Eve Jagger - Sexy bastard. Jackson

Eve Jagger - Sexy bastard. Jackson


Data wydania: 21.06.2018
Wydawnictwo Kobiece
Liczba stron: 320


Czwarty i ostatni tom kuszącej serii Sexy Bastard Eve Jagger!
Jackson jest odnoszącym sukcesy architektem, któremu do szczęścia brakuje tylko idealnej żony. Ułożył nawet sobie listę cech perfekcyjnej wybranki, która będzie pasowała do jego świata.
Kiedy spotyka Skylar, wydaje się, że musi skreślić wszystkie punkty ze swojej listy, bo dziewczyna kompletnie nie pasuje do jego ideału. Jest spontaniczna, żywiołowa i nieuporządkowana, a do tego wciąż pakuje się w tarapaty.
Jackson musi podjąć najważniejszą decyzję w życiu i wybrać pomiędzy przygodą a szansą na ustatkowane życie. Chociaż Skylar podbija jego serce, to w niczym nie przypomina idealnej kobiety, z którą chciał budować wspólną przyszłość.
Czy Jackson pójdzie za głosem serca i wprowadzi odrobinę szaleństwa do poukładanego życia?

Jackson to najbardziej tajemniczy mężczyzna z tej ekipy, dlatego byłam bardzo ciekawa jego historii. Jednego jestem pewna — nie wymyśliłabym lepszej opowieści o tym skomplikowanym mężczyźnie.

Głównymi bohaterami są Jackson i Skylar, totalne przeciwieństwa, są jak ogień i woda. Jackson kieruje się zasadami, ma plan, ba, ma nawet listę cech, które musi posiadać jego potencjalna żona. Skylar żyje z dnia na dzień, nic nie planuje, lubi naginać zasady. Pod fasadą beztroskiej i lekkomyślnej ukrywa prawdziwą twarz. Co może wyniknąć z ich spotkania? Zapewniam, nie będziecie się nudzić.

Fabuła opiera się na znanych nam schematach, jednak w tej książce, podobnie jak w całej serii, nie przeszkadzało mi to. Przy okazji recenzji Knoxa wspomniałam, że w trzeciej części zabrakło mi jakiegoś zwrotu akcji, momentu zaskoczenia. Czytając Jacksona, nie mogłam narzekać — były zwroty akcji, była nieprzewidywalność. Jeśli czytaliście recenzje poprzednich tomów z serii Sexy bastard, to wiecie, że polubiłam lekkie pióro Eve Jagger. Autorka pisze lekko, sprawnie tworząc relacje pomiędzy bohaterami. Sceny erotyczne są gorące, ale napisane ze smakiem.

Naprawdę podobała mi się mieszanka Jackson-Skylar. Autorka tworząc tych bohaterów, wykazała się wyobraźnią, bo taka kombinacja bohaterów mogła wypaść oklepanie, a jej się udało stworzyć coś fajnego. Skylar to bohaterka, którą jednocześnie polubiłam i mnie irytowała. Jackson przypadł mi do gustu, podoba mi się zmiana jego charakteru, której byłam świadkiem, czytając tę książkę.

Nie mogłam sobie wyobrazić lepszego zakończenia serii Sexy bastard.
Seksowna, tajemnicza, żywiołowa i niezwykle satysfakcjonująca historia Jacksona i Skylar porwała mnie od pierwszej strony. Gwarantuję, że z tą książką spędzicie miłe chwile. Gorąco polecam!


Książkę Sexy bastard. Jackson objęłam patronatem medialnym i za tę możliwość dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu
Layla Wheldon - Dance, sing, love. W rytmie serc

Layla Wheldon - Dance, sing, love. W rytmie serc

Data wydania: 4.07.2018
Wydawnictwo Editio Red
Liczba stron: 432


Po tragicznym wydarzeniu na lotnisku Livia Innocenti na długo straciła zdrowie i pełną sprawność - kariera tancerki stanęła więc pod znakiem zapytania. Z pomocą swojego chłopaka Jamesa Sheridana oraz przy wsparciu przyjaciół, Kathy, Zafira, Leny, Mirandy i Alexis, Livia powoli staje na nogi. Odnajduje spokój i ukojenie w muzyce i tańcu, które stają się elementem terapii. Dostaje także propozycję, by spróbowała swoich sił jako choreograf. 

Czas zabliźnia rany, jednak trauma po wypadku nie daje o sobie zapomnieć. Problemy nie znikają, podobnie jak powracające nocami koszmary. Kiedy wydaje się, że wszystko się wreszcie układa, a związek Livi z Jamesem wchodzi na właściwe tory, los wystawia ich uczucie na ciężką próbę. I zrobi to jeszcze nieraz. Czy ich serca nadal będą bić w jednakowym rytmie? 

Więcej muzyki, więcej tańca i więcej pasji... Po prostu DANCE & SING & LOVE!

Długo kazano nam czekać na drugi tom serii Dance, sing, love. Po szokującym zakończeniu Miłosnego układu nie mogłam się doczekać, aż poznam dalsze losy bohaterów. Ciekawi, co przygotowała autorka?

Już na wstępie napiszę, że w tej książce sporo się dzieje. Ta historia jest dojrzalsza od pierwszego tomu, wydaje mi się, że stało się tak dlatego, że sama autorka dojrzała, zarówno jako kobieta, jak i pisarka. Naprawdę z przyjemnością obserwuję rozwój Sandry. Co do samej fabuły nic nie zdradzam, ponieważ opis mówi zbyt wiele.

Życie Livii i Jamesa uległo zmianie i według mnie jest to zmiana na lepsze. Oboje wydają się dojrzalsi, zauważają swoje wady i błędy, jakie popełnili w przeszłości. Bohaterowie się zmienili. Podoba mi się sposób, w jaki autorka przedstawiła ich w tej części. Zmiana w ich zachowaniu nie jest natychmiastowa, wypada więc bardzo realistycznie. Życie bohaterów drugoplanowych także poszło do przodu, cieszy mnie to, że często pojawiali się na kartach tej powieści.

W rytmie serc to książka napisana lekkim, współczesnym językiem. Jak wspomniałam wyżej, z przyjemnością obserwuję rozwój Sandry, ta książka napisana jest napisana dużo lepiej niż pierwsza część. Więcej emocji, mniej zapychaczy, ciekawy rozwój bohaterów — tę książkę czytałam z przyjemnością.

Dance, sing, love. W rytmie serc to pełna emocji historia młodych ludzi, którzy przeżyli tragedię. Zaskakujące zwroty akcji, taniec i muzyka — musicie poznać kontynuację losów Livii i Jamesa. Ja wyczekuję już trzeciego tomu.


Książkę DSL. W rytmie serc objęłam patronatem medialnym i za tę możliwość dziękuję Autorce oraz Wydawnictwu Editio Red.

L'AMORE A PRIMA VISTA || Melissa Darwood - Larista

L'AMORE A PRIMA VISTA || Melissa Darwood - Larista


Data wydania: 21.06.2018
Wydawnictwo Kobiece (Young)
Liczba stron: 320

Pierwszy tom nieziemskiej serii pełnej miłości!

Larysa przez całe swoje życie marzyła o miłości od pierwszego wejrzenia. I to takiej, która nigdy nie przeminie. Kiedy na swojej drodze spotyka Gabriela, tajemniczego Nieznajomego z jej sennego koszmaru, jeszcze nie wie, że całe jej życie niedługo się zmieni. Zarówno on, jak i niedawno poznany Daniel, mają plany względem dziewczyny. Jednak tylko jeden z nich ma przyjazne zamiary. Czy dziewczyna wybierze mądrze?

Życie Larysy całkowicie się zmienia, kiedy pojawia się w nim Gabriel. Ten mężczyzna coś ukrywa, coś, co sprawia, że dziewczyna czuje się śledzona. Kim są tajemniczy Guardianie i Tentatorzy? Dlaczego życie Larysy jest w niebezpieczeństwie? Czy w dzisiejszych czasach jest miejsce na miłość od pierwszego wejrzenia?





Nowe wydanie, ta sama historia wzbogacona o sceny z punktu widzenia Gabriela. Larista to książka, którą łatwo pokochać, mnie od razu skradła serce.

Motywem przewodnim tej książki jest miłość. Prawdziwa miłość. 
Miłość od pierwszego wejrzenia.

L'amore a prima vista.

Melissa otoczyła ten motyw fantastyczną otoczką, walką dobra ze złem, oraz wiarą, której nie należy wkładać w sztywne ramy.

Głównymi bohaterami są Larysa i Gabriel, młoda, odrobinę naiwna dziewczyna i mężczyzna z (dosłownie!) innej epoki. Ich pierwsze spotkanie jest nietypowe i niespotykane, żadne z nich nie wie co myśleć. Przy drugim spotkaniu już wiedzą, że to nie mógł być przypadek, a każde kolejne zbliża ich do siebie. Larysa czuje, że Gabriel ma przed nią sekrety, jednak nie ma pojęcia, jakie niebezpieczeństwo kryją. Czy uczucie wygra z nieufnością?

Naprawdę bardzo lubię tę książkę i sposób, w jaki Melissa poprowadziła historię Larysy i Gabriela. Książka opiera się na miłości i to jest najważniejszy element tej książki, bohaterowie zostali przedstawieni na zasadzie przeciwieństw, dobro-zło, Guardiani i Tentatorzy, młoda dziewczyna i doświadczony mężczyzna. Larysa wierzy w dobre intencje ludzi, Gabriel nauczony doświadczeniem spodziewa się po nich najgorszego. Melissa stworzyła fantastyczny świat, tak podobny do rzeczywistego, który pokochałam od pierwszych stron.

Jeśli zaglądacie do mnie od czasu do czasu, to wiecie, że lubię twórczość Melissy Darwood. Bardzo podoba mi się jej lekkie pióro i umiejętność tworzenia historii, które zapadają w pamięć. Tak było i tym razem. Laristę czytałam już kilka razy i za każdym razem podoba mi się coraz bardziej. To lekka, romantyczna powieść napisana współczesnym językiem, jestem pewna, że skradnie serca wielu czytelniczek.

Larista to przede wszystkim emocje, ale także świetni bohaterowie, których nie spotkamy w innych powieściach młodzieżowych. Wszystkie romantyczne dusze czytając tę książkę, przepadną, ponieważ Gabriel to mężczyzna, jakich nie spotyka się często — to dżentelmen, ale taki z iskrą w oku i zadziornym charakterem.

Larista to pierwszy tom wspaniałej serii. To powieść o sile prawdziwej miłości, takiej ponad wszystko. Larista łączy w sobie wszystko to, co najlepsze w literaturze młodzieżowej. Wierzę, że pokochacie tę książkę i będziecie wyczekiwać drugiego tomu — Guerry, który wbije was w fotele.



Larista to książka, której zostałam ambasadorką i za tę możliwość dziękuję Autorce - Melissie Darwood oraz Wydawnictwu Kobiecemu



Michelle Madow - Elementals. Proroctwo cieni

Michelle Madow - Elementals. Proroctwo cieni

Data wydania: 24.05.2018
Wydawnictwo Kobiece (Young)
Liczba stron: 288


Pierwszy tom serii Elementals, żywiołowej odpowiedzi na Harry’ego Pottera i Percy’ego Jacksona!

Nicole Cassidy zmuszona do zmiany miasta i szkoły nieoczekiwanie dowiaduje się, że jest wiedźmą. Jej nowi koledzy są mocno zdziwieni tym, że nie wiedziała o swoim pokrewieństwie z greckimi bogami, którym zawdzięcza niezwykłe umiejętności. Dziewczyna ma dużo do nadrobienia, bo lekcje w klasie ukrytej za biblioteką, nie zapowiadają się na łatwe. Reszta uczniów doskonale zna swoją historię i od dawna uczy się panowania nad swoimi mocami. 
Kiedy na niebie pojawia się Kometa Olimpijska, Nicole i czterech uczniów zostają obdarzeni mocami żywiołów, ale zostaje też osłabiony portal, który chronił świat przed groźnymi potworami. Nicole, Kate, Chris, Blake i jego dziewczyna Danielle muszą stawić czoła Proroctwu, według którego tylko oni mogą przywrócić równowagę światu. Zadanie byłoby dużo łatwiejsze, gdyby pomiędzy Nicole i Blakiem nie zaczęło się rozwijać gorące uczucie, które może przeszkodzić w wypełnieniu ich zadania.
Michelle Madow na nowo opowiada historię greckiej mitologii, przenosząc stare wierzenia do współczesnych czasów. Jej bohaterowie to zwykli uczniowie, którzy niespodziewanie odkrywają swoje przeznaczenie.


Nicole wraz z rodziną przeprowadza się do Massachusetts, zaczyna naukę w nowej szkole i już pierwszego dnia przeżywa szok. MAGIA ISTNIEJE. Od tego momentu całe jej życie ulega zmianie. Wraz z czwórką nowych znajomych musi rozwikłać tajemniczą przepowiednię i zapanować nad nowymi mocami. Akcja pędzi od pierwszej strony i nie zatrzymuje się nawet na chwilę.

Autorka miała naprawdę dobry pomysł na fabułę i umiejętnie wprowadziła go w życie. Od pierwszej strony zostajemy wrzuceni w wir wydarzeń. Autorka nie traciła czasu na długi wstęp i to mi się podobało. Nawiązanie do mitologii przypomina Percy'ego Jacksona, jednak Proroctwo cieni podoba mi się o wiele bardziej. Zastanawiacie się dlaczego? Przede wszystkim, dlatego że mamy tutaj piątkę młodych ludzi, którzy walczą ze złem, a nie między sobą. Jestem ciekawa jak dalej rozwinie się ta historia.

Co do bohaterów to bliżej poznajemy Nicole, czwórkę jej nowych znajomych i nauczyciela, cała reszta została bardzo delikatnie nakreślona. Moją sympatię zdobyli Nicole, Blake i Kate, co do pozostałych mam mieszane odczucia. Autorka tworząc bohaterów, zadbała o różnorodność, więc każdy znajdzie swojego ulubieńca.

Michelle Madow posługuje się lekkim i współczesnym językiem, z łatwością wciągając czytelnika w wykreowany przez siebie świat. Proroctwo cieni to książka, w której została idealna równowaga pomiędzy dialogami a opisami.

Proroctwo cieni to powieść, której należy się uwaga. To lekka, ciekawa i wciągająca młodzieżówka, która zabiera nas w niesamowitą podróż po mitologii greckiej. Gorąco polecam!



Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu
Krystyna Chodorowska - Triskel. Gwardia.

Krystyna Chodorowska - Triskel. Gwardia.

Data wydania: 20.06.2018
Wydawnictwo Uroboros
Liczba stron: 400


Ta sprawa to nie tyle afera międzynarodowa, co... międzywymiarowa! Przed Mayday największe wyzwanie w jej krótkiej karierze superbohaterki. Jak może jednak walczyć z czymś, czego nie rozumie?

Scyld City – w przeciwieństwie do imperium – to idealne miejsce dla osób obdarzonych nadnaturalnymi zdolnościami. Władze miejskie doskonale wiedzą, jak spożytkować te moce. Dlatego w tym mieście porządku strzeże Gwardia: Kret, Burza i Mayday.
Nikt nie wie, że za maską Mayday kryje się niepozorna studentka, Sinead Clarke. Z pochodzenia Sidheanka, marzy, by jej ojczyzna wreszcie przestała kojarzyć się tylko z terroryzmem. W wolnym czasie angażuje się w działalność na rzecz swoich rodaków. Oczywiście wtedy, kiedy akurat nie walczy z przestępczością.
Ostatnio Gwardia ma pełne ręce roboty. W napadzie na Muzeum Historii Naturalnej użyto dziwnej broni. Technologia przeczy prawom fizyki, zupełnie jakby nie pochodziła z tego świata...
W dodatku w mieście pojawia się Duncan, przyjaciel Sinead z dzieciństwa, bojownik o wyzwolenie Sidheanii spod jarzma imperium. I wygląda na to, że nie jest to towarzyska wizyta.
Sinead ma poczucie, że te dwie sprawy jakoś się łączą. Wszystkie tropy prowadzą do tajemniczej istoty, zwanej Lazur...


Gdy dostałam propozycję, by przeczytać debiut Krystyny Chodorowskiej, nie zastanawiałam się dwa razy. Intrygujący opis, przyciągająca oko okładka i rekomendacja M.L. Kossakowskiej wystarczyły, bym się zdecydowała.

Już od pierwszej strony zostajemy wrzuceni do brutalnego świata Sidheani. Jako pierwszego poznajemy Duncana i wydawać, by się mogło, że to on jest tu głównym bohaterem. Nie dajcie się jednak zwieść! To Sinead gra tutaj główną rolę. Im dalej w książkę, tym większą intrygę uwikłani są bohaterowie. Akcja pędzi do przodu, niebezpieczeństwa się nawarstwiają i nic nie jest takim, jakim się wydawało. Tajemnicze moce, Gwardia i nieznany przeciwnik — dajcie się porwać tej fantastycznej historii.

Najmocniejszym atutem tej książki jest pomysł na fabułę. Fantastyczna, alternatywna rzeczywistość, prześladowana ludność i super moce, to coś, co spodoba się fanom gatunku. Autorka naprawdę bardzo dobrze poradziła sobie z rozwinięciem własnego pomysłu, uknuła intrygi, które zagęszczają akcję. Triskel to zapowiedź fantastycznej serii, a po zakończeniu mam wielką ochotę na kontynuację.

Bohaterowie także mnie zaskoczyli. Duncan i Gwardia to postaci, których poznajemy bardzo powoli. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, ale musicie wiedzieć, że spodobał mi się sposób, w jaki autorka stworzyła bohaterów oraz to, jak rozwinęła ich historię.

Triskel to debiut literacki Krystyny Chodorowskiej i nie uniknęła ona kilku błędów. Nie przeszkadzały mi jednak one w płynnym czytaniu i czerpaniu przyjemności z tej książki, dlatego nawet nie pomyślałam o tym, by o nich tu wspomnieć. Autorka pisze bardzo barwnie i lekko, z łatwością wciągając czytelnika w wykreowany przez siebie świat. Jestem bardzo ciekawa, jak Gwardia rozwinie się w kolejnych tomach.

Triskel to naprawdę udany debiut, zaczynający ciekawie zapowiadającą się serię. Świetny pomysł na fabułę, rewelacyjne wykonanie, nowy, fantastyczny świat i bohaterowie, których łatwo polubić — wydaje mi się, że Krystyna Chodorowska znalazła przepis na udaną powieść. Gorąco polecam!


Książkę Triskel objęłam patronatem medialnym i za tę możliwość dziękuję Wydawnictwu Uroboros
Dominika Smoleń - Bieg do gwiazd

Dominika Smoleń - Bieg do gwiazd

Data wydania: 5.02.2018
Wydawnictwo Szara Godzina
Liczba stron: 320


Czy diagnoza lekarska przekreśli marzenia młodej dziewczyny?
Cukrzyca. Słowo, które zmienia życie na zawsze. Choroba, z którą każdy może mieć do czynienia. Błogosławieństwo czy klątwa?
Ada była pewna, że usłyszała wyrok śmierci. Bez wsparcia rodziców i przyjaciół coraz bardziej zamykała się w sobie, popadając w depresję. Po wyjściu ze szpitala psychiatrycznego dostała list od babci, który diametralnie zmienił jej nastawienie do rzeczywistości. Zapragnęła stać się normalną nastolatką, nawet jeśli oznaczałoby to walkę z własnymi słabościami.
Bieg do gwiazd to wstrząsająca historia o dziewczynie, która uczy się żyć na nowo. Historia, obok której nie można przejść obojętnie.

Zgłaszając chęć zrecenzowania Biegu do gwiazd, byłam pełna pozytywnych emocji. Wiele blogerek, także tych, które lubię i szanuję, wypowiedziało się o tej książce w samych superlatywach. Jednak gdy zaczęłam czytać, pojawiły się schody... Okazały się one nie do pokonania i w rezultacie nie doczytałam książki do końca. Przez 4 dni wymęczyłam 164 strony i powiedziałam dość. Z góry uprzedzam, że to moja opinia i możecie się z nią nie zgadzać.

Nie będę opisywać fabuły, ponieważ nie doczytałam książki do końca i być może coś mi umknęło, przedstawię za to moje zarzuty co do tej powieści.

Pierwszym i najważniejszym jest język, jakim posługuje się w tej książce autorka. Był on po prostu sztuczny. Miałam wrażenie, że Dominika na siłę próbowała brzmieć na starszą, niż jest w rzeczywistości, jednak to "mądre" słownictwo i dziwny szyk zdań skutecznie utrudnił mi czytanie tej książki.

Drugim zarzutem jest pomysł i wprowadzenie go w życie. Opis sugeruje, że głównym tematem będzie tutaj cukrzyca, jednak mnie wydawało się, że choroba została tutaj wciśnięta trochę na siłę. Nie zrozumcie mnie źle, naprawdę dobrze, że Dominika podjęła się tego trudnego tematu, jednak nie powinna przedstawiać go w taki sposób. Książka ta kierowana jest do młodego czytelnika, więc powinna pokazać, że cukrzyca to nie koniec świata, dać nadzieję, tutaj tego nie znalazłam. Ponadto uważam, że gdyby Dominika skupiła się na problemie depresji wśród młodych ludzi, całość wypadłaby dużo lepiej.

Trzecim zarzutem jest kreacja głównej bohaterki i jej chwiejność. Tak naprawdę poza tym, że choruje zarówno na cukrzycę i depresję, nie dowiedziałam się o niej zbyt wiele. Nie potrafiłam polubić tej bohaterki i wciągnąć się w jej historię.

Bieg do gwiazd to książka z potencjałem, jednak mnie do siebie nie przekonała. Fajnie, że autorka zdecydowała się podjąć temat cukrzycy, jednak według mnie, nie udźwignęła tego tematu. Mam nadzieję, że w swojej kolejnej książce Dominika skupi się na konkretnym pomyśle i będzie się go trzymać, bo widzę w niej potencjał.



Za egzemplarz dziękuję Autorce oraz Wydawnictwu Szara Godzina.

Sara Zarr - Historia pewnej dziewczyny || Zapowiedź&fragment

Sara Zarr - Historia pewnej dziewczyny || Zapowiedź&fragment

Data premiery: 18.07.2018
Wydawnictwo YA!

Pacifica w stanie Kalifornia. Na restauracyjnym parkingu ojciec nakrywa swoją trzynastoletnią córkę i jej starszego chłopaka w jednoznacznej sytuacji. Nie potrzeba wiele czasu, by o tym wydarzeniu dowiedziała się cała okolica. Dziewczynie szybko przypięto łatkę, której nie może się pozbyć mimo upływu kolejnych lat, a od nieprzychylnych spojrzeń nie jest wolna nawet we własnym domu. Czeka ją trudna walka o zmianę osądu na jej temat i szansę na wyrwanie się z upokarzającej roli miejscowej puszczalskiej.
Powieść była nominowana do Nagrody Lincolna, znalazła się też wśród finalistów National Book Award. Została zekranizowana w 2017 roku, w roli głównej Sosie Bacon znana m.in. z serialu "13 powodów" i "Tu i teraz"


FRAGMENT:


NAJPOPULARNIEJSZE WERSJE MOJEJ HISTORII


„Deanna Lambert to skończona nimfomanka. Tommy przychodził do nich, bo się kumplował z Darrenem. Ilekroć Darren wyszedł na chwilę z pokoju, natychmiast zjawiała się Deanna i zaczynała opowiadać Tommy’emu, co chce z nim robić. Tamtego dnia? Powiedziała, że wie, gdzie Darren trzyma pornosy, i zaproponowała, żeby je razem obejrzeli. I żeby potem zrobili te, no… świństwa. Tommy na to: Mowy nie ma, jesteś za młoda. Mogą mnie za to wsadzić, ale ona wierciła mu dziurę w brzuchu, aż w końcu się zgodził z nią umówić. Słyszałem, że kiedy jej ojciec ich przyłapał, nie mogła się wydostać z samochodu, bo lubi, żeby ją wiązać. Co za zdzira!”.


„Deanna Lambert to skończona psychopatka. Z początku podobała się Tommy’emu, uważał, że jest słodka i urocza. Zaczęli ze sobą chodzić, ale ona ciągle się 
cięła albo brała amfę, albo wpadała na wariackie pomysły, na przykład, żeby podłożyć w szkole bombę. Kiedy próbował z nią zerwać, groziła: Zabiję się, jeśli mnie zostawisz, Tommy! Co za koszmar!”.


„Deanna Lambert jest kompletnie żałosna. Tommy wpadł kiedyś na nią, jak płakała na podwórku za domem Darrena, i tak się poznali. Powiedziała mu, że nikt jej nie kocha, nikt nie zwraca na nią uwagi, i zanim się obejrzał, przyssała się do niego, jakby to o n miał odmienić jej życie. Tak, wiem, mówimy o Tommym Webberze. Cóż, zrobiło mu się szkoda dziewczyny. Kiedyś Darrena nie było akurat w domu, więc zabrał ją na lody, bo myślał, że to poprawi jej humor, ale ona potraktowała to, jakby co najmniej się jej oświadczył. Zaczęła do niego wydzwaniać, aż w końcu powiedział: Dobra, umówię się z tobą, ale pamiętaj, że mam siedemnaście lat i jeśli chcesz być moją dziewczyną, będziesz musiała robić, no wiesz, te rzeczy. A ona na to: Zrobię wszystko, co zechcesz. Co za porażka. Trzeba się trochę szanować”.


Książkę możecie zamówić tutaj.



Małgorzata Rogala - Kopia doskonała

Małgorzata Rogala - Kopia doskonała

Data wydania: 23.05.18
Wydawnictwo Czwarta Strona
Liczba stron: 352


Dominika otrzymuje zlecenie wyjazdu do Lyonu w celu skopiowania jednego z obrazów. Po skończonej pracy obraz znika, a kopistka nie wraca do Polski. Gdy jej babcia otrzymuje zdjęcie wnuczki na tle słynnego lyońskiego muralu, jest przekonana, że to zakamuflowana wiadomość. Prosi o pomoc Celinę – początkującą prywatną detektyw.

Celina wie, że decydując się na pomoc,będzie zmuszona do walki ze swoimi fobiami i pokonania traumy, której doznała dwa lata wcześniej. Mimo to podąża śladami kopistki. Ciągle jednak ktoś jest o krok przed nią. Żeby tego było mało, śladem Celiny podąża pewien tajemniczy mężczyzna…

Nowa seria polskiej mistrzyni kryminału psychologicznego!

Śledcza, jakiej nie znajdziecie na kartach innych kryminałów!



Powodem, który skusił mnie do przeczytania książki Kopia doskonała, jest osoba autorki- Małgorzata Rogala, której książki bardzo mnie ciekawią.

Książka ta, to nie tylko ciekawy kryminał psychologiczny, ale również powieść poruszająca aktualne problemy społeczne. Główna bohaterka Dominika to utalentowana malarka z Polski, która otrzymuje zlecenie skopiowania obrazu, który jest w muzeum we Francji. Bardzo cieszy się z tego powodu, nie wie jednak, na co się naraża. Po zakończeniu pracy obraz zostaje skradziony, a ona znika oskarżona o jego kradzież... Jednak babcia Dominiki, Józefina nie wierzy w winę wnuczki. Po wielu namowach Józefina angażuje w sprawę prywatną detektyw Celinę, kobietę, która sama musi zwalczyć swoją fobię i przeżytą traumę. Czy uda jej się przemóc własne słabości i rozwiązać sprawę?

Fabuła książki osadzona jest częściowo we Francji, gdzie prym wiodą młode dziewczyny a częściowo w Polsce – tutaj na pierwszym planie są urocze, pełne werwy babcie. Kreacja bohaterów jest według mnie, bardzo interesująca i idealnie wpasowująca się do fabuły stworzonej przez autorkę. Sam styl Małgorzaty Rogali naprawdę przypadł mi do gustu, jestem pewna, że to nie ostatnia książka autorki, po którą sięgnęłam.

Kopia doskonała to powieść, którą na długo zapamiętam. Książka ta bardzo mi się podobała, nie tylko jako kryminał, ale również jako powieść, która pokazuje problemy społeczne, a jej niespodziewane zakończenie budzi wiele emocji.
Gorąco polecam.



Autorką tej opinii jest moja mama, Beata. Zostawcie, więc proszę, dla niej ciepłe słowa. 


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

Krystyna Chodorowska - Triskel. Gwardia || Fragment powieści

Krystyna Chodorowska - Triskel. Gwardia || Fragment powieści


Część I 

Duncan 

Najdłuższe słowo prawdopodobnie znaczyło „grozi śmiercią”. Od kilku godzin co jakiś czas wracał myślami do napisu na tabliczce umieszczonej od strony ulicy. Przyglądał się jej elementom, obracał je niczym puzzle. Nie znał tego języka, ale miał już niemal pewność, że rozpracował komunikat właściwie, tylko ten jeden fragment – „grozi śmiercią” – trochę go zmylił. Mieli na to jedno słowo. W opuszczonym budynku dach zwykle zawalał się pierwszy i w tym przypadku też tak było. Na podłodze zalegały resztki pękniętych krokwi, strzępy izolacji i odłamki dachówek, ale ściany wciąż trzymały się mocno, z wyjątkiem jednej, tuż przy narożniku, pękniętej podczas pożaru, teraz odsłaniającej szeregi gołych, nadpalonych cegieł, jakby to były zęby. Okiennice zawodziły ze skrzypieniem, a w ramie okiennej nie został już ani kawałek szyby, która chroniłaby wnętrze od deszczu. Wszystko wokół pachniało stęchlizną, pleśnią, wilgotną ziemią i kocimi sikami. Gdyby zadarł głowę, pomiędzy krokwiami zobaczyłby skrawki zachmurzonego nieba.  Leżał na podłodze, spoglądając poprzez wyrwę w ścianie, i czekał, aż wreszcie będzie po wszystkim. Odkaszlnął, a potem przełknął, próbując pozbyć się ucisku narastającego w gardle. Kilka dni spędzonych w tej zawilgłej norze zaczynało mu dawać w kość. 
Poprawił ułożenie broni. Nad długą, dwudziestocalową lufą karabinu 0.88 wyrastał celownik snajperski 5.5-22x56, dzięki któremu zyskiwała niewiarygodną precyzję. Duża, dwucalowa soczewka pozwalała obserwować nie tylko cel, ale i otoczenie, dzięki czemu strzelec mógł łatwiej oceniać siłę wiatru i przesunięcie osi. Spokojnie dawało się tym strzelać do obiektu odległego o kilometr i więcej, w teście na pięćset metrów pociski raz za razem przechodziły dokładnie przez ten sam otwór. Duncan był znakomitym strzelcem. 
Rozejrzał się za swoim celem, cierpliwie czekając, aż pojawi się w pobliżu budynku, gdzie regularnie go widywano. Należał do tych, którzy jako pierwsi otworzyli ogień do tłumu tamtego dnia podczas marszu w Connacht. Podejrzewano, że wykonywał rozkaz, który przyszedł ze znacznie wyższych kręgów, ale tego nikt nie był w stanie udowodnić, a już na pewno nie teraz, po tylu latach. Nawet ten niepozorny pionek miał zbyt mocne plecy, by dać się skazać w imperialnym sądzie. Sędzia bez drgnięcia w głosie nazwał jego postępowanie „uzasadnionymi środkami bezpieczeństwa w sytuacji kryzysowej” i powołał się na informacje techników, którzy podobno znaleźli przy zabitych materiały wybuchowe. Jeden z nielicznych sprawców masakry, którzy w końcu stanęli przed sądem, ostatecznie nie spędził w więzieniu ani pół miesiąca. Duncan, który stał wtedy w tłumie i patrzył, jak Coleen pada na bruk z przestrzeloną głową, dostał dziesięć. Nikt z tych, którzy uważnie śledzili proces, nie miał specjalnych złudzeń. Zawsze postawienie imperialnych żołnierzy przed sądem za zbrodnie w okupowanym kraju było bardzo trudne, a skazanie ich okazywało się właściwie niemożliwe. A zatem gdy tradycyjne środki zawiodły, Organizacja sięgnęła po inne metody. Wiatr wciąż się wzmagał, gwiżdżąc w zakamarkach budynku. Duncan znów poprawił pozycję lufy opartej na plecaku i wzdrygnął się, gdy niebo rozbłysło mu nad głową. Kolejnej błyskawicy towarzyszyło bębnienie deszczu. Dach rudery przeciekał, Duncan poczuł, jak kilka kropel spada mu na plecy, potem na głowę. Nie po raz pierwszy zamarzyła mu się herbata Sinead. Przypomniał sobie, jak czasami biegali po mieście do późna, pisząc na murach „Wolna Sidheania”, albo leżeli przyczajeni, tak jak teraz, czekając na krótki moment, żeby podbiec i zerwać imperialne flagi z oficjalnych budynków. Wracali potem do niego, przemykając przez ciemną sień, a potem od drzwi do kuchni, na palcach, żeby nie obudzić gospodyni śpiącej w sąsiednim pokoju. Gdy próbował sam wstawić herbatę, Sinead, fukając, odganiała go od kuchenki i zajmowała się wszystkim sama. Czajnik miał rączkę z wygiętej blachy, która nagrzewała się od pary, trzeba go było chwytać przez ścierkę. Duncan czasem sam o tym zapominał i parzył sobie palce, ale Sinead nigdy. Traktowała to jak jakiś święty proces, który wymagał najwyższej koncentracji. Gdy wrzątek był gotowy, ostrożnie rozlewała go do kubków, Duncanowi dolewała trochę mleka, dla siebie wrzucała plasterek cytryny. Pili później w milczeniu, oddychając parą i popatrując na siebie znad kubków. Kątem oka dostrzegł ruch, jeszcze zanim nadszedł umówiony sygnał. Nieopodal, pod ścianą najbardziej znanej spelunki w okolicy, pojawił się jego cel i przystanął, jakby czekał, aż dealer wyjdzie ze środka. Życie najwyraźniej nie oszczędzało byłego żołnierza, skoro zjawił się w tak kiepskiej dzielnicy przed podejrzanym lokalem, ale Duncan nigdy nie zawracał sobie głowy rozmyślaniem o tym, co mogło się dziać z jego ofiarami od czasu rozprawy, na której powinien był zapaść wyrok skazujący.  Jeszcze raz spojrzał na sylwetkę w celowniku. Wciąż nie dostał sygnału od umówionego kontaktu, ale widział, że ma czystą linię strzału i był pewny, że mierzy do właściwego człowieka; wyraźnie widział ciemną bliznę biegnącą od ucha w poprzek szyi. Duncan nie był pierwszym, który miał do niego jakieś pretensje. W tej samej chwili, jakby coś przeczuwając, cel uniósł głowę i spojrzał wprost na opuszczony budynek po drugiej stronie ulicy. Duncan był już całkiem pewny, że dzieje się coś niedobrego. Jeden dobry strzał, tyle musiało wystarczyć. Prosty ruch, samą opuszką palca. Nacisnął spust pomiędzy uderzeniami serca, żeby poprawić stabilność. Pocisk pomknął bezgłośnie i przebił ofierze głowę, rozrywając tył czaszki, aż tkanka mózgowa bryznęła na ścianę. Mężczyzna zgiął się wpół, oparł o drzwi i bardzo powoli osunął się na chodnik. Duncan wiedział, że to jeszcze nie koniec. Jakimś dodatkowym zmysłem wyczuł, że ktoś stoi mu za plecami i nawet domyślał się, co zamierza zrobić. Jeszcze nim jego cel zdążył paść na ziemię, odrzucił broń i zwinnie jak jaszczurka przetoczył się na bok. Opuścił ramię, chwytając nóż, wdzięczny losowi, że tym razem nie owinął słabszej ręki paskiem, by unieruchomić kolbę. Na krótkim dystansie człowiek potrafi się znacznie szybciej toczyć niż biec, więc nim tamten zareagował, Duncan zdążył znaleźć się tuż obok niego. Zrywając się z ziemi, odepchnął broń w prawo – wciąż była wymierzona nisko – i przytrzymał ją lewą ręką. Prawą z całej siły wbił ostrze w pierś mężczyzny, który próbował podkraść się do niego z odbezpieczonym pistoletem. Wyrwał nóż w tej samej chwili, gdy napastnik osunął się na ziemię, ale nie było to już potrzebne, pistolet sam wysunął się z bezwładnej ręki. Duncan odrzucił broń na bok i teraz wreszcie zrozumiał, dlaczego nie doczekał się sygnału. Nie po raz pierwszy łapówka od imperium kosztowała kogoś życie. Głowa ofiary opadała bezwładnie na bok, gdy telefon – tani prepaid, przekazany tuż przed akcją – zadrgał Duncanowi w kieszeni bojówek. – Już po wszystkim? – odezwał się spokojny głos. – Tak. – Odwrócił butem zwłoki. – Następnym razem powinniście ostrożniej dobierać informatorów. W słuchawce zapadła cisza. – Obawialiśmy się, że może do tego dojść – przyznał gładko jego zwierzchnik, którego nazwiska Duncan nigdy nie poznał, i chwilę milczał, jakby coś rozważał. – Wygląda na to, że grunt zaczyna ci się palić pod nogami. Może dobrze by było, gdybyś to gdzieś przeczekał  – Co mam zrobić z tym bałaganem? – Nie przejmuj się. Trzy przecznice na zachód będzie czekać samochód, granatowy hatchback z obtłuczonym zderzakiem. Kierowca przekaże ci instrukcje. Zostaw u niego bagaż. Duncan wiedział, że nie chodzi o plecak z ubraniami. Wytarł nóż o koszulkę trupa, a potem przyklęknął i zaczął rozkładać broń, pakując części do niepozornej sportowej torby. Deszcz padał coraz gęściej, krople siekły jak lodowate igiełki. Mimowolnie znów pomyślał o herbacie i wiedział już, że na tym się nie skończy. To jedno wspomnienie jakby przerwało pieczołowicie wzniesioną tamę, teraz napływały mu do głowy kolejne i kolejne, i już wiedział, że spędzi cały wieczór, tęskniąc za Sinead. Dopadało go to czasem jak jesienna melancholia albo wątpliwości co do tego czy innego rozkazu. Szybko dokończył pakowanie. Gdy wyszedł, z ciemnych chmur lało już się strumieniami. Drelichowa wojskowa kurtka jeszcze przez jakiś czas miała ochronić go przed deszczem, ale ze wszystkich stron ściekało mu za kołnierz, a obolałe gardło tylko wzmagało ogólną irytację. Włożył plecak, zarzucił na ramię torbę i ruszył na zachód. 

*** 

Duncan McGuire miał piętnaście lat, gdy został żołnierzem Sidheańskiej Armii Republikańskiej. Sinead była jeszcze młodsza. Patrząc na nią, Duncan miał wręcz wrażenie, że sam chyba nigdy nie był takim dzieciakiem. Nosiła krótką, krzywo przyciętą fryzurę, spoglądała na wszystko wielkimi oczami i chodziła za nim wszędzie, jakby była świeżo wyklutym pisklęciem, a on – pierwszą istotą, jaką zobaczyła w życiu. Właściwie nie powinna się plątać nigdzie w pobliżu akcji, ale jednak miał te szesnaście lat i nie potrafił przepuścić żadnej okazji, żeby zrobić wrażenie na dziewczynach, choćby na koleżance ze szkoły i to nawet takiej jak mała Sinead. Najpierw kazał jej stać na czujce. Za trzecim razem wręczył jej puszkę farby, byle tylko dała mu spokój i z zaskoczeniem stwierdził, że pomysł okazał się całkiem niezły. Dziewczyna była sprytna, szybko się uczyła i nie panikowała, a po powrocie robiła najlepszą herbatę, jaką w życiu pił. A potem okazało się, że potrafi nie tylko robić herbatę. W końcu dowiedzieli się, jak daleko sięgają jej zdolności i dowiedzieli się o tym w najgorszej możliwej chwili. 

Agnieszka Opolska - Jo@nna

Agnieszka Opolska - Jo@nna

Data wydania: Axis Mundi
Wydawnictwo: 8.03.2018


„Od jakiegoś czasu coraz częściej zastanawiałam się̨, kim jesteśmy dla siebie i czy bylibyśmy razem, gdybyśmy nie mieli dzieci...”.


Joanna, współczesna trzydziestolatka, matka dwójki dzieci, jest rozczarowana zastojem w swoim życiu: w jej partnerskim związku brakuje zrozumienia, niewiele też czerpie satysfakcji z seksu. Gdy poznaje Anetę, bibliotekarkę uzależnioną od seks czatów, pod jej wpływem nawiązuje internetowy kontakt z tajemniczym „Writerem”. Czy mimo kłopotów i rozterek, życie bohaterki znów zacznie się układać?

Jo@nna to wielowątkowa powieść o dzisiejszych kobietach i problemach, z jakimi się zmagają. O macierzyństwie, jego trudach i urokach. O wyborze między rodziną a pasją i samorozwojem. O pragnieniu miłości i akceptacji, wreszcie o seksualności i bogatym życiu wewnętrznym, które często tłumione jest przez społeczne wzorce i nakazy. To dramat obyczajowy z elementami romansu, sensacji i komedii pomyłek.

Czy mimo kłopotów i rozterek, życie bohaterki znów zacznie się układać?





Jo@nna to trzecia książka w dorobku Agnieszki Opolskiej. Przeczytałam i pokochałam każdą z nich, różnią się pod wieloma względami, jednak łączy je jedno — we wszystkie Agnieszka przelała swoją miłość do sztuki. Bardzo ciężko było mi zacząć tę recenzję, ponieważ to nie jest prosta książka. To nie jest powieść, do której możemy podejść bez emocji, nie zastanawiając się, czy to jest coś, co nas dotknęło/dotknie.

Jo@nna to książka po prostu o życiu. Do bólu prawdziwa, współczesna, pełna emocji, poruszająca tematy, które wielu ludzi uważa za takie, o których mówić się nie powinno. 

Joanna to kobieta, matka dwójki dzieci, nie-żona, która gdzieś przez lata zagubiła siebie. Niepewna siebie, żyjąca według zasad i oczekiwań nie-męża nie ma czasu dla siebie i swoje rozrywki. Wszystko zmienia jedna wizyta w bibliotece i przypadkowe poznanie pewnej kobiety. Od tego momentu Joanna kwestionuje wszystko, całe swoje życie, postanawia zawalczyć o siebie i swoje szczęście. Nic więcej nie zdradzam, po prostu musicie przeczytać tę książkę.

Jo@nna to powieść, której nie można zamknąć w określone ramy i przypisać do jednego gatunku. Po pierwsze, dlatego że w niej są elementy romansu, powieści obyczajowej i komedii, po drugie i najważniejsze, przypisanie tej książki do jednego gatunku byłoby dla niej po prostu krzywdzące. Jak możecie się domyślić, fabuła tej książki jest niezwykła, wielowątkowa i przepełniona emocjami. Agnieszka Opolska bardzo sprawnie i płynnie przeprowadza nas przez kolejne momenty życia Joanny, kolejne etapy dojrzewania jej jako kobiety. Bardzo polubiłam styl autorki, jest barwny, pełen emocji i życia. Agnieszka nie boi się poruszać kontrowersyjnych tematów, które większość ludzi zamiotłaby pod dywan — związek bez ślubu, rozstanie, walka o siebie, nawet kosztem związku oraz temat własnej seksualności o potrzeby bycia kochanym.

Główną bohaterką jest Joanna, którą od razu polubiłam. Nie zawsze zgadzałam się z jej wyborami, jednak szanowałam za to, jaka jest, że podjęła walkę o siebie. Myślę, że przez jej postać autorka chce pokazać, że kobieta powinna mieć swoje pasje, powinna walczyć o swoje szczęście, o miłość, ale także poczucie przynależności i jednoczesnej niezależności. Pozostali bohaterowie także są naprawdę dobrze skonstruowani, mają znaczący wpływ na przebieg fabuły, jednak nie będę ich opisywać, by nie zdradzić za dużo, bo mam wrażenie, że i tak napisałam zbyt wiele o poruszanych problemach.

Jaka jest cena szczęścia?

Czy można ją znaleźć wszędzie?

Czy o miłość należy walczyć zawsze i za wszelką cenę?

Jo@nna to powieść, która wzrusza i porusza, obok, której nie można po prostu przejść obojętnie. Agnieszka Opolska stworzyła świetną historię, która mogłaby wydarzyć się w prawdziwym życiu. Wielowymiarowi bohaterowie, mający swoje wady i zalety, realne problemy i uczucia oraz dająca się wyczuć miłość do sztuki, czy potrzeba coś więcej, by dać się porwać książce? Mnie nic więcej nie trzeba, więc gorąco polecam Jo@nnę każdemu, kto chce przeczytać coś więcej niż romans, coś więcej niż obyczajówkę, coś, co zapamięta na długo.



Za egzemplarz serdecznie dziękuję Autorce - Agnieszce Opolskiej



Copyright © 2014 My fairy book world , Blogger