POWIEŚĆ ŚWIĄTECZNA || "ŚWIĘTA W PORT MOODY" FRAGMENT

POWIEŚĆ ŚWIĄTECZNA || "ŚWIĘTA W PORT MOODY" FRAGMENT

 


Ottawa, 10 grudnia

Zebranie zwołane przez Doohana, dyrektora „People’s Voice” sprawiło, że po raz kolejny w redakcji zapanowała nerwowa atmosfera. Sprzedaż czasopism przez rozwój internetu leciała na łeb na szyję, ale wszyscy wierzyli, że uda się uratować miesięcznik i przed świętami nikt nie straci pracy.

Jako redaktor naczelna wiedziałam więcej niż inni. James, bo tak miał na imię szef, wcale nie miał zamiaru nikogo zwalniać, wręcz przeciwnie – chciał podzielić się dobrymi nowinami. Przynajmniej dla mnie. Naprawdę liczyłam na ten awans, ciekawa jedynie tego, jakie wyzwanie postawi przede mną szef, aby mieć pewność, że nadam się na jego zastępcę.

Jeszcze przed czasem zajęłam miejsce tuż przy fotelu dyrektora, aby pokazać Jamesowi, że już teraz może nazywać mnie swoją prawą ręką. Wiedziałam, że oficjalnie nastąpi to po wykonaniu zadania, które od kilku tygodni planował mi zlecić, ale ono wydawało się formalnością. Dziennikarstwo znałam od podszewki. Żaden temat nie mógł mnie zaskoczyć, zniechęcić czy zniesmaczyć. W swojej karierze w jednym z najpopularniejszych czasopism w Kanadzie zdołałam pisać artykuły chyba z każdej dziedziny. Nie było dla mnie rzeczy niemożliwych, a Doohan o tym wiedział.

– Czy możemy zaczynać? – zapytał poważnym tonem szef, gdy w sporej sali konferencyjnej zgromadzili się wszyscy pracownicy.

Malujące się na twarzach większości przerażenie szczerze mnie bawiło. Gdybym jak oni nie wiedziała, co chce ogłosić James, pewnie wyglądałabym podobnie, snując w głowie domysły, czego może dotyczyć zebranie w połowie miesiąca.

W redakcji zebrania odbywały się na początku oraz na końcu miesiąca. Nigdy w połowie, bo wtedy dziennikarze i fotografowie zbierali materiały do numeru na kolejny miesiąc. Nawet godzinne zebranie uważano wówczas za marnotrawstwo czasu, dlatego dziś każdy siedział jak na szpilkach, bojąc się o swój tyłek.

– Jak dobrze wiecie, słupki sprzedażowe papierowych gazet spadają, ale na szczęście dobrze rozwinięta strona internetowa zdoła zrekompensować nam straty, których wiele innych czasopism nie jest w stanie wyrównać – zaczął entuzjastycznie. – Ostatnie miesiące pokazały mi, że warto brnąć w coś, co jest nietypowe, i dzięki temu mamy całkiem sporo opłaconych prenumerat w wersji elektronicznej. Czy wiecie, co to oznacza?

Zebrani milczeli, czekając, aż szef powie wreszcie, co ma na myśli. Nikt nie chciał gdybać czy zgadywać, bo James od zawsze powtarzał, że lubi konkrety.

– Nie wiecie, dlatego wam powiem. – W jego głosie słyszalna była duma. – Oznacza to, że dzięki temu nasze akcje rosną, bo im więcej wersji elektronicznych sprzedajemy, tym więcej na tym zarabiamy, bo nie musimy drukować dużego nakładu papierowych egzemplarzy, które… – Wywód Jamesa przerwał dźwięk telefonu. Mojego telefonu.

Bez patrzenia na ekran rozłączyłam połączenie i z przepraszającym uśmiechem skierowanym w kierunku szefa wyczekiwałam, aż będzie kontynuował.

– Na czym skończyłem? – Spojrzał na mnie bacznie.

– Na tym, że elektroniczne wydania dają nam większe zyski, dzięki czemu nie toniemy, jak inni z branży – odpowiedziałam precyzyjnie.

– Dokładnie – pochwalił mnie i kiedy już miałam się uśmiechnąć, ponownie zaczął dzwonić mój telefon.

Tym razem wyjęłam go z kieszeni i, korzystając z funkcji szybkiego odpowiadania, wybrałam opcję, że oddzwonię później. Nie interesowało mnie, czego może chcieć ode mnie mama. Szczególnie o tej godzinie. Godzinie, która zarezerwowana była na pracę.

– Może jednak to coś ważnego, Abigail.

– Nie, to nic istotnego, James.

Mimo dobrych relacji z szefem wolałam nie podpaść. Zwłaszcza teraz, kiedy czekałam na upragniony awans.

– Zatem kontynuujmy. Abi, czy mogłabyś do mnie dołączyć?

Z dumą wstałam i przeszłam trzy kroki, aby znaleźć się tuż obok szefa. Serce biło mi jak oszalałe, a w głowie rozlegał się głośny krzyk radość, który jak najprędzej pragnęłam z siebie wyrzucić. Oczywiście w samotności, aby nikt spośród zebranych nie wiedział, jak ważny był dla mnie ten dzień.

– W związku z tym, że się rozwijamy i sam nie dam rady oganiać wszystkiego, postanowiłem mianować Abigail Sharpe na stanowisko swojego zastępcy – poinformował oficjalnie, a ja poczułam na sobie zazdrosne spojrzenia kolegów z redakcji. – Oczywiście znacie mnie i domyślacie się, że nie ma tak łatwo. Zlecę Abigail specjalne zadanie i tylko jeśli je wykona w zadowalający dla mnie sposób, dostanie awans.

Miny zebranych wykrzywiły się w grymasach niezadowolenia. Szydercze uśmiechy kazały mi myśleć, że życzą mi jak najgorzej. W końcu każdy z nich marzył, aby być na moim miejscu. A jednak to ja stałam ramię w ramię z Jamesem Doohanem, nie oni.

– Abigail, chyba każdy w redakcji wie, jak bardzo nie lubisz komercjalizacji Bożego Narodzenia… – Gdy szef wypowiedział te słowa, przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz. – Jako zastępca dyrektora na pewno dasz radę stworzyć tekst na temat tego magicznego czasu, który sprawi, że poczuję ciepło w sercu, gdy będę go czytał. Pokaż mi, że dasz radę przekonać czytelników, że kochasz święta, choć dobrze wiemy, że od lat spędzasz je w redakcji.

Przełknęłam ślinę, bo tego się nie spodziewałam. Liczyłam na trudny temat, ale nie trudny ze względu na moje podejście. Owszem, Boże Narodzenie traktowałam jak każdy inny dzień roku, bo nie widziałam w nim niczego niesamowitego. Noszenie swetrów z reniferem czy ubieranie choinki było zbędnym, komercyjnym elementem całej strategii marketingowej, którą wprowadzali w okresie świąt producenci wszelkiego rodzaju produktów. Naciągacze, do których należał mój ojciec, właściciel fabryki bombek.

Port Moody, 10 grudnia

Wiele bym dał, by mój współlokator nie naparzał tak w tę grę na konsoli, gdy próbuję odsypiać nocną zmianę w barze. Każdego dnia obiecywałem sobie, że rzucę tę robotę, ale wiedziałem, że zrobię to tylko wtedy, gdy uda mi się osiągnąć swój priorytetowy cel – zostanę profesjonalnym aktorem na pełen etat. Na deskach teatru, na małym czy dużym ekranie… nieważne. Liczyło się tylko to, by żyć marzeniem, które miałem, od kiedy pamiętałem. Uwielbiałem wcielać się w kolejne role, przez moment żyć cudzym życiem, uciec od zmartwień, porzucić problemy i rozterki.

– Kurwa, Josh, nie możesz używać słuchawek, kiedy grasz rano? – warknąłem na współlokatora, wchodząc do salonu.

Salon to za dużo powiedziane, bo było to niewielkie pomieszczenie ze zbyt dużą kanapą, telewizorem na ścianie i niewielką półką na książki w rogu.

– Mówiłem ci, że nie lubię w nich grać. Uszy mnie bolą – odpowiedział, nie odrywając wzroku od ekranu.

– A ja ci mówiłem, że chciałbym przespać chociaż pięć godzin.

Wkurzony podszedłem i wyciągnąłem wtyczkę telewizora z prądu. Kolejny dzień z rzędu zostałem brutalnie obudzony po zaledwie trzech godzinach snu.

– Stary, co z tobą?!

– Ogarnij się, do cholery, albo poszukam innego współlokatora.

Ta groźba raczej nie podziałała na Josha, w końcu słyszał to już ode mnie mnóstwo razy. Był nie tylko moim współlokatorem, ale także kuzynem, a wiadomo, że rodziny się nie porzuca. Nawet kiedy wkurwia cię do granic wytrzymałości.

– Musisz trochę poruchać, Logan. Wtedy przestaniesz się tak rzucać.

– Muszę przywalić ci w tę szkaradną gębę, wtedy zrobi mi się lepiej.

Przeszedłem do kuchni, która wynagradzała mi niewielkie rozmiary salonu. Miała okna od podłogi aż po sufit i ukazywała widok na wodę. Lubiłem tu mieszkać i nawet Josh nie mógł tego zmienić. Pewnego dnia będę mógł mieszkać tu sam.

Zrobiłem kawę i zapatrzyłem się przed siebie. Niewielka ilość śniegu była dopiero zwiastunem tego, co będzie się tutaj działo już wkrótce.

Josh wszedł do kuchni, przerywając moją chwilę spokoju.

– Skończyłeś się boczyć?

Popatrzyłem na niego, bo z reguły schodził mi z drogi, dając czas na wypicie kawy i dobudzenie się.

– Masz. – Rzucił na blat folder. – W Vancouver jest przesłuchanie, przyniosłem ci skrypt.

– Dzięki. Skąd wiesz i kiedy przesłuchanie?

Sięgnąłem po folder i lekko się skrzywiłem. Jak się nie ma, co się lubi… Rola elfa w świątecznym przedstawieniu nie była szczytem moich marzeń, ale nie miałem zamiaru narzekać. Zagram to tak, jakby była to rola życia.

– Tancerki mówiły o tym, kiedy byłem na próbie układu do teledysku. Więc załatwiłem ci skrypt. Podziękuj ładnie. I nie zawal tego jutro.

– Przesłuchanie jest jutro?!

To było typowe. Josh był na próbie dwa dni temu, ale zdecydował się powiedzieć mi dopiero dziś.

– Jakoś się mijaliśmy. Ale dasz radę.

– Dzięki.

Nie było sensu ciągnąć tego tematu. Josh był świetnym tancerzem, jednak żył we własnym świecie.

Zabrałem swoją kawę i wróciłem do swojego pokoju. Zacząłem czytać scenariusz i co chwilę parskałem śmiechem. Byłem przekonany, że będzie to jakieś przedstawienie dla dzieci, a tu okazało się, że to dla dorosłych. Elf zakochuje się w matce jednego z dzieci, które odwiedza, by sprawdzić, jaki prezent od Świętego Mikołaja chciałby dostać chłopiec. To mogłem zagrać.

Rozsiadłem się na łóżku z kolorowym zakreślaczem, którym zaznaczyłem swoje kwestie, i jeszcze raz przeczytałem całość. Później kolejny raz. Zanim się obejrzałem, była pora lunchu, więc zrobiłem sobie przerwę i ruszyłem do Moody’s, gdzie serwowali najlepsze żarcie w okolicy. Mógłbym dotrzeć tam na piechotę, jednak nie miałem dziś czasu na spacer. Musiałem nauczyć się tekstu i przećwiczyć wszystko, więc cieszyłem się, że dziś akurat wypadał mój dzień wolny, bo nie mógłbym pojechać na przesłuchanie po nocnej zmianie.

– Cześć, Logan, to co zawsze?

Taki był urok małych miejscowości i społeczności, w których większość ludzi dobrze się znała.

– Cześć, Emmo, poproszę. Nie ma dziś ruchu?

Rozejrzałem się po pustym lokalu, który zazwyczaj o tej porze tętnił życiem.

– W remizie mają zebranie, a raczej sesję do kalendarza świątecznego.

Zaśmiałem się głośno, patrząc na zniesmaczoną minę ciotki.

– Teraz rozumiem, dlaczego nie ma dziewczyn, a mężczyźni?

– Poszli pilnować swoich żon i córek – odpowiedziała mi z uśmiechem.

Byliśmy społecznością aktywną w każdy możliwy sposób – strażacy robili świąteczne kalendarze charytatywne, artyści wiosną wystawiali swoje prace na licytacje, sportowcy angażowali się w rozgrywki… Dlatego tak lubiłem tu mieszkać, być częścią czegoś większego. Wiedziałem, że w dużym mieście miałbym większe szanse na lepsze role, tam łatwiej dostać sensowne oferty. Jednak nie potrafiłem wyjechać. Dojeżdżałem więc na przesłuchania i występy, pracowałem w barze i udzielałem się społecznie. W okresie przedświątecznym było jeszcze więcej zajęć niż zazwyczaj, ale lubiłem ten czas i całe to zamieszanie.

– Smacznego. Daj znać, gdybyś czegoś potrzebował.

– Dziękuję.

Emma była matką Josha i chyba tylko ze względu na nią nie potrafiłem wykopać go na zbity pysk. Albo wbić mu trochę rozumu do głowy… Byłem więcej niż pewien, że Hunter, brat Josha, z chęcią zrobiłby to samo. Nie sądziłem, że rodzeństwo może się tak bardzo od siebie różnić.

– Josh wspominał, że jedziesz na casting do jakiejś roli świątecznej.

– Tak, dał mi znać o przesłuchaniu, więc zjem i wracam się przygotowywać. Mam nadzieję, że uda mi się dostać tę rolę.

Wzruszyłem delikatnie ramionami, bo nie czułem się komfortowo, rozmawiając z rodziną o moim aktorstwie. Nie dlatego, że mnie nie wspierali, bo wiernie mi kibicowali, ale jakiś wewnętrzny głos powtarzał mi natrętnie, że byłem nieudacznikiem i ich zawiodłem.

– Oczywiście, że ją dostaniesz. – Emma delikatnie poklepała mnie po policzku.

– Dzięki.

Dokończyłem posiłek, zostawiłem pieniądze przy talerzu, jak zawsze, bo w przeciwnym razie Emma nie przyjęłaby ich ode mnie, i pomachałem jej na do widzenia. W drzwiach minąłem się z Hunterem.

– Cześć, Hunt, jak tam po sesji? – Wyszczerzyłem się do niego.

Wiedziałem, że szczerze nienawidził tych zdjęć, ale nie odmówiłby za nic w świecie. Był dobrym facetem, świetnym strażakiem, dumą rodziny i miasteczka.

– Logan, już wychodzisz? Może napijesz się ze mną piwa?

– Aż tak źle?

– Czuję się, jakbym potrzebował prysznica.

Udał, że przechodzi go dreszcz, i się roześmiał. Żałowałem, że Josh nie mógłby być do niego bardziej podobny.

– Wybacz, tym razem odmówię. Może jutro?

– Mam służbę. Pojutrze wieczorem?

– Jesteśmy umówieni. Do zobaczenia.

Wróciłem do domu, gdzie przez resztę dnia uczyłem się tekstu. Chodziłem po sypialni i na głos wypowiadałem kolejne kwestie, badając, jak je zaintonować , jak wiele ekspresji w nie włożyć. W końcu wieczorem padłem na łóżko, zdążywszy jedynie nastawić budzik.

Ottawa, 11 grudnia

Rozwieszone po całym mieszkaniu samoprzylepne kartki z zapiskami pomysłów tworzyły spory bałagan, co jednak aktualnie zupełnie mnie nie interesowało. Jako typowy zadaniowiec miałam przed oczyma tylko konkretny cel, którego zwieńczeniem okazać się miał wymarzony awans.

Pukanie do drzwi sprawiło, że po raz pierwszy od kilku godzin wstałam z kanapy, gdzie stworzyłam sobie centrum zarządzania.

– Serio? Masz czelność tu przychodzić, kiedy ja tak cierpię? – zapytałam na widok gościa.

On jednak przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował. Tak jak zawsze, gdy pojawiał się tu w wiadomym celu.

Odrzuciłam na bok gniew, by podjąć jego grę. Bez zahamowania zaczęłam ściągać z niego koszulę, chcąc jak najszybciej nasycić się bliskością. Czułam, że jego silne dłonie wędrują po moim ciele, szybko docierając do gumki spodenek, pod którą udało się im bez problemu dostać.

– Nie myśl, że wybaczę ci wszystko tylko dlatego, że zrobisz mi dobrze. – Starałam się brzmieć przekonująco, ale przydługi jęk wywołany wsadzonymi w moją cipkę palcami zepsuł wszystko.

Poruszające się we mnie palce sprawiały, że miałam ochotę krzyczeć z rozkoszy. Po ciężkiej nocy, spędzonej nad samoprzylepnymi kartkami w poszukiwaniu pomysłu, potrzebowałam ukojenia. Relaksu, który mógł dać jedynie seks.

Sięgnęłam dłonią do paska mężczyzny, by sprawnym ruchem zdjąć z niego spodnie. Wziął mnie na ręce i już chciał zanieść do sypialni, kiedy przerywając zachłanny pocałunek, rozkazałam:

– Do salonu!

Miałam nadzieję, że pieprząc się na stercie porozrzucanych kartek, uda mi się wpaść na genialny pomysł, który doprowadzi mnie na sam szczyt. Szczyt dziennikarskiej kariery.

Nie cackaliśmy się z grą wstępną. Nie było na nią czasu. Liczyło się szybkie spełnienie, które mógł zapewnić tylko porządny seks. Zakładając przygotowaną prezerwatywę, wszedł we mnie gwałtownie. Jęknęłam z bólu i jednoczesnej rozkoszy, unosząc głowę, aby znów móc go pocałować. Ścisnęłam udami jego biodra, aby czuć go w pełni. Z każdym kolejnym ruchem byłam bliżej kierunku, w którym wspólnie zmierzaliśmy. Do miejsca, gdzie oboje mieliśmy zaraz dotrzeć, a potem paść zmęczeni obok siebie, jak zawsze, gdy naszła nas ochota na niezobowiązujący szybki numerek.

Głośny jęk oznajmił, że zdobyłam szczyt. Kochanek z nonszalanckim uśmiechem wszedł we mnie jeszcze mocniej niż dotychczas, po czym padł na mnie. Nasze spocone ciała regenerowały się, dając nam chwilę czasu na rozmyślenia.

– Nawet nie wiesz, jak bardzo tego potrzebowałam – wyznałam, całując lekko jego bark.

Wciąż czułam wściekłość, że wykorzystał zdobytą prywatnie wiedzę do własnych celów, ale w tym momencie nie miało to znaczenia.

– Marzyłem o tym od wczoraj. Kiedy stałaś obok, a oczy wszystkich wlepiały się w ciebie, a ja w myślach powtarzałem sobie, że oni mogą jedynie patrzeć.

– James, nie zaczynaj znów – zastopowałam go, bo doskonale wiedziałam, że nasza relacja nie ma szans przetrwać.

Doohan był jednak moim przełożonym. Niby kawalerem do wzięcia, ale w mojej głowie nigdy nie ulokowałby się jako ten jedyny. Doskonale wiedziałam, że ja nie byłam jedyną. James łatwo rozkochiwał w sobie kobiety, a kiedy się nimi nudził, porzucał i szukał kolejnych. Chyba dlatego, że dla mnie nasze spotkania były tylko przelotnym romansem, starał się czasem stosować swoje puste gadki o związku czy rodzinie. Jednak ja znałam go zbyt dobrze. Tacy jak on nie nadawali się na mężów, a co dopiero na ojców, więc niesamowity seks musiał wystarczyć. Przynajmniej teraz, kiedy dla mnie priorytetem był awans, a nie poszukiwanie kandydata na męża, czego chciała moja rodzina.

– Nie musiałeś celować w moją piętę Achillesa. – Postanowiłam wrócić do tematu zadania, które mi zlecił.

– A co miałem zrobić? – Położył się obok mnie i palcem zataczał ścieżkę na moich piersiach. – Gdybym postąpił inaczej, od razu zaczęłyby się plotki, a tego nie chcemy, prawda?

Miał rację. Absolutną rację. Plotki o romansie mogłyby jedynie zepsuć to, co oboje dotąd osiągnęliśmy dzięki ciężkiej pracy. I choć uważałam, że to, z kim sypiam, powinno interesować wyłącznie mnie, to doskonale wiedziałam, że jeśli ktoś z redakcji dowiedziałby się o nas, to na pewno nie miałabym szans na awans i co lepsze zlecenia.

– Przecież wiesz, że nienawidzę tej całej szopki – przypomniałam mu.

– Wiem i inni też wiedzą – odpowiedział spokojnie. – Gdybyś tak chętnie nie opowiadała o tym, jak to rodzice zniszczyli ci dzieciństwo, zdeptali wiarę w Mikołaja i w ogóle w magię świąt, na pewno dałbym ci inne zadanie.

– Chcesz powiedzieć, że to moja wina? – Uniosłam się na łokciach.

James spojrzał na mnie w taki sposób, że znów poczułam przyjemny dreszcz.

– Mam nadzieję, że masz jeszcze siłę, abym cię przeprosiła za swoje zachowanie, szefie? – zapytałam kokieteryjnie, chwytając jednocześnie jego penis, aby sprawdzić, czy da radę ponownie sprawić mi rozkosz, której potrzebowałam, by szukać natchnienia.

OPOWIADANIE "ZDOBYĆ AUTUMN" Z ANTOLOGII "EGZAMIN Z MIŁOŚCI" || FRAGMENT

OPOWIADANIE "ZDOBYĆ AUTUMN" Z ANTOLOGII "EGZAMIN Z MIŁOŚCI" || FRAGMENT

 


Zbiór opowiadań, które umilą ci długie wieczory!

Siedem autorek, siedem historii studentów i studentek zdających Egzamin z miłości. Opowiadania choć z jesiennym krajobrazem w tle rozgrzeją Cię nawet w chłodny deszczowy dzień.

Czy jesień to dobra pora na gorące uczucie?

Kto zda, a kto obleje Egzamin z miłości?

Która opowieść spodoba Ci się najbardziej?

DRUGI TOM SERII KINGDOM OF MARTAGON || NIEDOSKONAŁY - FRAGMENT

DRUGI TOM SERII KINGDOM OF MARTAGON || NIEDOSKONAŁY - FRAGMENT

 


Nowa rzeczywistość przerosła Simona. Mężczyzna zamknął się w domu, odgrodził się od świata, zerwał kontakty z przyjaciółmi. Został samotnikiem. Ból i wątpliwości dręczyły go jak bezwzględna bestia. Kiedy cierpienie stawało się nie do zniesienia, pomoc nadeszła z najmniej oczekiwanej strony. Majka… Kto by się tego spodziewał? Początkowa niechęć szybko przerodziła się w fascynację, erotyczne napięcie stało się nie do zniesienia. Ale czy w życiu tych dwojga jest miejsce na szczęśliwe zakończenie? A może okrutna przeszłość wyrwie się jednak na światło dzienne i nadzieja na szczęście pryśnie jak bańka mydlana?


>> Simon
Przeklęte poczucie winy. Tylko to widziałem w oczach mojego najlepszego przyjaciela. Bolało to bardziej niż rany, które miałem na rękach. Rany, które przechodziły w paskudne, szpecące blizny.
Szepty. Ludzie zawsze lubili mówić o rzeczach, o których nie mieli zielonego pojęcia. Tak było i tym razem.
Gdy pojawiłem się w sklepie, słyszałem, że własnym ciałem zakryłem narzeczoną Willa, bo w sekrecie się w niej kochałem. Gdy szedłem korytarzami szpitala, słyszałem, że byłem bohaterem, który poświęcił się dla kraju, dla księcia, dla rodziny królewskiej. Bohater Martagonu.
Pogardliwe spojrzenia. Te spowodowały, że ostatecznie utwierdziłem się w przekonaniu, że ludzi należy unikać. Gdy w końcu do mnie dotarło, że rany zmienią się w blizny, wyskoczyłem do baru, do którego lubiliśmy zaglądać z Willem i Nickiem. Były tam też dziewczyny, które niegdyś chętnie wskoczyłyby mi do łóżka, a nawet pozwoliły się przelecieć w barowej toalecie. Teraz patrzyły na rękę, której nie próbowałem ukrywać, na niewielkie blizny na szyi, a w ich oczach widziałem pogardę i wstręt.
Byłem wrakiem człowieka. Odrobinę żałowałem, że kwas nie dosięgnął też twarzy, którą uwielbiały kobiety i dzięki której potrafiłem wyplątać się z kłopotów. Może wtedy potrafiłbym dopasować się do sytuacji… Jednak ucierpiała moja ręka, a kobiety zachowywały się teraz, jakbym stał się odpychający, jakby przystojna twarz i umięśnione ciało już przestały je pociągać. Jakby moje żarty czy flirciarskie teksty odeszły w niepamięć. Bo chyba faktycznie tak się stało – nie zależało mi na tym, by ktoś mnie darzył sympatią, a jednocześnie zależało mi na tym jak nigdy dotąd…
Czułem się nieswojo, ale to ciągle byłem ja i z każdym pełnym wstrętu spojrzeniem, z każdym szeptem, z każdą pełną poczucia winy rozmową zapadałem się w sobie. I nie chciałem wracać. Odciąłem się od wszystkich, wychodząc jedynie do lekarzy. Zatrudniłem kucharkę, która zaopatrywała mnie w posiłki na cały tydzień. Firma sprzątająca ogarniała mój dom raz w tygodniu, pranie też zlecałem innym. Odszkodowanie, które wypłaciła mi rodzina królewska, spokojnie pokrywało wszystkie moje wydatki. Wątpię, żebym zdołał wydać te wszystkie pieniądze do końca swojego życia. Nie byłem też głupi, znałem się na liczbach, inwestowałem na giełdzie. Mogłem pracować ze swojego domu, skutecznie odcinając się od wszystkich, udawać, że ostatnie miesiące nie miały miejsca.
Przestałem odbierać telefony od Willa, ale od czasu do czasu rozmawiałem z Olimpią. Wiedziałem, że dla niej ta sytuacja nie była łatwa, zresztą miała popaprane życie i nie miałem zamiaru dokładać do tego swojej cegiełki.
A później pojawiła się ona… Podstępem zakradła się do mojego domu, nie kupując mojego gównianego tłumaczenia. Jej słowa, nie moje. Gdy dźgała mnie palcem w klatkę piersiową, rzucając tymi swoimi kąśliwymi uwagami, moje serce na chwilę zabiło mocniej. Krew spłynęła w okolice mojego krocza, a ja poczułem pożądanie, które prawie ścięło mnie z nóg. Pamiętałem, jakie to uczucie, trzymać ją w ramionach, obracać w tańcu, czuć jej oddech na szyi… Przywołując najbardziej obojętną minę, na jaką było mnie stać, powiedziałem:
– Piękna, jeśli chcesz dotykać mojej klaty, wyskocz z ciuszków i zrób lepszy użytek z tych słodkich usteczek. – Uśmiechnąłem się do niej drwiąco. – Jeśli jednak masz zamiar tylko na mnie krzyczeć, tam są drzwi.
Popatrzyłem na nią przez chwilę, odwróciłem się na pięcie i ruszyłem schodami do swojej sypialni. Słyszałem wyzwiska rzucone w moim kierunku i trzaśnięcie drzwiami. Później trochę żałowałem tego zachowania, jednak byłem pewien, że tak będzie lepiej. Wolałem jej złość niż obrzydzenie w spojrzeniu, gdyby dowiedziała się, jak moje ciało zareagowało na jej bliskość…
Stałem się samotnikiem i zaczynało mi być z tym dobrze. Jednak nie mogłem opuścić ślubu mojego najlepszego przyjaciela. Zakradnięcie się do katedry nie było możliwe, więc napisałem do Masona i ustaliłem z nim szczegóły. Wprowadził mnie wcześniej, bocznym wejściem. Ubrany w smoking czekałem na pojawienie się Williama i Olimpii. Ceremonia była naprawdę piękna, nawet taki gbur jak ja potrafił to przyznać. Jednak moją uwagę przyciągała Majka, która promieniała szczęściem.
Gdy Will i Olimpia skierowali się do wyjścia, zauważyła mnie, nawet z tej odległości widziałem zaskoczenie na jej twarzy. Później skinęła mi delikatnie głową i obdarowała mnie uśmiechem tak pięknym, że zaparło mi dech.
Nim zdążyłbym zrobić coś głupiego, ulotniłem się z katedry i wróciłem do domu, gdzie ze złości na cały świat rozwaliłem pięścią lustro. Ból i widok krwi przywróciły mi zdrowy rozsądek. Trzymać się z daleka, nie pozwalać sobie na żadne uczucia. 




DRUGI TOM SERII KINGDOM OF MARTAGON || NIEDOSKONAŁY

DRUGI TOM SERII KINGDOM OF MARTAGON || NIEDOSKONAŁY

 


Po wypadku Simon ma problemy: ze sobą, z ludźmi, z całym światem. Przyjaciele postanawiają mu pomóc. Lekiem na zło ma być Majka – pyskata, śmiała dziewczyna, która szybko stwierdza, że pod szorstką powłoką kryje się opiekuńczy, troskliwy mężczyzna. A także namiętny kochanek. Choć wmawiają sobie, że to tylko przyjacielski seks, to w głębi duszy wiedzą, że to coś więcej. O ile więcej, Simon przekonuje się w chwili, kiedy Majka znika. Bez wahania rusza jej śladem, gotów poświęcić wszystko, żeby odzyskać ukochaną.


ZAMÓW JUŻ DZIŚ!

TRZECI TOM SERII KINGS OF SIN || W RYTMIE MIŁOŚCI

TRZECI TOM SERII KINGS OF SIN || W RYTMIE MIŁOŚCI

 


Dla uko­cha­nej był w sta­nie poświę­cić wszystko. Pasję, pracę, przy­ja­ciół, całe swoje dotych­cza­sowe życie. Nie­stety cza­sami „wszystko” nie wystar­cza, a na końcu pozo­staje tylko doj­mu­jący smu­tek i roz­cza­ro­wa­nie. I pyta­nie, czy praw­dziwa miłość może wyma­gać wyrze­cze­nia się samego sie­bie?

Kiedy poukła­dany i zapla­no­wany świat Adriana wali się jak domek z kart, pozo­staje mu tylko jedno miej­sce, gdzie może zacząć od nowa. Wraca więc do przy­ja­ciół, by razem z nimi znów two­rzyć muzykę. Nie wie, że jedna z jego przy­ja­ciółek od dawna jest nim zauro­czona i nie potrafi o nim zapo­mnieć…

Czy na przy­jaźni można zbu­do­wać trwały zwią­zek? Czy Adrian jest gotów ponow­nie zaufać kobie­cie? A może już na zawsze zostaną zamknięci w frien­dzone?

Zanurz się w tej peł­nej nie­spo­dzia­nek histo­rii roz­gry­wa­ją­cej się w ryt­mie miło­ści!

"Kolejna por­cja wzlo­tów i upad­ków w zespole Kings of Sin zado­woli fanów serii. „W ryt­mie miło­ści” poka­zuje, że miłość czę­sto bie­rze górę nad przy­jaźnią i mimo chęci zdu­sze­nia jej w sobie, uzu­peł­nia te uczu­cia, zaczy­na­jąc w ten spo­sób piękną miło­sną histo­rię. Wła­śnie taką, jak w trze­cim tomie serii Kings of Sin."

Mał­go­rzata Fal­kow­ska, autorka powie­ści dla kobiet

"Kolejny tom mojej ulu­bio­nej serii Kings of Sin. Ach, jak tu iskrzy! Słowne potyczki, bły­sko­tliwe dia­logi i cięty humor. Dyle­maty nie­tu­zin­ko­wych boha­te­rów por­wały mnie już od pierw­szej strony. Tęsk­ni­łam do Not­tin­gham i gro­madki nie­po­kor­nych mło­dych ludzi, któ­rych łączy przy­jaźń, muzyka… a może coś jesz­cze? Prze­ko­naj­cie się sami! Ser­decz­nie pole­cam!"

Agnieszka Zakrzew­ska, autorka powie­ści „Znam Twoją tajem­nicę”

"Zako­chane serce cza­sami gubi wła­ściwy rytm, a fał­szywa nuta potrafi znisz­czyć naj­pięk­niej­szą melo­dię. „W ryt­mie miło­ści” to emo­cjo­nu­jąca opo­wieść o dwójce przy­ja­ciół, któ­rzy mimo zakrę­tów losu upar­cie poszu­kują praw­dzi­wego uczu­cia. Fani Kings of Sin z pew­no­ścią będą zachwy­ceni powro­tem swo­ich sta­rych zna­jo­mych z poprzed­nich tomów serii. Pole­cam!"

Maria Zdyb­ska, autorka serii Kru­cze Serce

"Zespół, który jest jak rodzina, muzyka, która wzbu­dza wiele emo­cji, a to wszystko okra­szone dużą dawką uczuć w tym miło­ści, o jakiej marzy nie­jedna kobieta. Ewe­lina z Justyna odkryły ide­alny prze­pis na powieść, która por­wie czy­tel­nika bez reszty i pozo­stawi nie­do­syt. „W ryt­mie miło­ści” to histo­ria o tym, że marze­nia się speł­niają, a los cza­sami dorzuca nam od sie­bie gra­tis, który potrafi być nie tylko wyzwa­niem, ale przede wszyst­kim spo­so­bem na sce­men­to­wa­nie tego, co nie­dawno wykieł­ko­wało… Pole­cam i cze­kam na więcej!"

Mag­da­lena Jarzą­bek, Czy­tam w pociągu

"Myśla­łam, że Ewe­lina i Justyna niczym mnie już nie zasko­czą. A potem prze­czy­ta­łam „W ryt­mie miło­ści” i prze­pa­dłam. Każda kolejna część jest lep­sza od poprzed­niej. Prze­czy­taj i prze­ko­naj się sama."

Patry­cja Wakuła

"Ewe­lina Nawara i Justyna Leśnie­wicz stwo­rzyły kolejną przy­jemną histo­rię, w któ­rej muzyka i uczu­cia to ele­menty nie­od­łączne. „W ryt­mie miło­ści” to poru­sza­jąca opo­wieść o dwójce ludzi, któ­rzy wiele rze­czy w swoim życiu muszą poukła­dać na nowo, aby móc ruszyć z miej­sca i dać sobie szansę na to, aby przy­jaźń mogła prze­ro­dzić się w coś wię­cej. Ale czy im się to uda? Sami wie­cie, gdzie może­cie zna­leźć odpo­wiedź na to pyta­nie!"

Kata­rzyna Ewa Górka

„W ryt­mie miło­ści” to chwy­ta­jąca za serce opo­wieść o źle ulo­ko­wa­nych uczu­ciach, utra­co­nej nadziei i odna­le­zio­nej miło­ści. A także o przy­jaźni, lojal­no­ści i wier­no­ści sobie. To naj­pięk­niej­sza histo­ria miło­sna, jaką kie­dy­kol­wiek opo­wie­dziano. Uro­kliwa, wzru­sza­jąca, reflek­syjna. Gwen i Adi wiele razy staną przed trud­nymi wybo­rami. Ile będą musieli poświę­cić, aby ich serca mogły w końcu zagrać wspólną melo­dię? Sprawdź­cie i prze­ko­naj­cie się sami. Ser­decz­nie pole­cam!"

Monika Mali­szew­ska

„W ryt­mie miło­ści” to rewe­la­cyjna histo­ria, w któ­rej miłość prze­plata się z muzyką. Pożą­da­nie, wcią­ga­jąca akcja i świetny finał – tego tu nie zabrak­nie."

Agnieszka Nik­czyń­ska - Woj­cie­chow­ska, Książki takie jak my



ZAMÓW JUŻ DZIŚ!



DRUGI TOM SERII KINGS OF SIN | "ECHO PRZESZŁOŚCI"

DRUGI TOM SERII KINGS OF SIN | "ECHO PRZESZŁOŚCI"

 



James to młody mężczyzna, któremu życie raz po raz rzucało kłody pod nogi. Gdy jego przyjaciołom wydawało się, że udało mu się wyjść na prostą, prawda uderzyła ich w najbardziej okrutny sposób.

Celia została brutalnie doświadczona przez życie. Otoczyła się murem obronnym, za który wpuszcza niewielu. Gdy poznała Jamesa, myślała, że wie o nim wszystko, jednak rzeczywistość okazała się bardziej skomplikowana.

Tych dwoje łączy więcej, niż mogliby przypuszczać: łudząco podobna przeszłość i teraźniejszość bez perspektywy. Czy razem stworzą przyszłość, w której oboje się odnajdą? Poznajcie historię dwóch zgubionych dusz, którym ktoś musi pomóc się spotkać.






Chcesz pomóc w promocji tej książki? Udostępnij u siebie jedną z poniższych grafik! 









HISTORIA O KOPCIUSZKU W WERSJI DLA DOROSŁYCH!

HISTORIA O KOPCIUSZKU W WERSJI DLA DOROSŁYCH!

 



William nie jest mężczyzną w typie Olimpii. Wydaje się, że ich znajomość skończy się po jednym spacerze ulicami Torunia, ale William ma wobec dziewczyny inne plany i nie spocznie, dopóki nie osiągnie celu. To opowieść o Kopciuszku, w której nie ma złej macochy, ale jest okrutny ojciec. Jest bajkowa miłość, ale są i całkiem zwyczajne problemy. Jest mnóstwo śmiałych scen, które wywołują wypieki na twarzy, ale i tak najważniejsza jest miłość, która jest w stanie pokonać wszystkie przeciwności losu.


ZAMÓW JUŻ DZIŚ!



Chcesz pomóc nam w promocji? Udostępnij którąś z poniższych grafik! 













Prezent dla Was! | "Dźwięk pomiędzy", opowiadanie zapowiadające powieść "Echo przeszłości", Ewelina Nawara & Justyna Leśniewicz

Prezent dla Was! | "Dźwięk pomiędzy", opowiadanie zapowiadające powieść "Echo przeszłości", Ewelina Nawara & Justyna Leśniewicz

 


Dear agony
Just let go of me
Suffer slowly
Is this the way it’s got to be?
Dear agony
Suddenly, the lights go out
Let forever drag me down
I will fight for one last breath
I will fight until the end
And I will find the enemy within’
‘Cause I can feel it crawl beneath my skin
Dear Agony, Broken Benjamin & Lacey Sturm

JAMES

Zawsze pragnęłam dzieci, tak szybko, jak to możliwe <3

To krótkie zdanie i cholerne zdjęcie w białej sukni z dzieckiem na rękach, prześladowało mnie we śnie i na jawie. Gdy padałem na łóżko nieprzytomny, tylko wtedy czułem spokój. Mogłem zasnąć, bez jej uśmiechu przed moimi oczami. Więc od powrotu z Polski, moim najlepszym przyjacielem zostali czysta i Jack. Włączyłem muzykę, by zagłuszyć myśli, chwyciłem butelkę i pociągnąłem łyk bursztynowego płynu. Otępienie i spokój. Tylko tego teraz potrzebowałem. Kręciłem się po salonie, nie mogąc usiedzieć na miejscu. Słuchałem muzyki, piłem i starałem się znieczulić. Tylko troszkę, bo w końcu mieliśmy się spotkać dziś na grillu. Jeszcze tylko łyczek i będę mógł udawać, że życie jest piękne, a kobiety takie jak Julia nie istnieją, że była ona wyjątkiem. Pomyłką, na którą musiałem trafić. Wyłączyłem muzykę i wyszedłem z domu, próbując zapomnieć o obrazie, który wypalił się w mojej głowie na zawsze.

JOSEPHINE

Jak to było możliwe, że w jednej chwili tryskaliśmy energią i szczęściem, a w kolejnej umieraliśmy ze strachu o naszego przyjaciela. W ułamku sekundy poczułam, jakby grunt osuwał mi się spod stóp, traciłam kontakt z rzeczywistością. Jak w zwolnionym tempie rejestrowałam obrazy: Kelly biegającą po ogrodzie, Liama proszącego wszechświat o cud. Ian wglądał, jakby ktoś przywalił mu w twarz, powtarzając tylko jak machina, że w życiu wszystko zawsze się musi spieprzyć wcześniej czy później. Tylko Matt z Adrianem oganiali nasze emocje, rzeczowo myśleli. Zapakowaliśmy się w dwa samochody i ruszyliśmy przed siebie, w kierunku szpitala, do którego został przewieziony James. To nasz najlepszy przyjaciel, ogniwo łączące nas wszystkich, teraz byliśmy niekompletni… Szlochałam cicho wtulona w Iana. Liam zerkał na nas w tylnym lusterku starając się zbadać sytuację. Wolałam teraz tonąć w jego ramionach, ale nie mogłam, bo był kierowcą. Przyjaciel gładził mnie delikatnie po plecach, nie było w tym żadnego romantycznego podtekstu, raczej braterski uścisk. Byliśmy rodziną i w takiej trudnej chwili było to najlepiej dostrzegalne.

– Co właściwie ci powiedzieli przez telefon? – zapytał Ian.

Wyglądał na najbardziej opanowanego z nas wszystkich, choć to również w jego oczach kryła się pustka. Wszyscy mieliśmy nadzieje, na dobre zakończenie. Tylko Ian wyglądał na zrezygnowanego.

– Żadnych konkretów poza tym, że James miał wypadek – Liam powiedział na jednym wdechu.

– Nie może tak być, nie może z jednej strony się wszystko układać, a z drugiej walić – łkałam przytulona do przyjaciela.

W tylnym lusterku widziałam wzrok Liama, posłał mi krzywy uśmiech a ja starałam się odwzajemnić ten gest, ale nie mogłam ukrywać wszystkich swoich emocji pod sztucznym uśmiechem.

– Będzie dobrze, James to silny skurczybyk – przemówił Adrian z przedniego siedzenia.

Nie brzmiał na przekonanego, miałam wrażenie, że teraz w każdym z nas tliło się poczucie winy. Wiedzieliśmy, jakie James ma problemy, wiedzieliśmy, jak bardzo boli go to wszystko, co mu się przydarzyło… A mimo to nie zrobiliśmy wystarczająco dużo, żeby uchronić go przed tragedią.

– Mogliśmy go lepiej pilnować, mogłam nie wyprowadzać się z jego domu – mówiłam chyba bardziej sama do siebie niż do chłopaków.

– Księżniczko, to nie jest niczyja wina. James sam musi chcieć wyjść ze swojego bagna, na siłę nie można nikomu pomóc. Wiem coś o tym. – Liam powiedział kojącym głosem, wiedziałam, że ma rację. Mimo wszystko nie mogłam pozbyć się poczucia winy.


CAŁE OPOWIADANIE DOSTĘPNE JEST NA STRONIE WYDAWNICTWA INANNA ZA DARMO! 



A.C. GAUGHEN - BERŁO ZIEMI | FRAGMENT 2

A.C. GAUGHEN - BERŁO ZIEMI | FRAGMENT 2

 


Włożyłam pochodnię z powrotem do uchwytu i podążyłam za Katą. Wskoczyłam do wody z
głośnym pluskiem, a odgłos ten zmieszał się z naszym śmiechem i odbił od ścian jaskini.
– Och – powiedziałam na widok rozprzestrzeniającej się w wodzie czerwieni.
Stanęłam na płyciźnie.
– Co sobie zrobiłaś? – spytała Kata, zerkając na krew, płynącą z niewielkiej rany na
mojej dłoni.
– Chyba się zadrapałam – odparłam.
– Proszę – powiedziała, lecz zanim zdołała wypowiedzieć to słowo do końca,
dotknęła dłonią mojej dłoni. Widziałam, jak mała ranka się zamyka i zabliźnia, a potem w
trakcie jednego oddechu blizna zamienia się z różowej w białą.
– Jak ty to robisz? – szepnęłam.
– To woda – wyjaśniła. – Czuję wodę w twojej skórze, w twojej krwi. Mogę sprawić, by
odpowiedziała na moje rozkazy.
Znałam Katę od tak dawna, a mimo to wciąż tak niewiele wiedziałam o jej
umiejętnościach.
– Dziękuję – rzekłam, gdy cofnęła rękę.
Pomachała do mnie.
– Uwielbiam to miejsce – wyznała, po czym położyła się na plecach i popłynęła.
Dogoniłam ją, położyłam się na plecach obok niej i spojrzałam na kolce z minerałów, wiszące
nad nami niczym mokre, lśniące zębiska.
– Wiem, że tak – odparłam. – A teraz opowiedz mi o swojej podróży. Znalazłaś
świątynię ziemi?
– Nazywa się Aede – powiedziała. – I tak.
Spojrzałam na nią i nagle poczułam ukłucie w sercu.
– Więc teraz wszystkie są otwarte i możesz odpocząć. – Odwróciłam wzrok. – Ale
mnie już tu nie będzie.
– Odpocząć… – Kata wpatrywała się w sufit jaskini. – Tak, wszystkie moce wróciły do
świata, ale ja nie mogę odpocząć, Shalio. Nie widzisz, że coś się dzieje? Nie ma żadnej
różnicy? Nic ci się nie stało, gdy otworzyłam ziemski żywioł?
Postawiłam nogi na dnie jeziora, żeby na nią spojrzeć.
– A ty znów o tym samym.
Nie chciała odpuścić.
– Możesz władać mocą żywiołów. Wiem, że tak jest.
A ponieważ nic się nie zmieniło, gdy uwolniłam inne żywioły, to musi to być ziemia.
– Fakt, że traktuję cię jak siostrę, nie oznacza, że nimi jesteśmy.
Nabrała powietrza tak jak moja matka, gdy byliśmy niegrzeczni.
– Shalio, tu nie chodzi o powiązania rodzinne. Lata temu może i o to chodziło, ale
kiedy wymordowano moich ludzi, żywioły znalazły miejsca wyjątkowej mocy i się ukryły.
Dopóki ich znów nie uwolniłam, nikt nie mógł korzystać z ich mocy.
– Wiem to wszystko – powiedziałam. – Wiem, że to dlatego odeszłaś, że chciałaś
znaleźć te świątynie i roztłuc skorupki na spętanych żywiołach niczym na jajkach. Ale to nie
znaczy, że jestem wyspiarką.
– Nie – odparła gwałtownie. – Chodzi o to, że w s z y s t k o się zmieniło, kiedy moi
ludzie zginęli. To znaczy, że teraz każdy może mieć te moce. Nie mam kontroli nad tym, kto
je otrzymuje. Są w każdym zakątku świata, nie tylko na wyspach. I czuję je w tobie, jestem
pewna, że je masz, tak samo jak jestem pewna, że oddychasz lub nie. Żywioły zostały

obudzone. To była ostatnia Aede, więc powinnaś już móc używać swojej mocy. –
Zmarszczyła czoło i spojrzała w wodę. – O ile uczyniłam to właściwie. Nie. Jestem
pewna, że zrobiłam wszystko dobrze.
Gdy po raz pierwszy powiedziała mi, że mogę władać mocą żywiołów, byłam
podekscytowana. Ona umiała kontrolować wodę, a z czasem nauczyła się uzdrawiać. Byłam
tym zachwycona, a dzielenie z nią tych umiejętności byłoby wspaniałe.
Ale ja tego nie umiałam. Zaakceptowałam to mniej więcej w czasie, w którym mnie
opuściła, w którym wybrała świątynie zamiast naszej przyjaźni.
– Nie mam mocy – powiedziałam raz jeszcze. – I nie ma to żadnego znaczenia.
– Ma – odparła. – Teraz ma o wiele większe znaczenie niż kiedyś. Twój przyszły mąż
uznał Żywioły za zdrajców, a ich umiejętności za niezgodne z prawem. Co więcej,
prześladuje ich.
– W takim razie tym lepiej, że nie mam tych mocy – odparłam.
– Nie możesz po prostu przestać? Popływajmy i nacieszmy się pobytem w domu.
Wyglądała na tak zranioną, że natychmiast pożałowałam swoich słów.
– Przepraszam – rzekłam. Pokręciłam głową, strząsając krople do wody. Wiedziałam,
że to nie będzie dla ciebie łatwe.
– Łatwe? – spytała cicho. – Poza tym, że jego ojciec wymordował moich ludzi i że on
prawdopodobnie ma takie same poglądy, możliwe, że już nigdy cię nie zobaczę.
– Nie – powiedziałam poważnie. – Nie mów tak. Jeszcze się zobaczymy.
– Pomagałam Rianowi – przyznała cicho. – Z ruchem oporu. Wiesz coś o sprawie
swojego brata?
– Tylko tyle, ile podsłuchałam, gdy ojciec krzyczał. Wiem jednak, że cokolwiek Rian
robi w Trifectate, król sądzi, że to małżeństwo powstrzyma go przed przemocą, a wtedy król
przestanie gnębić ludzi pustyni.
– Ale stawia cię między sobą a Rianem – powiedziała. – Nie widzisz tego?
– Owszem – odparłam. – Oczywiście, że to widzę. Lepiej jednak być między nimi, niż
stać z boku i patrzeć, jak palą w piasku kolejnego z moich braci. Bo następnym razem na
miejscu Torrina może znaleźć się Rian albo Kairos.
Spojrzała na mnie, jakbym była młoda i głupia, a ja westchnęłam z taką siłą, że na
wodzie pojawiły się zmarszczki.
– Kato, i tak wkrótce wyszłabym za mąż. Mogłam wyjść za jakiegoś chłopaka z
d’Skorpios albo mogę poślubić tego króla. Przynajmniej mogę ochronić swoją rodzinę. Mogę
sprawić, by moje małżeństwo miało jakieś znaczenie.
– Jesteś tak samo zacięta jak twoi bracia – powiedziała. – Nie winię cię za to. Po
prostu nie sądzę, żebyś zdawała sobie sprawę z niebezpieczeństwa.
– Pokój jest zawsze niebezpieczny – odparłam.
– Być może – przyznała. – Ale czy kiedykolwiek zastanawiałaś się nad tym, dlaczego
on chce pannę młodą z pustyni?
Przecież miał poślubić bogatą księżniczkę zza morza. Dlaczego ważniejsze jest dla
niego zawarcie pokoju z pustynią niż z tamtymi?
Mocno zacisnęłam usta i wróciłam do pływania na plecach.
– Shalio – powiedziała podejrzliwie Kata. – Ty coś wiesz.
– Nie spodoba ci się to – odparłam.
– Shalio – powtórzyła.
– Wydaje mi się, że chodzi mu o to – powiedziałam. – O jezioro.
Nagle przestałam słyszeć jej ruchy w wodzie.
– Dlaczego tak sądzisz?
– W ramach umowy małżeńskiej wyślą swoich ludzi, by przyjrzeli się Jitrze i górom –
odrzekłam. – Powiedzieli, że ich zdaniem na pustyni kryją się odszczepieńcy z Trifectate i
chcą ją przeszukać, wydaje mi się jednak, że będą szukać czegoś innego. A to jedyne
miejsce, które moim zdaniem może ich zainteresować.
– Nie możesz im na to pozwolić – powiedziała Kata, łapiąc mnie za rękę.
Podniosłam głowę.

– Nie martw się – odparłam. – Żaden członek klanu nigdy dobrowolnie nie dopuści do
tego, by to miejsce zostało odkryte. Zagrozić nam może jedynie brak wody i zwrócone
przeciwko nam duchy – rzekłam. – Ukryją tę rezerwę najlepiej, jak potrafią. Nawet ty nie
umiesz znaleźć drogi do tego miejsca, a przecież woda cię przyciąga. – Spojrzałam na nią. –
Gdyby coś stało się z jeziorem… Czy miałoby to wpływ na twoją moc?
– Nie – odparła, potrząsając włosami. – Ta woda jest czysta i pełna mocy, ale Aede
Wody znajduje się na wyspach.
– To dobrze – rzekłam.
– Gdybym ci powiedziała, że to odbierze mi moc… Czy to by coś zmieniło? – spytała.
– Co mogę zrobić, żebyś nie zgodziła się na to małżeństwo?
Spojrzałam na nią z wściekłością, ale nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Nie potrafiłam
znieść myśli o tym, że ktoś mógłby zrobić jej krzywdę, ale co tak naprawdę mogłam uczynić,
żeby to wszystko powstrzymać?
– Uważam, że to małżeństwo jest niebezpiecznym błędem – powiedziała Kata. – Co
gorsza, odetnie cię to od tych, którzy mogą ci pomóc. Jemu daje wszystko, a ciebie
pozostawia bezsilną.
– Nie – odparłam. – Uczyni mnie królową i zapewni bezpieczeństwo mojej rodzinie. I
nic nas to nie kosztuje.
– Nasza przyjaźń nie jest niczym.
Przez dłuższą chwilę patrzyłam jej w oczy.
– Dlatego nikt nie może nam jej odebrać. Niezależnie od tego, gdzie będziemy.
Pokiwała głową, nadal niepewna, a ja zaczęłam płynąć u jej boku z nadzieją, że
zawsze przy mnie będzie.


ZAMÓW JUŻ DZIŚ!

Copyright © 2014 My fairy book world , Blogger