie polityki, to nie można mówić o nudzie. Widać, że autorka miała pomysł na swoją książkę, osadzając ją w takich, a nie innych realiach pokazała, że karierę w polityce może robić ktoś, kto nie przekłada swojego dobra ponad dobro ludzi w swoim kraju. I tu przechodzimy do bohaterów, bo to oni skradli moje serce i sprawili, że tak bardzo polubiłam tę książkę.

Katy Evans stworzyła bardzo wyrazistych, zdecydowanych bohaterów o mocnych charakterach, wyraźnie obranych celach. Zarówno Matthew, jak i Charlotte wiedzą co chcą osiągnąć, krok po kroku realizują swoje cele, jednak nie zapominają o ludziach wokół nich, są wrażliwi i wierzą, że mogą coś zmienić. Bardzo podoba mi się sposób, w jaki autorka przedstawiła ich relację, wzajemne przyciąganie, to, jak próbowali walczyć z rodzącym się uczuciem — wszystko wyszło bardzo realistycznie. Na takiego człowieka jak Matthew mogłabym zagłosować w wyborach — jest charyzmatyczny, wrażliwy na krzywdę innych, chce dokonać zmian, które poprawią jakość życia zwykłych obywateli. Charlotte to wykształcona kobieta, która wie, czego chce, nie pozwala wejść sobie na głowę i zna reguły panujące w brutalnym świecie polityki.

O stylu autorki pisać chyba nie muszę? Katy Evans potrafi tworzyć świetne, porywające historie, opowiadać o nich lekkim językiem. Mr. President to powieść napisana właśnie takim lekkim, współczesnym językiem. Autorka nie boi się gorących scen i to widać, bo są one napisane ze smakiem, pobudzają wyobraźnię.

Walka o prezydencki stołek nigdy nie była tak seksowna! Matthew Hamilton zdecydowanie zdobył moje serce i poparcie. Mr. President to historia o miłości, którą musicie poznać. Mam nadzieję, że spodoba się Wam tak bardzo, jak mnie. Głosuj na Hamiltona!


Mr. President to książka, do której miałam przyjemność napisania rekomendacji, za tę możliwość dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.
J.Sterling - The Perfect Game #3 Słodkie zwycięstwo

J.Sterling - The Perfect Game #3 Słodkie zwycięstwo

Data wydania: 22.08.2018
Wydawnictwo SQN
Liczba stron: 256

Kiedy kariera baseballisty dobiega do fazy schyłkowej, człowiek ma wrażenie, że otrzymał kopniaka w brzuch.

Tak jakby w końcu dotarło do niego, że ten sport nigdy go nie kochał. Tyle bezsennych nocy, godzin spędzonych na siłowni, treningów, przygotowania mentalnego, nieobecności podczas świąt, urodzin dzieci, wspomnień, których się nie ma wraz z rodziną… I po co to wszystko? Okazuje się, że baseball wcale się o ciebie nie martwił. Nie spędzał bezsennych nocy, zastanawiając się, jak uczynić cię lepszym zawodnikiem. Miał to gdzieś.

Baseball to biznes. Sport. Gra.
Najważniejsze jest słodkie zwycięstwo, nie tylko na boisku.
Ostatni tom serii, którą pokochały kobiety na całym świecie.



The Perfect Game to seria, która w Polsce budzi wiele sprzecznych emocji, jednym się podobała, innym nie. Mnie książki Jenn Sterling się podobały, czytałam je z przyjemnością i cieszę się, że mogłam poznać historię Jacka i Cassie. Słodkie zwycięstwo kończy opowieść o ich miłości.

Przeglądając Facebooka i Instagrama widziałam opinie, że ta część jest zupełnie niepotrzebna, że autorka nie miała na nią pomysłu etc., jednak mnie właśnie ten trzeci tom podobał się najbardziej. Autorka pokazała, jak bardzo zmienili się bohaterowie od pierwszej części, zmusiła ich, by stawili czoła wielu problemom, takim, które zdefiniowały ich jako ludzi i jako parę. Jednak to, co najbardziej mi się spodobało, to sposób, w jaki autorka przedstawiła Jacka i Cassie jako małżeństwo, pokazując, że małżeństwo nie oznacza końca przygody, że nie można spocząć na laurach, że trzeba się starać, ciągle docierać i szukać kompromisów w sytuacjach spornych. To taka fajna, nienarzucająca się wskazówka dla czytelników.

Wspomniałam, że w tej części widzimy, jak bardzo zmienili się bohaterowie od pierwszego tomu. W Słodkim zwycięstwie poznajemy ich z dwóch stron — z jednej jako indywidualne jednostki, które pragną osiągnąć sukces zawodowy i z drugiej — jako parę, która walczy z przeciwnościami, szuka rozwiązania i stara się nawzajem wspierać. Najwięcej uwagi autorka poświęciła Jackowi, bo to on musi zmierzyć się z bólem, rozczarowaniem i pewnego rodzaju zdradą, której się nie spodziewał. Wiecie, w sumie mogę sobie wyobrazić prawdziwego zawodnika, który przeżywa to, co przeżywał Jack, więc punkt dla autorki za wiarygodne opisanie problemu.



Jack i Cassie rozpoczynają wspólne, dorosłe życie. Muszą się nauczyć najważniejszej lekcji – małżeństwo to sztuka kompromisu. The Perfect Game #3. Słodkie zwycięstwo to urocza i romantyczna opowieść o miłości, która przetrwała próbę czasu. To także moja ulubiona część tej serii, więc naprawdę polecam.


Książkę The Perfect Game #3. Słodkie zwycięstwo objęłam patronatem medialnym i za tę możliwość dziękuję Wydawnictwu SQN
MROK BEZ TAJEMNIC - KULISY POWSTANIA KSIĄŻKI

MROK BEZ TAJEMNIC - KULISY POWSTANIA KSIĄŻKI



Kiedy po raz pierwszy wpadłaś na pomysł napisania Mroku?

Można powiedzieć, że nie popchnęło mnie do tego żadne konkretne wydarzenie, jednak z pewnością duży wpływ miały tutaj zajęcia na studiach. Wykładowczyni przedmiotu Historia literatury anglojęzycznej sposobem, w jaki wypowiadała się o dziełach wielkich mistrzów, przypomniała o mojej własnej pasji oraz marzeniach, jakie niegdyś we mnie gościły. Później na urlopie macierzyńskim znalazłam nieco wolnego czasu i zdecydowałam się spróbować. 

Natomiast co do samego pomysłu na napisanie “Mroku”... Po prostu do mnie przyszedł w momencie, gdy podjęłam decyzję o napisaniu książki. Nie był co prawda idealny ani kompletny, lecz czułam, że chcę napisać książkę o magii, walce dobra ze złem, a także przeciwnościach losu, które można pokonać, o ile tylko posiadamy wystarczająco silną wolę. 


Co było inspiracją do napisania tej książki?

Ze spokojem mogę powiedzieć, że wszystkie książki fantastyczne, które do tamtej pory napisałam. Większość z nich pochodzi z gatunku young adult czy też fantasy, jednak nie było jednej, która pchnęła mnie do napisania pierwszych słów. Ale powiem ci, że może nie tyle inspiracją, co takim wyzwalaczem była chęć do przekazania światu mojego sposobu postrzegania rzeczywistości, a także pragnienie, by każdy z nas poczuł, czym jest magia. 


Skąd pomysł na stworzenie właśnie takiej powieści?

Jak mówiłam wcześniej, sama od nastoletnich lat zaczytywałam się w powieściach fantastycznych: głównie young adult, urban fantasy czy też fantasy, i właśnie dlatego przesiąkłam ich strukturą, a także sposobem przedstawienia świata, bohaterów, akcji. Jeszcze do niedawna sądziłam, że nie potrafiłabym stworzyć niczego spoza fantastyki, bo to właśnie ona gra w moim sercu pierwsze literackie skrzypce.


Jak długo zajęło Ci stworzenie całej powieści?

Napisanie pierwszego szkieletu “Mroku” zajęło mi około dziesięciu miesięcy do roku, jednak okazało się, że prawdziwa praca dopiero miała się rozpocząć. Gdy jako pewna siebie pisarka amatorka zapisałam się na kurs kreatywnego pisania, byłam przeświadczona, że zdobędę same pochwały. Rzeczywistość jednak odbiegała od wyobrażeń. W rzeczy samej, inni uczestnicy kursu pochwalili pomysł na powieść, lecz po ich miłych słowach jeszcze trudniej było mi pogodzić się z zimnym prysznicem, jaki zgotował mi nauczyciel. Powiedział, że historia i owszem posiada potencjał, jednak język i styl kuleją. I właśnie od tej pory rozpoczęła się właściwa praca. Powieść przepisałam trzy lub cztery razy od początku, starałam się aby była jak najlepsza. Potem pracowałyśmy nad nią jeszcze z redaktorką, korektorką, betami. Wszyscy staraliśmy się, by “Mrok” przypadł do gustu jak największej liczbie czytelników. 

Mam nadzieję, że tak się stało.


Czy ludzie, miejsca i zdarzenia przedstawione w książce istnieją naprawdę?

Ludzie i zdarzenia, nie - jeszcze nie przytrafiło mi się wykreować postać opartej na rzeczywistej osobie, to samo tyczy się wydarzeń. Natomiast część miejsc jest jak najbardziej prawdziwa, w szczególności Filadelfia czy też inne miejsca na Ziemi. Daenion oczywiście stanowi jedynie wymysł mojej wyobraźni, a gdyby spojrzeć na wszystkie zaplanowane przeze mnie księgi, to trochę szkoda… ;)


Co towarzyszyło Ci podczas pisania?

Ogólnie jestem trochę pokręconym pisarzem. Lubię sobie wszystko wizualizować i dlatego też wyobrażam sobie, że w mojej głowie siedzi kilka osób, które wspólnie pracują na pisarski sukces. W procesie czysto twórczym, tym najbardziej artystycznym towarzyszy mi niestabilny emocjonalnie Artysta. Podczas redakcji oddaję się pod opiekę Rzemieślnikowi, który najlepiej radzi sobie z poprawkami i tym samym jest najbardziej racjonalny. Jest jeszcze Planista… Taki mały latający wróż, który nie jest za bardzo użyteczny, gdyż rzadko planuję. Ale jest! No i oczywiście na czele stoi ona, Wena. Na każdym etapie tworzenia, czuwa nad wszystkim, czuwa nade mną i nie pozwala ustać w dążeniu do spełnienia marzeń.


Czy jest taka piosenka, która kojarzy Ci się z Mrokiem?

Może nie jedna konkretna, ale już zawsze z Mrokiem kojarzyć będą mi się utwory Alexz Johnson. To właśnie przy nich powstawał pierwszy szkielet powieści. Pamiętam, że zawsze zaczynałam pisanie od wysłuchania piosenki Running with the devil, która wydawała się niezwykle trafna, ponieważ musiałam pokonać wiele przeciwności, aby powstał Mrok w wersji, jaką zaprezentowaliśmy czytelnikom z Genius Creations. 


Jak długo szukałaś wydawcy dla tej książki? Długo leżała "w szufladzie"?

Tak naprawdę to bardzo krótko! Już po kwadransie jedno wydawnictwo okazało się zainteresowane wydaniem Mroku po przeczytaniu zaledwie fragmentu. To był sierpień. Nie miałam wtedy jeszcze poprawionego całego tekstu, poproszono mnie bym w dwa tygodnie go poprawiła, a następnie im przesłała. Tak też zrobiłam, a przy okazji wysłałam powieść również do kilku innych wydawnictw, w tym do Genius Creations. A szóstego grudnia Genius ogłosiło zainteresowanie wydaniem. Marcin Dobkowski zrobił mi wspaniały prezent na Mikołaja!


Gdyby Mrok doczekał się ekranizacji, kto wcieliłby się w głównych bohaterów?

O i tu mnie masz! Powiem ci, że musiałam zasięgnąć rady znajomych i fanów, ponieważ sama się nad tym jakoś bardziej nie zastanawiałam. I tak rola Laureen przypadłaby Amandzie Seyfried, natomiast z rolą Sigarra mieliśmy problem, ale sądzę, że świetnie zagraliby go: Jason Momoa, Aidan Turner oraz Kit Harington. Ale powiem, że ciekawią mnie również twoje typy...

Amanda Seyfried jako Laureen






Co chciałaś przekazać przez tę książkę?

Trudne pytania zadajesz! Jednak jeśli dłużej się nad tym zastanowić to chyba najbardziej chciałam pokazać, jak ważna rolę odgrywa nadzieja w naszym życiu. Nie powinniśmy się poddawać, nigdy, gdyż nie wiadomo, co przyniesie przewrotny los. Och, i jeszcze - uwierzmy w siebie, od tego należy zacząć, jeśli pragnie się spełnić marzenia. 


Jak krótko zachęcisz do przeczytania Mroku?

Życie nieraz zaskakuje i stawia nas w sytuacji bez wyjścia, właśnie w takiej sytuacji postawiło Laureen. Jak sobie z tym poradzi? Czy zdecyduje się pójść dalej i zanurzyć w nieznanym świecie pełnym magii, niebezpieczeństw oraz niewiadomych? Czy też wybierze prostszą ścieżkę - ścieżkę śmierci? Nadchodzi walka dobra ze złem, Zaprzysiężonych z potępionymi - czy Laureen weźmie w niej udział? Serdecznie zachęcam do lektury, z której dowiecie się, że nie wszystko jest takim, na jakie wygląda, a z pozoru nieistotne rzeczy mają znaczenie mogące obalać światy.


Książkę możecie zamówić TUTAJ.


K. Bromberg - Mój zawodnik

K. Bromberg - Mój zawodnik


Data wydania: 1.08.2018
Wydawnictwo Editio Red
Liczba stron: 296


Trzymasz w dłoni pierwszą część serii Mój zawodnik pióra K. Bromberg. Podobnie jak inne książki tej autorki, to chwytająca za serce historia o skomplikowanej grze instynktów i emocji, pożądania i bólu.

Easton Wylder jesto gwiazdą baseballu, a sport to całe jego życie: pasja, walka, uderzenie adrenaliny i ogłuszający krzyk kibiców. Niespodziewana kontuzja wyłącza go jednak z gry. Prędko się okazuje, że uraz jest poważniejszy, niż przypuszczał, i konieczne staje się przeprowadzenie cyklu fizjoterapii. Klub zatrudnia w tym celu szanowanego fizjoterapeutę, doktora Daltona. Jednakże na pierwszej sesji zamiast doktora zjawia się jego córka, Scout.

Dziewczyna doskonale zna się na fizjoterapii, a rehabilitacją Eastona zajęła się na wyraźne życzenie swojego ojca. Niemniej jest kobietą młodą, śliczną, bystrą, zadziorną i pełną ogromnego wdzięku. Prędko orientuje się, że nowe zadanie może okazać się bardzo trudne do wykonania. Po pierwsze, musi udowodnić, że ona — dziewczyna — może z powodzeniem prowadzić rehabilitację w pierwszoligowym klubie, bo ma odpowiednią wiedzę i umiejętności, aby sprawić, by Easton mógł znów wyjść na boisko. Po drugie, musi dotykać najbardziej pociągającego mężczyznę, z jakim kiedykolwiek miała do czynienia, i nie wolno jej go pożądać. Dla terapeuty pacjent ma pozostać zakazanym owocem.

Ma pozostać, ale to nie takie proste. Easton ma bowiem tak cudownie umięśnione ciało. Gładką, jedwabiście ciepłą skórę. Przedziwne oczy, w które Scout mogłaby się wpatrywać bez końca. Jest psotny i bezczelny, a chwilami słodki i bezbronny. Kiedy dziewczyna dotyka Eastona, cały czas balansuje na krawędzi. Niepostrzeżenie rozkręca się spirala pragnień, wszelkie granice zostają przekroczone, a kolejne bazy zdobywane raz po raz... Rozpoczyna się niezwykły, ekscytujący i najbardziej emocjonalny mecz, jaki kiedykolwiek miałaś okazję oglądać!

Pozwól się uleczyć i wracaj do gry!



Seria Driven dalej pozostaje jako mój numer 1 spośród książek K. Bromberg. W internecie widziałam sporo narzekań na tę książkę, więc z obawą podeszłam do czytania. Jednak zostałam mile zaskoczona, bo Mój zawodnik to całkiem przyjemna powieść, przy której świetnie się bawiłam.

Wiecie, ta książka od razu skojarzyła mi się z filmem Wygrać miłość. W filmie koszykarz doznaje poważnej kontuzji i jego rehabilitantką zostaje kobieta — świetna w swoim zawodzie, jej zadaniem jest przywrócenie go do pełnej formy w określonym czasie. Jak możecie się domyślić, zakochują się w sobie. Na tym podobieństwa jednak się kończą, więc powróćmy do książki.

Bohaterami są Scout i Easton, rehabilitantka i gracz, piękna kobieta i przystojny mężczyzna, od pierwszego spotkania napięcie pomiędzy nimi można kroić, naprawdę, autorce udało się wykreować świetnych bohaterów i stworzyć im relację, której rozwój śledziłam z radością i niecierpliwością. Scout jest piękną kobietą, która na każdym kroku musi udowadniać, że kobieta potrafi osiągnąć w świecie sportowym więcej niż niejeden mężczyzna. Na jej barkach spoczywa odpowiedzialność za przyszłość Eastona, ale także wielki sekret, który powoli zjada ją od środka. Easton to gracz, który jest najlepszy w tym, co robi i jest tego świadom. Kontuzja, która wyłączyła go z gry ma jednak drugie dno, które stara się odkryć. Jednak Easton ma też prywatne demony, tajemnice, o których prawie nikt nie wie, takie, z którymi musi mierzyć się sam.

Pomysł na fabułę mi się spodobał, romanse sportowe to coś, co lubię czytać. W poprowadzeniu fabuły widać wyraźnie styl K. Bromberg, co mnie bardzo ucieszyło. To nie jest banalny romans, ale nie jest to także literatura górnych lotów, to powieść, która miło zapełnia czas, przy której można się dobrze bawić, a co najważniejsze, zachęca do sięgnięcia po kontynuację.

Mój zawodnik to lekka książka, którą czytałam z przyjemnością. Intrygi w świecie sportu potrafią być bardzo brutalne i to właśnie z nimi przyjdzie się zmierzyć głównym bohaterom. Zakończenie serwuje nam brutalne oczekiwanie na kontynuację, którą najchętniej przeczytałabym już tu i teraz. Jeśli szukacie książki, z którą miło spędzicie czas, to warto zainteresować się tą powieścią.


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Editio Red.


K. N. Haner - Zapomnij o mnie || Patronat medialny

K. N. Haner - Zapomnij o mnie || Patronat medialny

Data wydania: 30.08.2018
Wydawnictwo Kobiece
Liczba stron: 408

Pierwszy gorący tytuł New Adult od bestsellerowej autorki K.N. Haner!

Przeprowadzka do Nowego Jorku jest dla 28-letniego Marshalla szansą na odcięcie się od dawnego życia i błędów, które popełniał w młodości. Nowa praca, nowe miejsce, nowe życie. Kiedy Marshall dowiaduje się, że para studentów szuka współlokatora, nie zastanawia się długo i w ten sposób poznaje piękną Sarę.

Dziewczyny nie odstraszają tatuaże i groźny wygląd Marshalla, wręcz przeciwnie, zaczyna go prowokować i budzić w nim uczucia, których nie wzbudziła w nim dotąd żadna kobieta. Okazuje się jednak, że Sara skrywa wiele sekretów i że wkrótce wciągnie Marshalla w niebezpieczną grę.

Odkrywając kolejne tajemnice Sary, chłopak szybko zrozumie, że dziewczyna jest na krawędzi i że potrzebuje pomocy. Jednak w tej grze pozorów i sekretów nie będą sami.

Czy dziewczyna, która rozpaliła jego ciało, zdobędzie też jego serce?



Każdy z nas musi znaleźć swoją drogę, swój kompas, by iść ścieżką, która prowadzi we właściwym kierunku.

Moja przygoda z książkami K.N.Haner rozpoczęła się od Na szczycie, od drugiego tomu serii zaczęła się moja współpraca z autorką i muszę napisać, że miło jest patrzeć, jak się rozwija, jak jej styl ewoluuje, jak wprowadza w życie kolejne pomysły. Zapomnij o mnie to chyba najbardziej dopieszczona powieść w dorobku Kasi, począwszy od pomysłu, poprzez wykonanie i wykończenie, jakim jest cudowna okładka. Co w tej powieści jest takiego niezwykłego?

Pomysł na fabułę i wykorzystane motywy są naprawdę świetne — choć mamy tutaj chłopaka z trudną przeszłością, pozostałe elementy są czymś, co nie spotyka się często w polskich powieściach New Adult. K. N. Haner sprawnie łączyła wątki, co raz mnie zaskakując, ciągle trzymając w napięciu.

Bohaterowie, tutaj bez zaskoczeń — wiedziałam, że będą świetni. Oczywiście, jak zawsze, główna bohaterka działała mi na nerwy i choć rozumiałam przyczyny jej zachowania, nie zmieniło to faktu, że się nie polubiłyśmy. Natomiast, jeśli chodzi o Marshalla, to jest to bohater, którego nie można nie lubić. Widać, że autorka miała na niego pomysł, który rozwijała, pozwalając coraz lepiej poznać jego przeszłość i to, przez co musiał przejść. Shall jest bohaterem skomplikowanym, zamkniętym w sobie, a jednocześnie takim, który potrzebuje miłości i bliskości. Trudny mężczyzna, z ciężką przeszłością, nieciekawą teraźniejszością i bez planu na przyszłość, która chciałaby go poznać?

Po tej książce widać, że styl autorki uległ zmianie, choć może nie tyle uległ zmianie, ile dostosował się do tego, czego wymaga nurt New Adult. K. N. Haner pisze lekko, poruszając trudne tematy, jednak nie przytłaczając czytelnika, dając mu w jednej powieści rozrywkę oraz prawdziwe emocje.

Porywająca, poruszająca i wzruszająca — tak w skrócie mogę podsumować pierwszą powieść New Adult spod pióra K.N. Haner. Historia Marshalla bardzo różni się od poprzednich książek autorki, co, według mnie, wypada bardzo na plus. Mniej seksu, więcej emocji, książka łączy w sobie lekkość i życiowe trudności, autorce udało się zachować równowagę pomiędzy tymi negatywnymi uczuciami i sytuacjami a tym, co przynosiło radość bohaterom. Jeśli chcecie poznać K.N. Haner od trochę innej strony, gorąco polecam tę książkę. Mnie Zapomnij o mnie porwało i trudno będzie mi o niej zapomnieć.




Książkę Zapomnij o mnie objęłam swoim patronatem medialnym i za tę możliwość dziękuję Autorce oraz Wydawnictwu Kobiecemu.
 
Copyright © 2014 My fairy book world , Blogger