OPOWIADANIE "ZDOBYĆ AUTUMN" Z ANTOLOGII "EGZAMIN Z MIŁOŚCI" || FRAGMENT

OPOWIADANIE "ZDOBYĆ AUTUMN" Z ANTOLOGII "EGZAMIN Z MIŁOŚCI" || FRAGMENT

 


Zbiór opowiadań, które umilą ci długie wieczory!

Siedem autorek, siedem historii studentów i studentek zdających Egzamin z miłości. Opowiadania choć z jesiennym krajobrazem w tle rozgrzeją Cię nawet w chłodny deszczowy dzień.

Czy jesień to dobra pora na gorące uczucie?

Kto zda, a kto obleje Egzamin z miłości?

Która opowieść spodoba Ci się najbardziej?

DRUGI TOM SERII KINGDOM OF MARTAGON || NIEDOSKONAŁY - FRAGMENT

DRUGI TOM SERII KINGDOM OF MARTAGON || NIEDOSKONAŁY - FRAGMENT

 


Nowa rzeczywistość przerosła Simona. Mężczyzna zamknął się w domu, odgrodził się od świata, zerwał kontakty z przyjaciółmi. Został samotnikiem. Ból i wątpliwości dręczyły go jak bezwzględna bestia. Kiedy cierpienie stawało się nie do zniesienia, pomoc nadeszła z najmniej oczekiwanej strony. Majka… Kto by się tego spodziewał? Początkowa niechęć szybko przerodziła się w fascynację, erotyczne napięcie stało się nie do zniesienia. Ale czy w życiu tych dwojga jest miejsce na szczęśliwe zakończenie? A może okrutna przeszłość wyrwie się jednak na światło dzienne i nadzieja na szczęście pryśnie jak bańka mydlana?


>> Simon
Przeklęte poczucie winy. Tylko to widziałem w oczach mojego najlepszego przyjaciela. Bolało to bardziej niż rany, które miałem na rękach. Rany, które przechodziły w paskudne, szpecące blizny.
Szepty. Ludzie zawsze lubili mówić o rzeczach, o których nie mieli zielonego pojęcia. Tak było i tym razem.
Gdy pojawiłem się w sklepie, słyszałem, że własnym ciałem zakryłem narzeczoną Willa, bo w sekrecie się w niej kochałem. Gdy szedłem korytarzami szpitala, słyszałem, że byłem bohaterem, który poświęcił się dla kraju, dla księcia, dla rodziny królewskiej. Bohater Martagonu.
Pogardliwe spojrzenia. Te spowodowały, że ostatecznie utwierdziłem się w przekonaniu, że ludzi należy unikać. Gdy w końcu do mnie dotarło, że rany zmienią się w blizny, wyskoczyłem do baru, do którego lubiliśmy zaglądać z Willem i Nickiem. Były tam też dziewczyny, które niegdyś chętnie wskoczyłyby mi do łóżka, a nawet pozwoliły się przelecieć w barowej toalecie. Teraz patrzyły na rękę, której nie próbowałem ukrywać, na niewielkie blizny na szyi, a w ich oczach widziałem pogardę i wstręt.
Byłem wrakiem człowieka. Odrobinę żałowałem, że kwas nie dosięgnął też twarzy, którą uwielbiały kobiety i dzięki której potrafiłem wyplątać się z kłopotów. Może wtedy potrafiłbym dopasować się do sytuacji… Jednak ucierpiała moja ręka, a kobiety zachowywały się teraz, jakbym stał się odpychający, jakby przystojna twarz i umięśnione ciało już przestały je pociągać. Jakby moje żarty czy flirciarskie teksty odeszły w niepamięć. Bo chyba faktycznie tak się stało – nie zależało mi na tym, by ktoś mnie darzył sympatią, a jednocześnie zależało mi na tym jak nigdy dotąd…
Czułem się nieswojo, ale to ciągle byłem ja i z każdym pełnym wstrętu spojrzeniem, z każdym szeptem, z każdą pełną poczucia winy rozmową zapadałem się w sobie. I nie chciałem wracać. Odciąłem się od wszystkich, wychodząc jedynie do lekarzy. Zatrudniłem kucharkę, która zaopatrywała mnie w posiłki na cały tydzień. Firma sprzątająca ogarniała mój dom raz w tygodniu, pranie też zlecałem innym. Odszkodowanie, które wypłaciła mi rodzina królewska, spokojnie pokrywało wszystkie moje wydatki. Wątpię, żebym zdołał wydać te wszystkie pieniądze do końca swojego życia. Nie byłem też głupi, znałem się na liczbach, inwestowałem na giełdzie. Mogłem pracować ze swojego domu, skutecznie odcinając się od wszystkich, udawać, że ostatnie miesiące nie miały miejsca.
Przestałem odbierać telefony od Willa, ale od czasu do czasu rozmawiałem z Olimpią. Wiedziałem, że dla niej ta sytuacja nie była łatwa, zresztą miała popaprane życie i nie miałem zamiaru dokładać do tego swojej cegiełki.
A później pojawiła się ona… Podstępem zakradła się do mojego domu, nie kupując mojego gównianego tłumaczenia. Jej słowa, nie moje. Gdy dźgała mnie palcem w klatkę piersiową, rzucając tymi swoimi kąśliwymi uwagami, moje serce na chwilę zabiło mocniej. Krew spłynęła w okolice mojego krocza, a ja poczułem pożądanie, które prawie ścięło mnie z nóg. Pamiętałem, jakie to uczucie, trzymać ją w ramionach, obracać w tańcu, czuć jej oddech na szyi… Przywołując najbardziej obojętną minę, na jaką było mnie stać, powiedziałem:
– Piękna, jeśli chcesz dotykać mojej klaty, wyskocz z ciuszków i zrób lepszy użytek z tych słodkich usteczek. – Uśmiechnąłem się do niej drwiąco. – Jeśli jednak masz zamiar tylko na mnie krzyczeć, tam są drzwi.
Popatrzyłem na nią przez chwilę, odwróciłem się na pięcie i ruszyłem schodami do swojej sypialni. Słyszałem wyzwiska rzucone w moim kierunku i trzaśnięcie drzwiami. Później trochę żałowałem tego zachowania, jednak byłem pewien, że tak będzie lepiej. Wolałem jej złość niż obrzydzenie w spojrzeniu, gdyby dowiedziała się, jak moje ciało zareagowało na jej bliskość…
Stałem się samotnikiem i zaczynało mi być z tym dobrze. Jednak nie mogłem opuścić ślubu mojego najlepszego przyjaciela. Zakradnięcie się do katedry nie było możliwe, więc napisałem do Masona i ustaliłem z nim szczegóły. Wprowadził mnie wcześniej, bocznym wejściem. Ubrany w smoking czekałem na pojawienie się Williama i Olimpii. Ceremonia była naprawdę piękna, nawet taki gbur jak ja potrafił to przyznać. Jednak moją uwagę przyciągała Majka, która promieniała szczęściem.
Gdy Will i Olimpia skierowali się do wyjścia, zauważyła mnie, nawet z tej odległości widziałem zaskoczenie na jej twarzy. Później skinęła mi delikatnie głową i obdarowała mnie uśmiechem tak pięknym, że zaparło mi dech.
Nim zdążyłbym zrobić coś głupiego, ulotniłem się z katedry i wróciłem do domu, gdzie ze złości na cały świat rozwaliłem pięścią lustro. Ból i widok krwi przywróciły mi zdrowy rozsądek. Trzymać się z daleka, nie pozwalać sobie na żadne uczucia. 




"WAKACYJNY SEKRET", wakacyjna niespodzianka od Kobiecej Strony Literatury

"WAKACYJNY SEKRET", wakacyjna niespodzianka od Kobiecej Strony Literatury

 


Pierwszą część tej historii przeczytasz w Walentynkowym wydaniu Kobiecej Strony Literatury, w opowiadaniu „Prawda czy wyzwanie”. 


Choć od pamiętnych walentynek minęło już kilka miesięcy, to wciąż nie potrafiłam wyrzucić z głowy Olivera. Co było totalnie idiotyczne, bo poza pocałunkiem i lekkim macankiem nic się między nami nie wydarzyło. Poza tym, że zadbał o mnie, gdy padłam po wypiciu zbyt dużej ilości alkoholu, poczekał, aż moja przyjaciółka wróci do domu. Zostawił karteczkę ze swoim numerem i słodkim liścikiem… 

– Znowu o nim myślisz? – Grace zaskoczyła mnie, a ja najwidoczniej znów pozwoliłam swoim myślom błądzić zbyt daleko. 

Liczyłam, że przyjaciółka kupi moją wymówkę, jednak znałyśmy się na tyle, że mogłam sobie to darować. Popatrzyła na mnie pobłażliwie, ale nic nie powiedziała. Gdy po walentynkowym kacu nie zostało nawet wspomnienie, zebrałam się na odwagę i wysłałam SMS-a do Olivera. Ale odpowiedź nie nadeszła. Nie chciałam wyjść na desperatkę, ale musiałam się upewnić, że dostał moją wiadomość, więc wybrałam jego numer, zastanawiając się, co powiem, gdy odbierze połączenie. Jednak to również nie miało miejsca. Informacja od operatora była jasna, taki numer nie istniał. Przez kilka dni, no dobra, kogo ja chcę oszukać, tygodni, szukałam jakiegoś racjonalnego wytłumaczenia. Może się pomylił  przy zapisywaniu numeru? Wyszłam na głupią, naiwną laskę, która szukała wytłumaczenia, zamiast przyjąć do świadomości to, co było oczywiste. Postanowiłam, że się nie poddam… Pewnego wieczora, bo dwóch butelkach wina wypitych razem z Grace, doszłam do wniosku, że Oliver był po prostu grupową halucynacją, a karteczkę napisała któraś z nas, pod wpływem tej mary. Było to totalnie, absolutnie najbardziej absurdalne zachowanie w całym moim życiu. 

– Ty to lepiej myśl o naszym poniedziałkowym wyjeździe – Grace przyklasnęła w dłonie. 

Zaledwie dwa dni dzieliły nas od wyjazdu na upragnione wakacje. Tylko my dwie, plaża, słońce i kolorowe drinki. No dobra, obie liczyłyśmy na jakiś wakacyjny podryw i nie bałyśmy się tego przyznać. Wierzyłam, że pięć dni odpoczynku pomoże mi pozbyć się Olivera z moich myśli. 


Chcesz przeczytać całość? 

Kliknij w link

DRUGI TOM SERII KINGDOM OF MARTAGON || NIEDOSKONAŁY

DRUGI TOM SERII KINGDOM OF MARTAGON || NIEDOSKONAŁY

 


Po wypadku Simon ma problemy: ze sobą, z ludźmi, z całym światem. Przyjaciele postanawiają mu pomóc. Lekiem na zło ma być Majka – pyskata, śmiała dziewczyna, która szybko stwierdza, że pod szorstką powłoką kryje się opiekuńczy, troskliwy mężczyzna. A także namiętny kochanek. Choć wmawiają sobie, że to tylko przyjacielski seks, to w głębi duszy wiedzą, że to coś więcej. O ile więcej, Simon przekonuje się w chwili, kiedy Majka znika. Bez wahania rusza jej śladem, gotów poświęcić wszystko, żeby odzyskać ukochaną.


ZAMÓW JUŻ DZIŚ!

TRZECI TOM SERII KINGS OF SIN || W RYTMIE MIŁOŚCI

TRZECI TOM SERII KINGS OF SIN || W RYTMIE MIŁOŚCI

 


Dla uko­cha­nej był w sta­nie poświę­cić wszystko. Pasję, pracę, przy­ja­ciół, całe swoje dotych­cza­sowe życie. Nie­stety cza­sami „wszystko” nie wystar­cza, a na końcu pozo­staje tylko doj­mu­jący smu­tek i roz­cza­ro­wa­nie. I pyta­nie, czy praw­dziwa miłość może wyma­gać wyrze­cze­nia się samego sie­bie?

Kiedy poukła­dany i zapla­no­wany świat Adriana wali się jak domek z kart, pozo­staje mu tylko jedno miej­sce, gdzie może zacząć od nowa. Wraca więc do przy­ja­ciół, by razem z nimi znów two­rzyć muzykę. Nie wie, że jedna z jego przy­ja­ciółek od dawna jest nim zauro­czona i nie potrafi o nim zapo­mnieć…

Czy na przy­jaźni można zbu­do­wać trwały zwią­zek? Czy Adrian jest gotów ponow­nie zaufać kobie­cie? A może już na zawsze zostaną zamknięci w frien­dzone?

Zanurz się w tej peł­nej nie­spo­dzia­nek histo­rii roz­gry­wa­ją­cej się w ryt­mie miło­ści!

"Kolejna por­cja wzlo­tów i upad­ków w zespole Kings of Sin zado­woli fanów serii. „W ryt­mie miło­ści” poka­zuje, że miłość czę­sto bie­rze górę nad przy­jaźnią i mimo chęci zdu­sze­nia jej w sobie, uzu­peł­nia te uczu­cia, zaczy­na­jąc w ten spo­sób piękną miło­sną histo­rię. Wła­śnie taką, jak w trze­cim tomie serii Kings of Sin."

Mał­go­rzata Fal­kow­ska, autorka powie­ści dla kobiet

"Kolejny tom mojej ulu­bio­nej serii Kings of Sin. Ach, jak tu iskrzy! Słowne potyczki, bły­sko­tliwe dia­logi i cięty humor. Dyle­maty nie­tu­zin­ko­wych boha­te­rów por­wały mnie już od pierw­szej strony. Tęsk­ni­łam do Not­tin­gham i gro­madki nie­po­kor­nych mło­dych ludzi, któ­rych łączy przy­jaźń, muzyka… a może coś jesz­cze? Prze­ko­naj­cie się sami! Ser­decz­nie pole­cam!"

Agnieszka Zakrzew­ska, autorka powie­ści „Znam Twoją tajem­nicę”

"Zako­chane serce cza­sami gubi wła­ściwy rytm, a fał­szywa nuta potrafi znisz­czyć naj­pięk­niej­szą melo­dię. „W ryt­mie miło­ści” to emo­cjo­nu­jąca opo­wieść o dwójce przy­ja­ciół, któ­rzy mimo zakrę­tów losu upar­cie poszu­kują praw­dzi­wego uczu­cia. Fani Kings of Sin z pew­no­ścią będą zachwy­ceni powro­tem swo­ich sta­rych zna­jo­mych z poprzed­nich tomów serii. Pole­cam!"

Maria Zdyb­ska, autorka serii Kru­cze Serce

"Zespół, który jest jak rodzina, muzyka, która wzbu­dza wiele emo­cji, a to wszystko okra­szone dużą dawką uczuć w tym miło­ści, o jakiej marzy nie­jedna kobieta. Ewe­lina z Justyna odkryły ide­alny prze­pis na powieść, która por­wie czy­tel­nika bez reszty i pozo­stawi nie­do­syt. „W ryt­mie miło­ści” to histo­ria o tym, że marze­nia się speł­niają, a los cza­sami dorzuca nam od sie­bie gra­tis, który potrafi być nie tylko wyzwa­niem, ale przede wszyst­kim spo­so­bem na sce­men­to­wa­nie tego, co nie­dawno wykieł­ko­wało… Pole­cam i cze­kam na więcej!"

Mag­da­lena Jarzą­bek, Czy­tam w pociągu

"Myśla­łam, że Ewe­lina i Justyna niczym mnie już nie zasko­czą. A potem prze­czy­ta­łam „W ryt­mie miło­ści” i prze­pa­dłam. Każda kolejna część jest lep­sza od poprzed­niej. Prze­czy­taj i prze­ko­naj się sama."

Patry­cja Wakuła

"Ewe­lina Nawara i Justyna Leśnie­wicz stwo­rzyły kolejną przy­jemną histo­rię, w któ­rej muzyka i uczu­cia to ele­menty nie­od­łączne. „W ryt­mie miło­ści” to poru­sza­jąca opo­wieść o dwójce ludzi, któ­rzy wiele rze­czy w swoim życiu muszą poukła­dać na nowo, aby móc ruszyć z miej­sca i dać sobie szansę na to, aby przy­jaźń mogła prze­ro­dzić się w coś wię­cej. Ale czy im się to uda? Sami wie­cie, gdzie może­cie zna­leźć odpo­wiedź na to pyta­nie!"

Kata­rzyna Ewa Górka

„W ryt­mie miło­ści” to chwy­ta­jąca za serce opo­wieść o źle ulo­ko­wa­nych uczu­ciach, utra­co­nej nadziei i odna­le­zio­nej miło­ści. A także o przy­jaźni, lojal­no­ści i wier­no­ści sobie. To naj­pięk­niej­sza histo­ria miło­sna, jaką kie­dy­kol­wiek opo­wie­dziano. Uro­kliwa, wzru­sza­jąca, reflek­syjna. Gwen i Adi wiele razy staną przed trud­nymi wybo­rami. Ile będą musieli poświę­cić, aby ich serca mogły w końcu zagrać wspólną melo­dię? Sprawdź­cie i prze­ko­naj­cie się sami. Ser­decz­nie pole­cam!"

Monika Mali­szew­ska

„W ryt­mie miło­ści” to rewe­la­cyjna histo­ria, w któ­rej miłość prze­plata się z muzyką. Pożą­da­nie, wcią­ga­jąca akcja i świetny finał – tego tu nie zabrak­nie."

Agnieszka Nik­czyń­ska - Woj­cie­chow­ska, Książki takie jak my



ZAMÓW JUŻ DZIŚ!



"Prawda czy wyzwanie", Walentynkowa niespodzianka od Kobiecej Strony Literatury

"Prawda czy wyzwanie", Walentynkowa niespodzianka od Kobiecej Strony Literatury

 


"Dzień dobry, dzień dobry, jest siódma rano, czternasty dzień lutego, za chwilę zaprosimy was na skrót najważniejszych wiadomości z kraju i ze świata. Dziś święto zakochanych, wszystkim szczęśliwym parom życzymy udanego dnia. Singlom przesyłamy mnóstwo cierpliwości, by przetrwali ten dzień bez uszczerbku na zdrowiu psychicznym.

Po jaką cholerę ustawiłam radio jako swój budzik? Przykryłam głowę poduszką, by odwlec ten moment, w którym będę zmuszona zwlec swoje dupsko z łóżka i ruszyć się do pracy. Nienawidziłam poranków, pobudki i tego uczucia niesprawiedliwości, gdy myślałam, że gdybym tylko była milionerką, nie musiałabym wstawać wcześnie rano. Nie byłam śpiochem, późno chodziłam spać, zaczytując się w kolejnych książkowych nowościach,  jednak gdy nadchodził poranek, zaczynał się horror. Ten dzień i tak spisany był na straty, przez to cholerne święto zakochanych. 

– Podnoś dupę, Isla! 

Głos mojej współlokatorki i najlepszej przyjaciółki przebił się przez poduszkę, którą miałam na głowie. Radio ciągle grało, skończyły się wiadomości, nadszedł czas na obciachowe miłosne kawałki. Trzasnęłam ręką w grające ustrojstwo, wstałam i zaczęłam przygotowywać się do pracy. "

Chcesz przeczytać całość? 

Kliknij w link:

http://bit.ly/KSLwalentynkowa

DRUGI TOM SERII KINGS OF SIN | "ECHO PRZESZŁOŚCI"

DRUGI TOM SERII KINGS OF SIN | "ECHO PRZESZŁOŚCI"

 



James to młody mężczyzna, któremu życie raz po raz rzucało kłody pod nogi. Gdy jego przyjaciołom wydawało się, że udało mu się wyjść na prostą, prawda uderzyła ich w najbardziej okrutny sposób.

Celia została brutalnie doświadczona przez życie. Otoczyła się murem obronnym, za który wpuszcza niewielu. Gdy poznała Jamesa, myślała, że wie o nim wszystko, jednak rzeczywistość okazała się bardziej skomplikowana.

Tych dwoje łączy więcej, niż mogliby przypuszczać: łudząco podobna przeszłość i teraźniejszość bez perspektywy. Czy razem stworzą przyszłość, w której oboje się odnajdą? Poznajcie historię dwóch zgubionych dusz, którym ktoś musi pomóc się spotkać.






Chcesz pomóc w promocji tej książki? Udostępnij u siebie jedną z poniższych grafik! 









HISTORIA O KOPCIUSZKU W WERSJI DLA DOROSŁYCH!

HISTORIA O KOPCIUSZKU W WERSJI DLA DOROSŁYCH!

 



William nie jest mężczyzną w typie Olimpii. Wydaje się, że ich znajomość skończy się po jednym spacerze ulicami Torunia, ale William ma wobec dziewczyny inne plany i nie spocznie, dopóki nie osiągnie celu. To opowieść o Kopciuszku, w której nie ma złej macochy, ale jest okrutny ojciec. Jest bajkowa miłość, ale są i całkiem zwyczajne problemy. Jest mnóstwo śmiałych scen, które wywołują wypieki na twarzy, ale i tak najważniejsza jest miłość, która jest w stanie pokonać wszystkie przeciwności losu.


ZAMÓW JUŻ DZIŚ!



Chcesz pomóc nam w promocji? Udostępnij którąś z poniższych grafik! 













Prezent dla Was! | "Dźwięk pomiędzy", opowiadanie zapowiadające powieść "Echo przeszłości", Ewelina Nawara & Justyna Leśniewicz

Prezent dla Was! | "Dźwięk pomiędzy", opowiadanie zapowiadające powieść "Echo przeszłości", Ewelina Nawara & Justyna Leśniewicz

 


Dear agony
Just let go of me
Suffer slowly
Is this the way it’s got to be?
Dear agony
Suddenly, the lights go out
Let forever drag me down
I will fight for one last breath
I will fight until the end
And I will find the enemy within’
‘Cause I can feel it crawl beneath my skin
Dear Agony, Broken Benjamin & Lacey Sturm

JAMES

Zawsze pragnęłam dzieci, tak szybko, jak to możliwe <3

To krótkie zdanie i cholerne zdjęcie w białej sukni z dzieckiem na rękach, prześladowało mnie we śnie i na jawie. Gdy padałem na łóżko nieprzytomny, tylko wtedy czułem spokój. Mogłem zasnąć, bez jej uśmiechu przed moimi oczami. Więc od powrotu z Polski, moim najlepszym przyjacielem zostali czysta i Jack. Włączyłem muzykę, by zagłuszyć myśli, chwyciłem butelkę i pociągnąłem łyk bursztynowego płynu. Otępienie i spokój. Tylko tego teraz potrzebowałem. Kręciłem się po salonie, nie mogąc usiedzieć na miejscu. Słuchałem muzyki, piłem i starałem się znieczulić. Tylko troszkę, bo w końcu mieliśmy się spotkać dziś na grillu. Jeszcze tylko łyczek i będę mógł udawać, że życie jest piękne, a kobiety takie jak Julia nie istnieją, że była ona wyjątkiem. Pomyłką, na którą musiałem trafić. Wyłączyłem muzykę i wyszedłem z domu, próbując zapomnieć o obrazie, który wypalił się w mojej głowie na zawsze.

JOSEPHINE

Jak to było możliwe, że w jednej chwili tryskaliśmy energią i szczęściem, a w kolejnej umieraliśmy ze strachu o naszego przyjaciela. W ułamku sekundy poczułam, jakby grunt osuwał mi się spod stóp, traciłam kontakt z rzeczywistością. Jak w zwolnionym tempie rejestrowałam obrazy: Kelly biegającą po ogrodzie, Liama proszącego wszechświat o cud. Ian wglądał, jakby ktoś przywalił mu w twarz, powtarzając tylko jak machina, że w życiu wszystko zawsze się musi spieprzyć wcześniej czy później. Tylko Matt z Adrianem oganiali nasze emocje, rzeczowo myśleli. Zapakowaliśmy się w dwa samochody i ruszyliśmy przed siebie, w kierunku szpitala, do którego został przewieziony James. To nasz najlepszy przyjaciel, ogniwo łączące nas wszystkich, teraz byliśmy niekompletni… Szlochałam cicho wtulona w Iana. Liam zerkał na nas w tylnym lusterku starając się zbadać sytuację. Wolałam teraz tonąć w jego ramionach, ale nie mogłam, bo był kierowcą. Przyjaciel gładził mnie delikatnie po plecach, nie było w tym żadnego romantycznego podtekstu, raczej braterski uścisk. Byliśmy rodziną i w takiej trudnej chwili było to najlepiej dostrzegalne.

– Co właściwie ci powiedzieli przez telefon? – zapytał Ian.

Wyglądał na najbardziej opanowanego z nas wszystkich, choć to również w jego oczach kryła się pustka. Wszyscy mieliśmy nadzieje, na dobre zakończenie. Tylko Ian wyglądał na zrezygnowanego.

– Żadnych konkretów poza tym, że James miał wypadek – Liam powiedział na jednym wdechu.

– Nie może tak być, nie może z jednej strony się wszystko układać, a z drugiej walić – łkałam przytulona do przyjaciela.

W tylnym lusterku widziałam wzrok Liama, posłał mi krzywy uśmiech a ja starałam się odwzajemnić ten gest, ale nie mogłam ukrywać wszystkich swoich emocji pod sztucznym uśmiechem.

– Będzie dobrze, James to silny skurczybyk – przemówił Adrian z przedniego siedzenia.

Nie brzmiał na przekonanego, miałam wrażenie, że teraz w każdym z nas tliło się poczucie winy. Wiedzieliśmy, jakie James ma problemy, wiedzieliśmy, jak bardzo boli go to wszystko, co mu się przydarzyło… A mimo to nie zrobiliśmy wystarczająco dużo, żeby uchronić go przed tragedią.

– Mogliśmy go lepiej pilnować, mogłam nie wyprowadzać się z jego domu – mówiłam chyba bardziej sama do siebie niż do chłopaków.

– Księżniczko, to nie jest niczyja wina. James sam musi chcieć wyjść ze swojego bagna, na siłę nie można nikomu pomóc. Wiem coś o tym. – Liam powiedział kojącym głosem, wiedziałam, że ma rację. Mimo wszystko nie mogłam pozbyć się poczucia winy.


CAŁE OPOWIADANIE DOSTĘPNE JEST NA STRONIE WYDAWNICTWA INANNA ZA DARMO! 



A.C. GAUGHEN - BERŁO ZIEMI | FRAGMENT 2

A.C. GAUGHEN - BERŁO ZIEMI | FRAGMENT 2

 


Włożyłam pochodnię z powrotem do uchwytu i podążyłam za Katą. Wskoczyłam do wody z
głośnym pluskiem, a odgłos ten zmieszał się z naszym śmiechem i odbił od ścian jaskini.
– Och – powiedziałam na widok rozprzestrzeniającej się w wodzie czerwieni.
Stanęłam na płyciźnie.
– Co sobie zrobiłaś? – spytała Kata, zerkając na krew, płynącą z niewielkiej rany na
mojej dłoni.
– Chyba się zadrapałam – odparłam.
– Proszę – powiedziała, lecz zanim zdołała wypowiedzieć to słowo do końca,
dotknęła dłonią mojej dłoni. Widziałam, jak mała ranka się zamyka i zabliźnia, a potem w
trakcie jednego oddechu blizna zamienia się z różowej w białą.
– Jak ty to robisz? – szepnęłam.
– To woda – wyjaśniła. – Czuję wodę w twojej skórze, w twojej krwi. Mogę sprawić, by
odpowiedziała na moje rozkazy.
Znałam Katę od tak dawna, a mimo to wciąż tak niewiele wiedziałam o jej
umiejętnościach.
– Dziękuję – rzekłam, gdy cofnęła rękę.
Pomachała do mnie.
– Uwielbiam to miejsce – wyznała, po czym położyła się na plecach i popłynęła.
Dogoniłam ją, położyłam się na plecach obok niej i spojrzałam na kolce z minerałów, wiszące
nad nami niczym mokre, lśniące zębiska.
– Wiem, że tak – odparłam. – A teraz opowiedz mi o swojej podróży. Znalazłaś
świątynię ziemi?
– Nazywa się Aede – powiedziała. – I tak.
Spojrzałam na nią i nagle poczułam ukłucie w sercu.
– Więc teraz wszystkie są otwarte i możesz odpocząć. – Odwróciłam wzrok. – Ale
mnie już tu nie będzie.
– Odpocząć… – Kata wpatrywała się w sufit jaskini. – Tak, wszystkie moce wróciły do
świata, ale ja nie mogę odpocząć, Shalio. Nie widzisz, że coś się dzieje? Nie ma żadnej
różnicy? Nic ci się nie stało, gdy otworzyłam ziemski żywioł?
Postawiłam nogi na dnie jeziora, żeby na nią spojrzeć.
– A ty znów o tym samym.
Nie chciała odpuścić.
– Możesz władać mocą żywiołów. Wiem, że tak jest.
A ponieważ nic się nie zmieniło, gdy uwolniłam inne żywioły, to musi to być ziemia.
– Fakt, że traktuję cię jak siostrę, nie oznacza, że nimi jesteśmy.
Nabrała powietrza tak jak moja matka, gdy byliśmy niegrzeczni.
– Shalio, tu nie chodzi o powiązania rodzinne. Lata temu może i o to chodziło, ale
kiedy wymordowano moich ludzi, żywioły znalazły miejsca wyjątkowej mocy i się ukryły.
Dopóki ich znów nie uwolniłam, nikt nie mógł korzystać z ich mocy.
– Wiem to wszystko – powiedziałam. – Wiem, że to dlatego odeszłaś, że chciałaś
znaleźć te świątynie i roztłuc skorupki na spętanych żywiołach niczym na jajkach. Ale to nie
znaczy, że jestem wyspiarką.
– Nie – odparła gwałtownie. – Chodzi o to, że w s z y s t k o się zmieniło, kiedy moi
ludzie zginęli. To znaczy, że teraz każdy może mieć te moce. Nie mam kontroli nad tym, kto
je otrzymuje. Są w każdym zakątku świata, nie tylko na wyspach. I czuję je w tobie, jestem
pewna, że je masz, tak samo jak jestem pewna, że oddychasz lub nie. Żywioły zostały

obudzone. To była ostatnia Aede, więc powinnaś już móc używać swojej mocy. –
Zmarszczyła czoło i spojrzała w wodę. – O ile uczyniłam to właściwie. Nie. Jestem
pewna, że zrobiłam wszystko dobrze.
Gdy po raz pierwszy powiedziała mi, że mogę władać mocą żywiołów, byłam
podekscytowana. Ona umiała kontrolować wodę, a z czasem nauczyła się uzdrawiać. Byłam
tym zachwycona, a dzielenie z nią tych umiejętności byłoby wspaniałe.
Ale ja tego nie umiałam. Zaakceptowałam to mniej więcej w czasie, w którym mnie
opuściła, w którym wybrała świątynie zamiast naszej przyjaźni.
– Nie mam mocy – powiedziałam raz jeszcze. – I nie ma to żadnego znaczenia.
– Ma – odparła. – Teraz ma o wiele większe znaczenie niż kiedyś. Twój przyszły mąż
uznał Żywioły za zdrajców, a ich umiejętności za niezgodne z prawem. Co więcej,
prześladuje ich.
– W takim razie tym lepiej, że nie mam tych mocy – odparłam.
– Nie możesz po prostu przestać? Popływajmy i nacieszmy się pobytem w domu.
Wyglądała na tak zranioną, że natychmiast pożałowałam swoich słów.
– Przepraszam – rzekłam. Pokręciłam głową, strząsając krople do wody. Wiedziałam,
że to nie będzie dla ciebie łatwe.
– Łatwe? – spytała cicho. – Poza tym, że jego ojciec wymordował moich ludzi i że on
prawdopodobnie ma takie same poglądy, możliwe, że już nigdy cię nie zobaczę.
– Nie – powiedziałam poważnie. – Nie mów tak. Jeszcze się zobaczymy.
– Pomagałam Rianowi – przyznała cicho. – Z ruchem oporu. Wiesz coś o sprawie
swojego brata?
– Tylko tyle, ile podsłuchałam, gdy ojciec krzyczał. Wiem jednak, że cokolwiek Rian
robi w Trifectate, król sądzi, że to małżeństwo powstrzyma go przed przemocą, a wtedy król
przestanie gnębić ludzi pustyni.
– Ale stawia cię między sobą a Rianem – powiedziała. – Nie widzisz tego?
– Owszem – odparłam. – Oczywiście, że to widzę. Lepiej jednak być między nimi, niż
stać z boku i patrzeć, jak palą w piasku kolejnego z moich braci. Bo następnym razem na
miejscu Torrina może znaleźć się Rian albo Kairos.
Spojrzała na mnie, jakbym była młoda i głupia, a ja westchnęłam z taką siłą, że na
wodzie pojawiły się zmarszczki.
– Kato, i tak wkrótce wyszłabym za mąż. Mogłam wyjść za jakiegoś chłopaka z
d’Skorpios albo mogę poślubić tego króla. Przynajmniej mogę ochronić swoją rodzinę. Mogę
sprawić, by moje małżeństwo miało jakieś znaczenie.
– Jesteś tak samo zacięta jak twoi bracia – powiedziała. – Nie winię cię za to. Po
prostu nie sądzę, żebyś zdawała sobie sprawę z niebezpieczeństwa.
– Pokój jest zawsze niebezpieczny – odparłam.
– Być może – przyznała. – Ale czy kiedykolwiek zastanawiałaś się nad tym, dlaczego
on chce pannę młodą z pustyni?
Przecież miał poślubić bogatą księżniczkę zza morza. Dlaczego ważniejsze jest dla
niego zawarcie pokoju z pustynią niż z tamtymi?
Mocno zacisnęłam usta i wróciłam do pływania na plecach.
– Shalio – powiedziała podejrzliwie Kata. – Ty coś wiesz.
– Nie spodoba ci się to – odparłam.
– Shalio – powtórzyła.
– Wydaje mi się, że chodzi mu o to – powiedziałam. – O jezioro.
Nagle przestałam słyszeć jej ruchy w wodzie.
– Dlaczego tak sądzisz?
– W ramach umowy małżeńskiej wyślą swoich ludzi, by przyjrzeli się Jitrze i górom –
odrzekłam. – Powiedzieli, że ich zdaniem na pustyni kryją się odszczepieńcy z Trifectate i
chcą ją przeszukać, wydaje mi się jednak, że będą szukać czegoś innego. A to jedyne
miejsce, które moim zdaniem może ich zainteresować.
– Nie możesz im na to pozwolić – powiedziała Kata, łapiąc mnie za rękę.
Podniosłam głowę.

– Nie martw się – odparłam. – Żaden członek klanu nigdy dobrowolnie nie dopuści do
tego, by to miejsce zostało odkryte. Zagrozić nam może jedynie brak wody i zwrócone
przeciwko nam duchy – rzekłam. – Ukryją tę rezerwę najlepiej, jak potrafią. Nawet ty nie
umiesz znaleźć drogi do tego miejsca, a przecież woda cię przyciąga. – Spojrzałam na nią. –
Gdyby coś stało się z jeziorem… Czy miałoby to wpływ na twoją moc?
– Nie – odparła, potrząsając włosami. – Ta woda jest czysta i pełna mocy, ale Aede
Wody znajduje się na wyspach.
– To dobrze – rzekłam.
– Gdybym ci powiedziała, że to odbierze mi moc… Czy to by coś zmieniło? – spytała.
– Co mogę zrobić, żebyś nie zgodziła się na to małżeństwo?
Spojrzałam na nią z wściekłością, ale nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Nie potrafiłam
znieść myśli o tym, że ktoś mógłby zrobić jej krzywdę, ale co tak naprawdę mogłam uczynić,
żeby to wszystko powstrzymać?
– Uważam, że to małżeństwo jest niebezpiecznym błędem – powiedziała Kata. – Co
gorsza, odetnie cię to od tych, którzy mogą ci pomóc. Jemu daje wszystko, a ciebie
pozostawia bezsilną.
– Nie – odparłam. – Uczyni mnie królową i zapewni bezpieczeństwo mojej rodzinie. I
nic nas to nie kosztuje.
– Nasza przyjaźń nie jest niczym.
Przez dłuższą chwilę patrzyłam jej w oczy.
– Dlatego nikt nie może nam jej odebrać. Niezależnie od tego, gdzie będziemy.
Pokiwała głową, nadal niepewna, a ja zaczęłam płynąć u jej boku z nadzieją, że
zawsze przy mnie będzie.


ZAMÓW JUŻ DZIŚ!

A.C. Gaughen - Berło ziemi || fragment

A.C. Gaughen - Berło ziemi || fragment




 W moim namiocie był skorpion. Gapiłam się na niego. Księżyc świecił jasno, ale do wnętrza namiotu wpadało niewiele światła. Skorpion szedł ostrożnie po piasku, z ogonem podniesionym, ale niegotowym do ataku. Powoli zmierzał w stronę miejsca, w którym leżałam w śpiworze. Nabrałam głęboko powietrza i podniosłam rękę.

– Na potęgę pustyni, rozkazuję ci się zatrzymać – powiedziałam.

W odpowiedzi podniósł ogon i przybrał taką pozycję, żeby móc wbić we mnie kolec z trucizną.

Zaśmiałam się, pochyliłam do przodu i podniosłam go.

Spiął się i przez chwilę szykował do ataku, ale skorpiony i smoki nie powinny się siebie bać. Gdy przypomniał sobie o tym, zaczął się niepewnie przechadzać po mojej skórze.

Przekręciłam się, żeby nie spadł.

– Przyszedłeś życzyć mi powodzenia? – spytałam, głaszcząc jego sztywny pancerz. Westchnęłam głęboko i wyznałam:

– Chyba mi się przyda. – Jego ogon jeszcze bardziej się spłaszczył, lecz gdy przestałam go dotykać, znowu się podniósł.

Kiedy klapa w wejściu do namiotu odsunęła się i do środka wpadło ostre światło księżyca, usiadłam i osłoniłam skorpiona dłońmi.

– Dobrze – powiedziała Kata. – Nie śpisz już. – A potem zobaczyła, co trzymam w dłoniach, i gwałtownie się odsunęła.

– Shalio, istnieją mniej śmiertelne sposoby na uniknięcie małżeństwa.

Śmiejąc się, wypuściłam skorpiona i uniosłam tył namiotu, żeby mógł uciec. Gdy Kata weszła do środka, wyskoczyłam ze śpiwora. Zdjęła kaptur w tej samej chwili, gdy klapa namiotu się zamknęła. Wyglądało to tak, jakby jasne srebro jej włosów wyssało całe światło księżyca.

– Kato! – krzyknęłam, obejmując ją. – Przybyłaś!

Gdy mocno mnie przytuliła, straciłyśmy równowagę i śmiejąc się, upadłyśmy na piasek, nos w nos. Jak dawniej.

– Oczywiście, że tak – powiedziała. – Przyjechałam, gdy tylko się dowiedziałam. Przepraszam, że zajęło mi to tak długo.

Uśmiechnęłam się do niej.

– Ważne, że jesteś. Mamy tyle do omówienia.

Spojrzała na mnie ze łzami w oczach.

– Wychodzisz za mąż – powiedziała miękko. – Jak się czujesz?

– Zbyt niska. – To była pierwsza odpowiedź, jaka przyszła mi do głowy. Nie byłam niska i wiedziałam, że Kata zaraz mi to wytknie. Westchnęłam. – Myślę, że królowe powinny być wyższe.

Dotknęłyśmy się nosami.

– Widziałam go – rzekła. – Nie jest wiele wyższy od ciebie, o ile w ogóle jest wyższy.

Nabrałam powietrza. Miałam w sobie tyle pytań o to, jak on wygląda, co robi, dlaczego mnie chce, co Kata wie o nim, ale to nie miało znaczenia. Za kilka godzin zostanę jego panną młodą i sama poznam odpowiedzi na te pytania.

A jutro nie będę już miała przy sobie Katy.

– Zrobimy to? – spytałam.

Wyszczerzyła zęby.

– Dzisiaj? Powinnaś wstać przed świtem.

– Obie wiemy, że nie będę dzisiaj zbyt wiele spać. Poza tym zerwanie z tradycją przynosi pecha.

W odpowiedzi pociągnęła mnie za ręce i obie podniosłyśmy się z piachu. Wytknęłyśmy głowy z namiotu, żeby rozejrzeć się za moimi braćmi, wujkami albo kimkolwiek, kto mógłby nas powstrzymać.

– Czy Rian jest z tobą? – szepnęłam.

– Tak – odparła, ciągnąc mnie do przodu.

Nikogo nie zauważywszy, wybiegłyśmy z namiotu ręka w rękę. Nasze stopy ślizgały się po piachu. Niebo było bezchmurne, a księżyc wystarczająco jasny, by nas prowadzić, ale o wiele chłodniejszy niż jego brat, słońce. Gdy piach przeszedł w bardziej stałe podłoże, przyśpieszyłyśmy. Nasz klan obozował tuż za miastem, gotowy na przyjście nowego dnia, w którym miałam jednocześnie powitać słońce, mojego męża i zupełnie nowe życie.

Przybycie do Jitry było jak zwykle dziwne i magiczne. Toczące się wydmy zniknęły, pozostawiając pustkę na horyzoncie, a pod piaskami pojawiła się twarda ziemia. Półka skalna odsłoniła wąską szczelinę, wystarczająco szeroką dla jednej osoby – były to usta schodów prowadzących przez klif do miasta. Jitra to miasto wykute w skale. Dawno temu potężna rzeka wyżłobiła spadzistą ścieżkę tak szeroką jak dziesięciu idących obok siebie mężczyzn. Z tego miejsca klany pustyni zaczęły ryć w skalnych ścianach, tworząc masywne siedziby, zacienione i chłodne, wieczne i nieustępliwe. Rzeka nadal płynęła w wąskiej żyle, przecinając górską skałę aż do kaskadowego zbocza na końcu miasta. To dzięki niej mój nomadyczny lud miał stałe źródło wody.

To było święte miejsce.

Kata zawsze miała problemy ze znalezieniem go. Nie należała do klanu, o czym z reguły zapominałam aż do chwil takich jak ta, gdy nie umiała znaleźć drogi do świętego miasta. Jej palce, blade i dziwne na mojej ciemnej skórze, złapały mnie mocniej, gdy prowadziłam ją do pęknięcia w ziemi, a potem pogrążyłyśmy się w ciemności, schodząc po wąskich stopniach.

Na dole zwolniłyśmy. Gdzieś przed nami usłyszałam strażników, więc odciągnęłam Katę na bok. Kolejna ścieżka prowadziła do wnętrza góry zamiast w stronę miasta. Wysunęłam się na prowadzenie, pewna swych kroków, tak jakbym od zawsze mieszkała w Jitrze. Następne schody, starsze, mniej równe, zakręcone wokół skały i prowadzące głęboko w dół. Powietrze zmieniło się tu z gorącego i suchego na wilgotne, przylegające do ścian i naszych palców.

To właśnie tutaj Kata poczuła się pewniej i zaczęła dotrzymywać mi kroku – wiedziała już, gdzie się znajduje i dokąd zmierza, nie musiałam jej za sobą ciągnąć. Po kilku kolejnych dzikich krokach i wybuchach śmiechu, który odbijał się echem od ścian, przejście otworzyło się na wielką jaskinię i masywne podziemne jezioro, które było ukrytym skarbem gór.

Gdy tylko je zobaczyłam, zatrzymałam się i Kata na mnie wpadła. Zaczęłam rozglądać się dookoła i ledwo zwróciłam na nią uwagę. W powietrzu wokół nas wisiały setki tysięcy kropelek wody. Delikatnie rozproszona mgła uchwyciła odbijający się od tafli blask odległego księżyca i przekazała go małym kroplom, aż wreszcie cała jaskinia wyglądała tak, jakby połknęła gwiazdy z nocnego nieba.

Zaśmiałam się zachwycona, a Kata ruszyła do przodu. Kropelki opadały na jej skórę niczym delikatne pocałunki. Dotykałam ich opuszkami palców, patrzyłam, jak rozpadają się na coraz mniejsze i mniejsze cząstki, nadal zawieszone, nadal czekające na Katę.

Jaskinia ją znała. W tym miejscu moc wody była silna, piękna i magiczna. Kiedy wpatrywałam się w ten cud, czułam, jak otaczają mnie duchy, chroniąc i napełniając mnie wiarą. Dzień jutrzejszy będzie idealny, a to małżeństwo, które zabierze mnie od rodziny, stanie się początkiem długiego, wiecznego pokoju.

Moje poświęcenie ochroni mych ludzi.

Kata zaczęła powoli zataczać koło. Uśmiechała się szczęśliwa, a woda pokrywała jej skórę. Na pustyni zawsze była spragniona, a jej blada, popękana i obolała skóra łaknęła wilgoci.

Tu mogła wreszcie być całością. Tu była wszystkim, do czego została zrodzona. Jej moc i sposób, w jaki świat na nią odpowiadał, były najbardziej zdumiewającymi rzeczami, jakie kiedykolwiek widziałam. Nagle, na wydany przez nią, acz nieuchwytny dla mnie rozkaz, kropelki wody upadły. Te, które mnie otaczały, ześlizgnęły się po mojej skórze niczym mała ulewa. Bez nich światło przygasło, więc podeszłam do pochodni na ścianie i zdjęłam ją, kalecząc się w rękę. Uderzyłam w krzemień. Kiedy wybuchł i ożył, zobaczyłam, jak Kata zdejmuje pustynne szaty, rzuca je na bok i zanurza się w wodzie.


Copyright © 2014 My fairy book world , Blogger