Anna Harłukowicz-Niemczynow - Dziewczyna z warkoczami

Anna Harłukowicz-Niemczynow - Dziewczyna z warkoczami


Data wydania: 15.02.2018
Wydawnictwo Filia

Paulina, studentka pedagogiki, ma dobry, ciepły dom, wspaniałych rodziców i cudownie zapowiadającą się przyszłość. Nie podejrzewa, że najbliżsi skrywają przed nią tajemnicę. Kiedy poznaje starszego od siebie Mikołaja, jej życie zmienia się diametralnie. Przygoda, która miała być tylko przerwą w życiu, staje się całym jej światem. Dziewczyna nie ma pojęcia, że siłą jej uczucia kieruje ktoś, kogo już dawno nie ma na tym świecie.

Kim jest dziewczyna z warkoczami, którą wspomina Mikołaj, rodzice Pauliny i ona sama? Jak mocno pamięć może wpływać na teraźniejszość? I czy kocha się tylko raz?

Piękna opowieść o pamięci, miłości i losie, który chociaż zależy od nas, to został już raz zapisany w gwiazdach. My musimy tylko właściwie odczytywać znaki.




Bardzo długo czekałam z opublikowaniem tej recenzji, bo mam co do tej książki mocno mieszane odczucia. Po pierwszych spotkaniach z twórczością Ani Harłukowicz-Niemczynow byłam bardzo zadowolona, spodobał mi się jej styl i lekkość w wyrażaniu uczuć, a co najważniejsze — zarówno jej debiutancka książka, jak i świąteczne opowiadanie były autentyczne. Dziewczyna z warkoczami za to mnie do siebie nie przekonała. Dlaczego? O tym poniżej.

Nie będę opisywać wam wydarzeń, ponieważ opis książki przygotowany przez autorkę i wydawnictwo jest wystarczający. Opowiem wam za to o tym, co sądzę o fabule. Opis zapowiada nam tajemniczą historię studentki i sporo od niej starszego mężczyzny, miała być to piękna opowieść o miłości i przeznaczeniu. Jak wyszło? Według mnie mocno słabo. Przede wszystkim dlatego, że niespodzianka, czy też wydarzenie, które miało być zwrotem akcji, były czymś do przewidzenia. Po drugie i tutaj największy mój zarzut wobec tej powieści — historia Pauliny i Mikołaja jest, według mnie, mało wiarygodna i mocno naiwna. Trudno opisać, o co dokładnie mi chodzi, bez zdradzania szczegółów. Napiszę jedynie, że cały rozwój relacji pomiędzy Pauliną a Mikołajem jest tak cukierkowy i infantylny, że ciężko mi uwierzyć, że coś takiego mogłoby mieć miejsce w realnym życiu. Jednak, gdyby nie zwracać uwagi na realizm tej historii i spojrzeć na nią jak na zwykłe, szybkie czytadełko, to jest całkiem okay, bo książkę czyta się niesamowicie szybko.

Przyznaję, że żadnego z bohaterów nie polubiłam... Paulina opisywana jest jako dziewczyna dojrzała, a zachowuje się zupełnie odwrotnie i strasznie mnie tym swoim zachowaniem irytowała. Co do Mikołaja mam mieszane odczucia, bo z jednej strony zachowywał się bardzo czarująco, to jednak coś mi zgrzytało i nie poczułam do niego sympatii...

Teraz rzecz, przez którą tak zwlekałam z opublikowaniem tego wpisu... W swojej debiutanckiej powieści autorka ujęła mnie lekkim stylem oraz umiejętnym i obrazowym przedstawieniem emocji towarzyszących głównej bohaterce. W Dziewczynie z warkoczami tego nie odnalazłam, zastanawiałam się, czy te dwie książki napisała ta sama osoba, czy też sytuacja wygląda tak przez korektę i redakcję, którymi zajmowały się różne osoby — nie wiem, w czym tkwi problem, czy też różnica, jednak W maratonie życia podobało mi się o wiele bardziej. Przyznaję, że książkę czytało się bardzo szybko, jednak dla mnie to nie wystarczy, by ocenić ją jako coś dobrego i wartego polecenia.

Dziewczyna z warkoczami to druga powieść Anny Harłukowicz-Niemczynow opowiadająca o młodej dziewczynie, której losem, niejako, kierowało przeznaczenie. Pomysł na fabułę był naprawdę bardzo dobry i ciekawy, jednak gdzieś po drodze wydarzyło się coś złego i wykonanie mnie nie zachwyciło. Dziewczyna z warkoczami to książka, którą można potraktować jako lekkie czytadło, przy którym można wyłączyć myślenie i w tej roli sprawdzi się bardzo dobrze, jednak jeśli szukacie czegoś więcej i zwracacie uwagę na autentyczność bohaterów i ich zachowań to możecie się tą powieścią rozczarować. Mnie pozostaje czekać na kolejną powieść autorki, by sprawdzić, czy Dziewczyna z warkoczami to był wypadek przy pracy, czy też W maratonie życia było jedyną dobrą powieścią spod jej pióra. 


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Filia.
Jestem bohaterką książki!! || Łucja Wilewska - Po drugiej stronie nieba

Jestem bohaterką książki!! || Łucja Wilewska - Po drugiej stronie nieba


Data wydania: 11.04.2018
Wydawnictwo Videograf

Dlaczego w życiu jest tak, że kiedy jedne sprawy rozwiązują się, na ich miejsce pojawia się dziesięć kolejnych? Uzyskane w końcu odpowiedzi nie tylko nie wyjaśniają sytuacji, ale powodują namnożenie się nowych pytań. Czy jeśli już wszystko wiem, to oznacza, że mogę spocząć na laurach i w końcu odpocząć? Czy przeciwnie: powinnam przygotować się na to, że mój poukładany w końcu świat zawali się na nowo, w jeszcze bardziej pokręcony sposób? Drugi tom "Sagi Czasu Przemiany" wrzuca nas w wir wydarzeń będących bezpośrednią kontynuacją historii opisanych w "Ósmym niebie". Czy związek Łucji z Adamem przetrwa próbę? Co zrobią, gdy na ich drodze ponownie pojawi się Mikael? Czy Róża i Gabriel namieszają tak bardzo, jak we wszystkich poprzednich życiach? Jaki sekret nosi w sobie Marcin i kim jest jego bliźniak z równoległego świata? W tym tomie dowiemy się prawdy o Łucji i Adamie, poznamy historię ich miłości, która nas zachwyci. Zapraszam Cię na najbardziej pasjonującą podróż twojego życia. Tutaj nic nie jest oczywiste ani jednoznaczne. Rzeczywistość miesza się z przywidzeniami, jawa ze snem, fakty z ułudą, dwa równoległe światy nakładają się na siebie. Pytanie, w którym ty żyjesz? Czy druga część sagi wyjaśni zagadki "Ósmego nieba"? Czy przeciwnie: wygeneruje masę nowych pytań? O tym musicie przekonać się sami. Drugi tom wciąga jeszcze bardziej niż pierwszy, akcja nie zatrzymuje się ani na moment. Po drugiej stronie nieba to wyjątkowa, magiczna opowieść o miłości i aniołach, a zarazem współczesne ujęcie tematu objawienia, osadzone w nurcie nowej duchowości.


Po zakończeniu pierwszego tomu Sagi Czasu Przemiany byłam bardzo ciekawa, jak autorka dalej poprowadzi całą akcję. Po drugiej stronie nieba jest książką bardziej nostalgiczną, delikatniejszą i magiczną od Ósmego nieba.

Bohaterów dobrze znamy z pierwszej części, jednak Łucja Wilewska dodała kilka nowych postaci, które w bardzo fajny sposób urozmaiciły książkę, trochę zamieszały w życiu Łucji i Adama. Ta książka na długo zapadnie w mojej pamięci jednak dzięki pewnej postaci drugoplanowej, którą jestem ja! Przeczytać o sobie w książce to coś bardzo miłego i do takiej powieści podchodzi się zupełnie inaczej niż innych, nie mogę jednak powiedzieć, w którym momencie książki spotkacie Ewelinę, bo byłby to, niestety, spojler. Wracając jednak do głównych postaci — Łucja i Adam zmienili się, dojrzeli, patrzą na świat i swój problem z innej perspektywy. Róża i Gabriel — nowi bohaterowie, mają bardzo ciekawe charaktery, a ich wpływ na Łucję i Adama pokazuje, według mnie, że nie warto kurczowo trzymać się dawnych uczuć i przyzwyczajeń, bo gdy odpuścimy, możemy doświadczyć czegoś naprawdę wartościowego.


Co do fabuły, to jestem zaskoczona tym, jak poprowadziła ją autorka. W sumie sama nie wiem, czego się spodziewałam, jednak Łucji Wilewskiej udało się mnie kilka razy zaskoczyć. Bohaterów czeka długa droga do odkrycia rozwiązania problemu, z którym się mierzą, a w trakcie rozwiązywania tej zagadki spotkają sporo utrudnień, które ciekawie urozmaicają fabułę. Wraz z Łucją i Adamem odwiedzimy kilka pięknych zakątków, poznamy ciekawe postaci a co najważniejsze — dzięki całej tej drodze lepiej poznamy ich samych.

Łucja Wilewska pisze bardzo delikatnie i lekko, a zarazem plastycznie i obrazowo. To, co najbardziej mnie ujmuje w książkach autorki to sposób, w jaki pisze o miłości — uczucie łączące bohaterów jest silniejsze niż wszystko, co znane na niebie i ziemi, jest ponadczasowe i po prostu piękne. Obie części Sagi Czasu Przemiany skłaniają do zastanowienia się nad istnieniem istot nadprzyrodzonych, takich jak anioły.


Po drugiej stronie nieba to cudowna kontynuacja rewelacyjnej powieści, opowiadającej o wierze, przyjaźni, rodzinie i ponadczasowej miłości. Jestem pewna, że historia opowiedziana przez Łucję Wilewską was zaczaruje i wciągnie od pierwszej przeczytanej strony!




Książkę Po drugiej stronie nieba objęłam patronatem medialnym i za tę możliwość dziękuję Wydawnictwu Videograf.
Kuba Sobański jakiego nie znacie - wywiad z głównym bohaterem serii

Kuba Sobański jakiego nie znacie - wywiad z głównym bohaterem serii


Hej Kochani, serdecznie zapraszam do przeczytania tego nietypowego wywiadu. Tym razem na pytania odpowiadał Kuba Sobański, główny bohater serii o seryjnym mordercy z Krakowa. 


Bogusia Katarzyna Serpa

Co przeżyłeś w dzieciństwie, że aż tak odbiło się to na Twej psychice?  
KS: Bliższe spotkanie z siostrzyczką, a raczej tym czy stała się pewnego jesiennego dnia, gdy postanowiła skrócić sobie drogę ze szkoły na przystanek przez park.

Czy mordowanie podnieca Cię i czerpiesz z tego satysfakcję?
KS: Nie nazwałbym tego podnieceniem, podniecają mnie kobiety, ale nie w taki sposób. Mordowanie daje mi coś w stylu wewnętrznego spełnienia. Przyjemność odczuwa dusza, nie ciało. Czerpię namiastkę satysfakcji. Zawsze jest ono próbą odtworzenia zabicia jednej i tej samej osoby, tylko w sposób brutalniejszy niż miało to miejsce naprawdę. Wspomagam się wyobraźnią, kiedy zabijam, nie widzę prawdziwej ofiary, tylko Klarę.

Monika Dela

Czy czujesz się Bogiem czyjegoś losu? 
KS: O tak. Gdy zniewalam ofiarę, przykładam nóż do jej ciała, słyszę jej przyśpieszony oddech, widzę drżenie rąk, przerażenie mieniące się w oczach i gasnącą nadzieję na przeżycie czuję się Bogiem. Decyduję o tym, kiedy umrze i jakich cierpień zazna, zanim dusza na zawsze opuści jej ciało, a blask w oczach bezpowrotnie zgaśnie.

Setsuna Meiou-Ryś

Jak wyglądało Twoje dzieciństwo?
KS: Beztrosko i niewinnie, w wielkim dobrobycie aż do dnia, w którym zderzyłem się z prawdziwym demonem. Dobrobyt pozostał, niewinność zastąpiło cierpienie z czasem zmieniające się w szaleństwo.

Aneta Garbas 

Kuba, gdybyś w drugim życiu nie był Rzeźnikiem Niewiniątek, wręcz przeciwnie twoim przesłaniem byłoby aż za mdłe dobro, jak chciałbyś, żeby się nazwano (ksywka).
KS: Przyjaciel niewiniątek :)

Siedzisz w więzieniu koedukacyjnym wśród pięknych kobiet. Jak opanujesz swoje żądze? 😈  
KS: Gdyby istniało takie więzienie, najpierw zastanowiłbym się co zrobić, żeby dostać się na szczyt kolejki chętnych, potem nie opanowywałbym żądz. Bo I po co?

Benia Swiech

Jaki jest twój ideał kobiety- nie chodzi o sam wygląd? 
KS: Ideał kobiety to taka, przy której mogę być sobą, nie muszę udawać ani wstydzić się swoich mrocznych potrzeb. Taka, która je zrozumie lub przynajmniej spróbuje zaakceptować. Musi być też piękna, bo w przeciwnym razie nigdy nie będzie ideałem.

Chciałbyś się z nią zestarzeć? 
KS: Chciałbym, żeby dożyła do mojej starości.

Wiktoria Fijał

Czy jakbyś mógł zmienić pewne wydarzenie w swoim życiu, to które byś wybrał? Nigdy nie podrobił listu i tym samym nadal był z Julią, zawiadomił (w dzieciństwie) rodziców/policje o krzywdzie, jaką zrobiła ci siostra, tym samym ratując swoją psychikę od demonów czy wykorzystałbyś taką szansę przy innym przeżyciu? 
KS: Od lat zadaję sobie to pytanie, odpowiedź zmienia się razem z moim wiekiem I sposobem myślenia. Ale nie dotyczy żadnej sprawy, którą wymieniłaś. Kiedyś, dawno temu zmieniłbym dzień pierwszego spotkania z demonem Klary, przygotowałbym się do obrony. Później chciałem zmienić sposób, w jaki ją zabiłem. Zaplanowałbym to dokładniej, poczekał kilka lat I spędził z nią więcej czasu sam na sam. Gdy byłem starszy, tęskniłem za Adą Remiszewską, uważałem, że jej zabicie zrzuciło na mnie samotność. Teraz zmieniłbym coś innego. Sprawdziłbym dokładnie chatkę w górach, zanim zabiłem w niej Julię.

I jeszcze jedno — chciałbyś może, żeby ktoś ułożył o Tobie piosenkę? 
KS: Pewnie to byłoby niezwykłe. Stałbym się obiektem kultu jak Karol Kot albo Ted Bundy. Szkoda tylko, że potem musiałbym zabić osobę, która ją nagrała, zanim pochwali się swoim dziełem światu :)

Izabela S-ka

Czy kiedykolwiek chciałeś zranić siebie? Żeby zobaczyć, jak to jest? 
KS: Nie, za bardzo uwielbiam siebie, żeby chcieć zrobić sobie krzywdę. Poza tym doskonale wiem, co znaczy prawdziwy ból, i nie chcę więcej go odczuwać.

Aga Lenaa

Kuba, czy gdybyś mógł to, czy cofnąłbyś czas do momentu, kiedy twoja siostra zaczęła się nad Tobą znęcać i zwróciłbyś się o pomoc do kogokolwiek by dać kres jej poczynaniom? 
KS: Gdybym mógł, to cofnąłbym czas do tego dnia, ale po to, żeby powstrzymać Klarę. Nie wierzę, w czyjąś pomoc. Takie problemy można rozwiązywać tylko samemu.

Czy po tym, co przeżyłeś, będąc w tym miejscu, w którym jesteś, żałujesz, że zamordowałeś Julię i Sandrę? 
KS: Po części, choć to bardziej skomplikowane niż podział na żałujesz/nie żałujesz. Gdybym pozostawił je przy życiu, prawdopodobnie skończyłbym jako bankrut zarażony śmiertelną chorobą. Ale tęsknie za nimi. Zwłaszcza za Julią, miała w sobie coś niezwykłego, potrafiła w sobie tylko znany sposób sprawić, że wpuściłem ją do swojego życia głębiej, niżbym chciał. Sandra zarabiała mi sporo szmalu, też mi jej brakuje, w końcu kto nie tęskniłby za maszynką do robienia forsy?

Klaudia Kowalska

Skoro nie masz uczuć, skoro nie czujesz empatii, to, jak jest możliwe, byś odczuwał współczucie do Ady Remiszewskiej i do kolegi, który popełnił samobójstwo w więzieniu? 
KS: Ada była niezwykła, przypominała mi kobiecą wersję samego siebie. Tak jak ja była skrzywdzona I tak jak ja radziła sobie z bólem poprzez zabijanie. Czułem, że może mnie zrozumieć, że dzięki niej mogę zrozumieć głębsze uczucie takie jak miłość. Wybrałem inaczej I czuję tylko tęsknotę. A Michał? Cóż… fajnie jest mieć kumpla, nawet jeśli nic o mnie nie wie.

Czy myślałeś kiedyś o leczeniu psychiatrycznym? Bo w pewnym momencie nie chciałeś już zabijać. Nie wyszło, więc może psychotropy zamiast narkotyków? 
KS: Nie, przecież ja jestem tylko ofiarą cudzego szaleństwa. Poza tym nie wierzę, że szpital psychiatryczny może komuś pomóc, tak jak nie wierzę, że więzienie resocjalizuje. To miejsca, w których kończą ludzie mający pecha, bo dali się złapać. Narkotyki odciążają umysł od kłopotów. Dają chwilę wytchnienia, odpoczynku jednocześnie pieszcząc myśli. Lubię je, psychotropów nie próbowałem.

Roksana Wilk

Kuba, czy czułeś się kiedyś niewolnikiem własnych żądzy? 
KS: Cały czas nim jestem. Żądze są moim największym nałogiem, słabością czymś, nad czym nie potrafiłem zapanować, bo przyjemność jest zbyt duża, żeby zdrowy rozsądek utrzymał mnie w ryzach. Obecnie jestem na detoksie, ale nie mam złudzeń to tylko kontrola nad żądzami, niecałkowite ich wyeliminowanie.
Co Cię bardziej nakręca: strach ofiary czy sam akt mordu?
KS: Najbardziej nakręca mnie nienawiść I chęć zadania bólu. Nie każdej kolejnej ofierze, tylko tej jedynej. Tej, która umarła za szybko I której tanią namiastką były wszystkie następne. Strach ofiary, widok jej cierpiącego wyrazu twarzy I błysk wraz z życiem uciekający z oczu są nakręcające. Ale to nie dla nich zabijam. Zabijam, żeby zaspokoić pragnienie, którego nigdy w pełni nie udało mi się zaspokoić.

Kasia Sęk

Kuba Sobański — dostajesz propozycję współpracy z jednym z bohaterów książkowych, może to być detektyw, adwokat, morderca, czy też jakaś piękna bohaterka kobieca — wybór należy do Ciebie. Kogo wybierasz i dlaczego? K
S: Zdecydowanie musi to być piękna bohaterka kobieca. Kobiety są kluczowe w moim życiu. Mam do nich słabość a one do mnie. To przez kobietę jestem tu, gdzie jestem, kobieta narodziła moje demony. Ze znanych mi bohaterek książkowych wybrałbym Natalie Kranjic z “Życia De Luxe” Lapidusa. Córkę bossa mafii, rozpuszczoną dziewczynę z najbogatszej dzielnicy Sztokholmu, która w pewnym momencie porzuciła beztroskie życie, bo musiała bronić imperium ojca I zrobiła to w sposób bezwzględny. Mamy ze sobą coś wspólnego, oboje dorastaliśmy w raju, a któregoś dnia raj zmienił nam się w piekło I musieliśmy walczyć o przetrwanie w jedyny skuteczny sposób, zabijając. Myślę, że znalazłbym wspólny język z Natalie.

Marcin Zarębski

Co najbardziej kręci Cię w zabijaniu? To, że możesz zrobić, co zechcesz ze swoją ofiarą? Czy może coś innego? 
KS: Jest wiele czynników, które mnie kręcą. Władza nad ofiarą, panowanie nad jej losem i to uczucie, gdy stajesz się Bogiem decydującym o długości I jakości jej życia… Jednak to tylko dodatki, najważniejsze jest ponowne przeżycie tej jednej, jedynej zbrodni, która była niekompletna. Zabijając następne, mogę ją niejako dokończyć.

Wolisz, żeby myślano, że Rzeźnik Niewiniątek jest już martwy czy jednak wolałbyś, żeby ludzie wiedzieli, że żyjesz i czuli przed Tobą strach? 
KS: Wolę, żeby myśleli, że jest martwy. Mnóstwo wysiłku kosztowało mnie sprawienie, żeby tak właśnie myśleli. Nie prosiłem się o sławę. Ci, którzy przez zabijanie chcieli być sławni, zwykle marnie kończyli.

Marcin Tomkowiak

Kiedy twoja psychika zrozumie, że jesteś w błędnym kole? Czy nie lepiej było się w rzeźni zatrudnić?
KS: W rzeźni nie ma pięknych kobiet, dragów I BMW M3, są tylko zwierzęta, które przemienia się w pokarm a do tego płacą groszowe stawki. Jaki miałoby to sens?

Ewelina Łukawska

Czy czasami się wahasz? Może gdzieś drzemią w Tobie resztki sumienia?
KS: Sumienie nie istnieje, gdy żądze biorą górę. Wahałem się tylko dwa razy, przy Julii i Adzie Remiszewskiej. Julia wiele dla mnie znaczyła I jej śmierć mogła zrzucić na mnie masę kłopotów, a Ada była taka sama jak ja, wyjątkowa.

Co by było, gdyby mysz przechytrzyła kota i to Ty byś stał się ofiara? Bałbyś się? 
KS: Walczyłbym, ale na pewno bym się bał. Odczuwam strach jak inni ludzie, nie jest mi on obcy. Zwykle jednak żądze są w stanie pokonać strach I zdrowy rozsądek.

Dominika Rogalska

Kuba, powiedz mi, proszę, jak to jest być dosłownie wypatroszonym jak Twoje ofiary, ale z uczuć, empatii, wszystkich emocji takich jak współczucie, czy po prostu sumienia i człowieczeństwa? 
KS: Wyobraź sobie, że jesteś wspaniałym robotem. Doskonałą zaprogramowaną na chłodne analizowanie faktów maszyną, na określanie co jest dla Ciebie korzystne a co nie I skoncentrowaną wyłącznie na osiąganiu własnych celów. Wyobraź sobie, że ludzie to jedynie mrówki, które chodzą po świecie z jednego powodu- bo mają zachowywać się tak, żeby Tobie było dobrze, a jeśli się tak nie zachowują, musisz ich odpowiednio zmanipulować, a wiesz, że to jest proste, bo jesteś lepsza I inteligentniejsza od nich. Ewentualnie gdy Ci nie wychodzi, musisz ich wyeliminować, a ich eliminacja też sprawia Ci przyjemność. Mniej więcej tak to właśnie jest.

Proszę, opisz mi, jak czuje się osoba, która zabawia się w Boga, odbierając innym największy dar, jakim jest życie, byłeś wtedy niczym Bóg, czy jak chłopiec na posyłki samego Szatana? 
KS: Zdecydowanie czuję się jak Bóg, mogę zrobić z ofiarą ,co tylko zechcę, jej bezbronność jest taka nakręcająca, w intensywności zadania jej bólu ogranicza mnie tylko wyobraźnia. Polecam spróbować, to uczucie jest niepowtarzalne.

Monika Okrasa

Kuba, czy chciałbyś się kiedyś zakochać i czy wyobrażasz sobie założyć w przyszłości rodzinę i mieć z ukochaną dzieci- planowane czy raczej jak już to z "wpadki"?
KS: Nie wiem, czy potrafiłbym się zakochać, to musiałaby być kobieta, która jest w stanie mnie zrozumieć, być taka jak ja, a jednocześnie potrafić rozbudzić we mnie najbardziej niezwykłe I niezrozumiałe ludzkie uczucie. Znałem taką jedną, szkoda, że musiałem ją zabić. Rodziny nie chciałbym mieć. Jedyna, jaką znam, nigdy mi się nie podobała.

Czy nie korci Cię ciągle, żeby podzielić się ze światem, że jesteś kimś więcej niż oni? Np. po prostu im powiedzieć patrząc w oczy i podziwiać pojawiający się strach? 
KS: Korciło wiele razy. Pokazać wszystkim swoją siłę, pochwalić się sprytem i umiejętnościami. Nigdy tego nie zrobię, oznaczałoby to koniec bezpiecznego życia w raju, które uwielbiam.

Beata Depczyńska

Która z ofiar jest Twoją 'ulubioną' i dlaczego?
KS: Klara, to od niej się wszystko zaczęło. To ona najpierw zmieniła mnie w potwora, odpowiadała za narodziny moich demonów. Każda kolejna ofiara jest tylko namiastką Klary, substytutem mającym zastąpić jedyną idealną. Coś jak Tiger próbujący zastąpić Red Bulla, niby smakuje podobnie, ale to nie to samo.

Co jest kluczem do idealnej zbrodni? 
KS: Planowanie, organizacja, przewidywanie sposobu myślenia przeciwnika, czyli policji, opanowanie, zimna krew I łut szczęścia.

Magdalena Adriana Moruś

Kuba powiedz mi, kim naprawdę jesteś, kiedy rano wstajesz, kogo widzisz? 
KS: Zależy od dnia. Gdy jest dobrze przystojnego mężczyznę, który może robić wszystko, na co ma ochotę. Gdy jest źle niewinnego chłopca skrzywdzonego przez potwora ukrytego pod powłoką pięknej I niezrównoważonej kobiety.

Jesteś ojcem zamordowanej przez Ciebie dziewczyny, co byś na jego miejscu zrobił Tobie. Jaką karę sam sobie byś wymierzył i dlaczego? 
KS:  Nie wiem, jak to jest być ojcem, ale gdybym był na jego miejscu, z pewnością chciałbym zabić takiego kogoś jak ja.

Tom Gune
Kuba po pierwsze chcę Ci powiedzieć, że bardzo Cię chłopie lubię... Trochę słabo, bo nie należysz do kategorii osób, które powinno się lubić. Zresztą Twoi przyjaciele kończą nie najlepiej... Nic, w nadziei, że mnie nie odnajdziesz w celu zaciukania, pytam.
Czy czujesz się bardziej katem, czy ofiarą? (Gdyby Twoje otoczenie w odpowiedniej chwili zareagowało, może dziś byłbyś kimś innym?) Dlatego zastanawiam się, ile jest w Tobie małego skrzywdzonego dziecka, a ile okrutnego łowcy?
KS: Mnie nie da się nie lubić, ciężko pracuję na swój wizerunek, a Twoje słowa tylko potwierdzają, że jestem w tym świetny. Oczywiście, że jestem ofiarą. Ja, Sonia, Ada, wszyscy jesteśmy niewinnymi ofiarami ludzkiego szaleństwa, a nasze czyny są tego konsekwencjami. Okrutny łowca to cały czas niewinny chłopiec, tyle że zdążył podrosnąć.

Zakładając, że w przyszłości otwierasz firmę Dyskretnie, Czysto, Pewnie zajmującą się morderstwami na zlecenie, którego z (anty) bohaterów komiksów zatrudniłbyś na stanowisko prezesa wykonawczego? 
KS: Zadałeś mi bardzo trudne pytanie… Wiem, kogo zatrudniłbym do mokrej roboty, byłby to Joker, bo koleś niczego się nie boi I ewidentnie robota sprawia mu przyjemność. Ale rola prezesa wymaga planowania, myślenia strategicznego I częstszego przebywania w cieniu, niekoniecznie chwalenia się każdą egzekucją przed całym światem, choć w ten udałoby się zredukować koszty marketingu. Chcąc nie chcąc zatrudniłbym Pingwina, bo to gangster z krwi I kości, trochę szalony, czasem przegina, ale solidnie wykonuje swoją robotę, nie robiąc z tego zbytniego show. Oczywiście, jeśli okoliczności pozwalają. Ewentualnie Poison Ivy, bo jest gorąca i potrafi zabijać bez zostawiania ewidentnych dowodów swojej roboty.

Agnieszka Sontowska

Ja mam tylko jedno...Jak pachnie śmierć? 
KS: Jak wódka z red bullem. Mieszanina ostrych I słodkich aromatów, które aż szczypią w nos ;)

Beata Rolka

Kuba i co dalej, jak będziesz żył? Może wybierzesz śmierć swoją śmierć? 
KS: Nie, swoją śmierć wybierają tchórze, a ja jestem odważny. Jeszcze nie wiem, co będzie dalej z moim życiem, ale zapewniam Cię, że jakoś sobie poradzę.

Monika Baszkowska

Kuba, jakie są twoje największe fetysze oraz jakie uczucia wzbudza w Tobie widok swojej martwej ofiary? 
KS: Widok martwej kobiety zwykle sprowadza na mnie błyskawiczne otrzeźwienie. Kończy się trans, demony wystraszone konsekwencjami swoich czynów uciekają, przekazując ster logice. Sam widok ofiary mnie obrzydza, w transie rytuału odpływam, widzę tylko Klarę. Poza kilkoma wyjątkami one zawsze są Klarą. Przy otrzeźwieniu myślę o ewentualnych błędach, jakie mogłem popełnić, próbuję przewidzieć rozumowanie policji I posprzątać po sobie.
Moim największym fetyszem jest chęć nieustannego torturowania siostry. Cierpię, bo mogłem ją zabić tylko raz I zrobiłem to szybko, niezbyt brutalnie. Nie miałem okazji wyładować swojego cierpienia, odpłacić się w pełni bólem za ból. Tylko ponowne przeżywanie tego, co już było, lecz w sposób bliższy ideałowi pozwali mi odczuć pełnie zaspokojenia.

Sylwia Włodarczyk

Gdybyś mógł cofnąć czas, to której ze swoich ofiar byś nie zabił i dlaczego?
KS: Kiedyś myślałem, że nie zabiłbym Ady Remiszewskiej, której śmierć sprowadziła na mnie samotność. Później przestałem tak uważać, mam towarzystwo, równie niebezpieczne co ja I wcale nie jest mi z nim do śmiechu. Żałowałem też Julii, ale ona zawsze wybierała kogoś innego niż mnie. Najpierw Tomka, potem Sandrę. Tak naprawdę nie zabiłbym Klary, ale tylko po to, żeby odczekać jakiś czas, dać jej się rozwinąć, poznać jej sekrety, pozwolić poczuć się bezpiecznie, a potem zabijać ją godzinami a może nawet całymi dniami podczas najbardziej wyrafinowanych tortur. Kto wie, gdybym zadał jej niewyobrażalny ból, być może nie musiałbym dalej zabijać…?

Czy jesteś w stanie szczerze porozmawiać o tym, co ci się przytrafiło w dzieciństwie ze swoimi rodzicami i ponieść konsekwencje swoich czynów? 
KS: Nie. Z moimi rodzicami nie chciałbym rozmawiać, oni są ślepi I naiwni. Żyli pod jednym dachem z dwójką skrzywdzonych dzieci z czasem zmieniających się w potwory, a nie byli tego w stanie dostrzec. Żadne z nich nie zasługuje na moją szczerość. Konsekwencje? Robię to, na co mam ochotę, nie uważam, że powinienem ponosić za to konsekwencje. 




Jak Wam się podoba taka forma wywiadu? Czy poznanie Kuby Sobańskiego od tej strony sprawiło, że zmieniliście o nim zdanie?

Pora na wyniki, najciekawsze pytania, według mnie i Adriana zadał Tom Gune, serdeczne gratulacje! To do Ciebie poleci egzemplarz Wyroku Diabła.
Podeślij dane do wysyłki na e-mail ewelinanawara1991@gmail.com 
Agnieszka Lingas-Łoniewska - Kiedy zniknę & Kiedy wrócę || Przedpremierowo

Agnieszka Lingas-Łoniewska - Kiedy zniknę & Kiedy wrócę || Przedpremierowo

Data wydania: 18.04.2018
Wydawnictwo Novae Res


KIEDY ZNIKNĘ

Co Zrobiliście Tamtego Lata?

Mateusz to utalentowany gitarzysta i autor pięknych piosenek. Razem z matką i siostrą mieszka w niewielkiej Rokietnicy. Kiedy otrzymuje szansę na zrobienie kariery rockowej, nie waha się ani chwili, aby wyrwać się z dusznego, przeoranego podziałami miasteczka i zapewnić sobie lepszą przyszłość. 
Jednak gdy wszystko wydaje się wreszcie układać, na jaw wychodzi tajemnica z przeszłości. Mateusz chcąc nie chcąc będzie musiał się z nią zmierzyć i ponieść konsekwencje, które miały miejsce przed jego narodzinami.

KIEDY WRÓCĘ

Mateusz wyjeżdża na Podkarpacie i tam spotyka dziewczynę, która skrywa koszmarną tajemnicę. Kosma nie może wybaczyć sobie tego, co się stało i odsuwa się od Matyldy. Wojtek i Ewelina wyjeżdżają z Rokietnicy, a Leon i Weronika stają przed bardzo poważnym wyborem. Znowu niewyjaśnione, zadawnione spory zdają się wpływać na życie młodych ludzi, a tajemnice z przeszłości nadal ciążą nad bohaterami niczym okrutne widmo sprzed lat. Czy miłość jest na tyle mocna, że poradzi sobie z ludzką nienawiścią i złem w czystej postaci?


Przed lekturą tych książek uzupełnij zapas chusteczek i czekolady. 


Dylogia Kiedy zniknę i Kiedy wrócę to propozycja dla fanów książek z gatunku New Adult, jednak dzięki ukrytemu w tych powieściach dramatowi, trafią w gusta nie tylko młodszych czytelników.

Naprawdę bardzo długo zastanawiałam się nad tym wpisem, ponieważ nie byłam pewna jak ubrać w słowa moje wrażenia po lekturze tych książek, jednocześnie nie zdradzając niczego ważnego z fabuły. Przy podwójnej recenzji jest to szczególnie ważne.

Bohaterami tych książek są młodzi ludzie, którzy żyją w ramach wyznaczonych przez społeczeństwo. Jednak zbieg okoliczności i zwykłe przyciąganie sprawia, że ich drogi się krzyżują, co bardzo nie podoba się ich rodzicom. Młodzi coraz częściej spotykają się całą paczką, starając się rozwikłać tajemnicę przeszłości i powód niechęci swoich rodziców. To, co odkrywają, wstrząsa całym ich światem i zmienia ich sposób patrzenia na świat i ludzi. Agnieszka Lingas-Łoniewska potrafi kreować tak autentycznych bohaterów, że z zapartym tchem śledzimy ich losy. Tak oczywiście było i tym razem. Każdy z bohaterów tych książek jest kompletnie różny, mają własne zainteresowania, problemy, pochodzą z różnych warstw społecznych. Połączyła ich jednak wspólna sprawa, przyjaźń i miłość, dzięki którym wspierają się i sprzeciwiają się podziałom ich miasteczka.

Jak wspomniałam wyżej, fabuła opiera się na odkrywaniu tajemnic przeszłości. Autorka powoli odkrywa przed nami kolejne fragmenty układanki, jednak pomiędzy nimi autorka bardzo sprawnie wplotła kilka wątków miłosnych, które rozluźniają napięcie i pozwalają poznać bohaterów z zupełnie innej strony. Obie książki łączą ze sobą elementy dramatu i sensacji z lekką literaturą młodzieżową, sprawiając, że przez cały czas w książce się coś dzieje, nawet przez moment nie można się nudzić.

Kiedy zniknę to powieść, która zaskakuje i wzrusza. To opowieść o krzywdzących podziałach społecznych oraz o błędach przeszłości, za które dzieci nigdy nie powinny płacić... Agnieszka Lingas-Łoniewska po raz kolejny udowodniła, że nie bez powodu nosi pseudonim Dilerka Emocji. Kiedy zniknę to prawdziwa bomba, która wybucha w najmniej spodziewanym momencie. 
Kiedy wrócę to książka naładowana emocjami i niosąca bardzo ważny i aktualny przekaz – warto spojrzeć na człowieka, nie zważając na jego status społeczny. Ta książka jest idealnym dopełnieniem Kiedy zniknę.

Kiedy zniknę i Kiedy wrócę to książki, które porwą was od pierwszej przeczytanej strony i nie wypuszczą aż do ostatniej. Te powieści są idealne dla każdego, kto szuka w książkach autentycznych emocji i bohaterów tak prawdziwych, że mogliby żyć gdzieś obok. Gorąco polecam!



Kiedy zniknę i Kiedy wrócę to książki, do których miałam przyjemność pisać rekomendacje. Za tę możliwość dziękuję Autorce oraz Wydawnictwu Novae Res.


Dorota Gąsiorowska - Dziewczyna ze sklepu z kapeluszami

Dorota Gąsiorowska - Dziewczyna ze sklepu z kapeluszami

Data wydania: 4.04.2018
Wydawnictwo Znak Literanova


Ile tajemnic jest w stanie ukryć jedno serce i jedna rodzina?

Kamelia wraz z babcią prowadzą w Krakowie rodzinne atelier z kapeluszami. Pewnego dnia w salonie pojawia się przystojny dziennikarz, zainteresowany stuletnią historią tego miejsca. Jego pytania dotykają jednak spraw, o których starsza pani wyraźnie nie chce mówić. Kilka dni później Kamelia otrzymuje od babci broszkę z zagadkową inskrypcją. Czuje, że prezent ten może mieć związek z rodzinną tajemnicą sprzed lat. Dziewczyna za wszelką cenę chce ją odkryć. Tymczasem dziennikarz zaczyna być bardziej zainteresowany piękną Kamelią niż historią pracowni. Na dodatek w życiu młodej kobiety pojawia się jeszcze jeden mężczyzna…
Którą z tajemnic będzie Kamelii łatwiej rozwikłać – tę z przeszłości czy tę, która kryje się w jej własnym sercu?



Ta książka to moje pierwsze spotkanie z twórczością Doroty Gąsiorowskiej, więc sięgając po nią, nie wiedziałam czego się spodziewać. Sam opis bardzo mnie zainteresował, poza tym bardzo chętnie sięgam po książki, których akcja toczy się w moim ukochanym, rodzinnym Krakowie. Jak wypadło moje pierwsze spotkanie z autorką? O tym poniżej.

Po przeczytaniu tej książki moją pierwszą myślą było "gdzie się podziała magia Krakowa"? Przyznaję, że miałam nadzieję, że autorka odda niesamowity klimat mojego miasta, zwłaszcza że główne bohaterki prowadzą atelier z kapeluszami, co samo w sobie jest niezwykłe. Oczywiście mamy piękne opisy miejsc, jednak czytając je, nie czułam, że to właśnie o Krakowie mowa.

Cała fabuła opiera się na rodzinnej tajemnicy, którą Kamelia postanawia odkryć. Początek książki jest bardzo powolny, myślę, że spokojnie mogę napisać, że niewiele się tam dzieje, ale mniej więcej w połowie książki akcja przyspiesza i do samego zakończenia nie można narzekać na nudę. Wydaje mi się, że autorka miała ciekawy pomysł na książkę, jednak nie do końca potrafiła go zrealizować, ponieważ przez pierwszą część książki nic się nie dzieje, po to by w drugiej kolejne fakty wyskakiwały jak z kapelusza. Brakowało mi płynności, która pozwoliłaby czytać tę książkę z przyjemnością.

Co do bohaterów, to mam wrażenie, że są tacy trochę nijacy... Kamelia zachowywała się jak dziecko, które chciałoby mieć ciastko i zjeść ciastko... Ta bohaterka bardzo mnie irytowała i odbierała przyjemność czytania tej książki... Artur i Marek niby przyjaciele, ale pogadać "od serca" nie potrafią i tak chodzą wokół siebie na paluszkach.... Babcia Lidia niby miła starsza pani, a jednak zachowywała się samolubnie i impulsywnie. Każda z tych postaci myślała jednotorowo i brakło mi w nich czegoś, co pozwoliłoby się do nich przywiązać, lub pomyśleć, że to mogliby być ludzie, którzy żyją gdzieś obok. Myślę, że nie okłamię was, jeśli napiszę, że żaden z bohaterów nie zdobył mojej sympatii...

Dorota Gąsiorowska pisze bardzo plastycznym językiem, niezwykle dokładnie opisywała przedmioty w rękach bohaterów, małe miejscowości odwiedzone przez Kamelię także zyskały piękną oprawę. Miłą niespodzianką była dla mnie wycieczka do Babic, w których mam rodzinę, niezwykle przyjemnie było czytać o miejscu, które odwiedzałam. Autorka zachowała równowagę pomiędzy opisami a dialogami, jednak te drugie momentami wypadały trochę sztywno i brakowało im lekkości, którą miały opisy.

Dziewczyna ze sklepu z kapeluszami to powieść, która przyciąga tajemniczym opisem, a jej wnętrze zaskakuje ilością tajemnic, które może skrywać jedna rodzina. Powieść Doroty Gąsiorowskiej spodoba się fanom lekkiej literatury obyczajowej, mnie jednak brakło w tej książce polotu i emocji, dzięki którym mogłabym poczuć się częścią tej historii. Według mnie ta powieść jest po prostu dobra, nic poza tym. Jeśli lubicie lekkie, niewymagające książki z tajemnicą w tle to Dziewczyna ze sklepu z kapeluszami wam się spodoba.



Książkę możecie kupić TUTAJ i TUTAJ.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova. 
Joanna Gawrych-Skrzypczak - Księżyc jest kobietą

Joanna Gawrych-Skrzypczak - Księżyc jest kobietą

Data wydania: 15.02.2017
Wydawnictwo Czwarta Strona


Wspaniała opowieść, w której współczesne życie przeplata się z burzliwą historią.


Mięty przed wojną należały do pradziadków Anny, lecz okupacja pozbawiła rodzinę majątku. Anna, mimo przeciwności losu, zrealizowała swoje marzenie – w odzyskanym dworku prowadzi pensjonat i stajnię. Niezależna, lecz samotna, musi dokonać wyboru między Łukaszem, który zatrudnia się w Miętach, by uciec przed przeszłością, a Geraldem – intrygującym i zakochanym w niej finansiście z Jersey.

Anna niespodziewanie przekona się, że przeszłość skrywała przed nią wielką tajemnicę. Czy przewrotny los, który gnał bohaterów po świecie, może wpłynąć również na życie Anny?

Macie czasami tak, że obok książki przechodzicie obojętnie i dopiero gdy ktoś wam powie "weź ją, przeczytaj", robicie to i odkrywacie prawdziwą perełkę? U mnie tak było właśnie z książką Księżyc jest kobietą. Pani Oliwia z Wydawnictwa Czwarta Strona podsunęła mi tę książkę i jestem jej za to wdzięczna.

Największym atutem tej powieści jest jej klimat — od pierwszych stron autorka mnie oczarowała tą historią, nie chciałam się odrywać od czytania. W powieści Joanny Gawrych-Skrzypczak teraźniejszość przeplata się z przeszłością w sposób bardzo lekki i płynny. Z przyjemnością poznawałam historię Anny i jej przodków. Jeśli szukacie sensacji i gwałtownych zwrotów akcji to nie znajdziecie tego w tej książce, jednak ja jestem z tego powodu bardzo zadowolona. Stopniowo odkrywane karty przeszłości pozwalają powoli łączyć kolejne fakty, aż w końcu każdy wątek trafia na swoje miejsce i mamy pełen obraz niezwykłej historii rodzinnej.

Joanna Gawrych-Skrzypczak pisze bardzo lekko i plastycznie, dobierała język do określonego roku, w którym działa się akcja, płynnie przechodziła pomiędzy nimi. Widać, że autorka miała konkretny pomysł i skutecznie go zrealizowała — opowiedziała niezwykłą i piękną historię rodziny, której losy skomplikowała wojna.

W tej powieści mamy wielu bohaterów — tych, których poznajemy w czasach współczesnych, jak i tych, których autorka przedstawia nam, cofając się do przeszłości. Muszę przyznać, że to właśnie postaci z retrospekcji bardziej przypadły mi do gustu, to do nich poczułam większą sympatię. Nie oznacza to jednak, że Anna i Łukasz to bohaterowie, których nie można polubić. Wydaje mi się po prostu, że autorka większą uwagę poświęciła przeszłości niż teraźniejszości, przez co właśnie przodkowie Anny są bardziej wyraziści.

Księżyc jest kobietą to piękna i wzruszająca opowieść o rodzinie, miłości i przyjaźni, o wojnie, która odbiera wszystko to, co najcenniejsze. Ta powieść jest idealnym przykładem na to, że przeszłość miewa wielki wpływ na teraźniejszość i kolejne pokolenia. Joanna Gawrych-Skrzypczak stworzyła książkę, którą przeczytałam z wielką przyjemnością i którą gorąco wam polecam, zwłaszcza że już za parę dni premiera drugiego tomu — Może kiedyś innym razem, który objęłam swoim patronatem medialnym.



Książkę możecie kupić TUTAJ i TUTAJ.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona. 
Adrian Bednarek - Wyrok Diabła || Przedpremierowa recenzja patronacka

Adrian Bednarek - Wyrok Diabła || Przedpremierowa recenzja patronacka


Data wydania: 18.04.2018
Wydawnictwo Novae Res


Nigdy nie możesz być pewien, czy sprawujesz władzę nad swoim demonem, czy może to on kontroluje ciebie.

„Wyrok diabła” to czwarta część bestsellerowego cyklu powieści o Kubie Sobańskim, wziętym krakowskim adwokacie, jednocześnie seryjnym mordercy, który właśnie dochował się następczyni. Czy Sonia Wodzińska, osiemnastoletnia uczennica liceum, jest godna swojego mentora? Jak wiele będą w stanie wzajemnie dla siebie poświęcić, z czego potrafią zrezygnować i czy jest coś, co stanowi dla nich wartość większą od życia w raju?


Po bardzo zaskakującym zakończeniu Spowiedzi Diabła wprost nie mogłam doczekać się kolejnego tomu o Kubie Sobańskim. Nie wiem, jak to możliwe, ale polubiłam tego psychopatycznego seryjnego mordercę i chciałam wiedzieć, jak potoczą się jego dalsze losy. Jednak nic nie przygotowało mnie na to, co wymyślił dla niego Adrian Bednarek.



Seria o Kubie Sobańskim znana jest przede wszystkim z niezwykle obrazowo opisanych morderstw oraz prawdziwej inteligencji, jaką wykazuje się główny bohater. Tak też jest i w tej części, jednak tym razem sporą część akcji autor powierzył w ręce Sonii Wodzińskiej. Co do tej dziewczyny od samego początku miałam złe przeczucia i jak się okazało słusznie — oczywiście nie zdradzam, o co mi chodzi. Poprzez włączenie Sonii do akcji, Adrian Bednarek osiągnął jeszcze mroczniejszy i groźniejszy klimat, do samego końca nie wiemy, czego możemy się spodziewać. Kuba Sobański jest bardzo poukładanym mordercom, jednak jego młodsza partnerka ma chwiejny charakter, jest nieokiełznana, Kuba ma trudność z podporządkowaniem jej sobie.



Uważam, że podział narracji zastosowany przez autora był strzałem w dziesiątkę, ponieważ równocześnie możemy poznawać tę historię z perspektywy Kuby i Sonii. W poprzednich częściach poznaliśmy dość dobrze charakter Kuby, a co za tym idzie, wiemy, że autor nie miał najmniejszych problemów z wykreowaniem postaci, która miała dwie twarze. Jak wyszło z Sonią? Równie dobrze! Choć nie polubiłam tej dziewczyny, nie mogę zaprzeczyć, że jest bardzo charakterną, niesforną postacią, która lubi życie bez żadnych zasad. Równowaga zachowana pomiędzy rozdziałami z perspektywy obojga bohaterów stanowi dość ciekawy kontrast do prawdziwego bałaganu, w jaki zmieniło się życie Kuby.

Już od pierwszego zdania akcja pędzi, główni bohaterowie muszą zmierzyć się z wieloma przeszkodami. Z każdą chwilą pojawia się coraz więcej pytań, na które rozpaczliwie poszukujemy odpowiedzi. Z rozdziału na rozdział byłam bardziej zszokowana, ponieważ nie tak wyobrażałam sobie dalsze losy Kuby. Samo zakończenie jednak jest dla mnie największą niespodzianką i szokiem...


Jak wspomniałam na początku, Adrian Bednarek pisze bardzo obrazowo, nie boi się realistycznych i momentami brutalnych scen, dzięki czemu jego książki stanowią prawdziwy kąsek dla wielbicieli gatunku. Tym razem możemy dokładnie poznać morderczą stronę Sonii i towarzyszyć jej podczas polowań. Myślę, że śmiało mogę napisać, że to właśnie Sonia gra w tej książce pierwsze skrzypce — czy mi się to podoba? I tak i nie — jestem fanką Kuby, więc odrobinę brakowało mi jego mrocznej natury.

Wyrok diabła to książka, której nie sposób zamknąć w określone ramy. Historia Kuby Sobańskiego i Sonii Wodzińskiej szokuje i porywa, nie można się od niej oderwać. Rewelacyjna kreacja bohaterów, zaskakujący rozwój akcji i zakończenie, z którym trudno się pogodzić zagwarantują wszystkim świetną rozrywkę. Gorąco polecam!



Książkę możecie zamawiać TUTAJ i TUTAJ.



Książkę Wyrok diabła objęłam patronatem medialnym i za tę możliwość dziękuję Autorowi oraz Wydawnictwu Novae Res.


Od blogerki do autorki || Wywiad z Darią Skibą

Od blogerki do autorki || Wywiad z Darią Skibą


Daria Skiba, rocznik 1991. Wychowała się w Stroniu Śląskim. Z wykształcenia Technolog Żywności i Żywienia Człowieka, absolwentka Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Autorka bloga Kraina Książką Zwana, na którym z zamiłowaniem promuje literaturę rodzimą i zagraniczną. Współtworzy grupę na Facebooku "znamy-czytamy.pl". wspierając polskich autorów i promując ich twórczość. W życiu jest szczęśliwą mamą, odkrywającą zakamarki Szmaragdowej Wyspy. Uwielbia Within Temptation, taniec z ogniem i czekoladę. Kieruje się zasadą "wszystko jest możliwe, trzeba w to tylko mocno wierzyć".











Przyznaję, że przy żadnym innym wywiadzie się tak nie stresowałam, jak teraz. Ciężko jest zadać pytania osobie, z którą mam codzienny kontakt. Daria, myślisz, że uda nam się porozmawiać "na poważnie"?

Pierwsze pytanie i już takie trudne! Z Tobą może być ciężko porozmawiać poważnie, boję się co by było, gdybyśmy się w końcu spotkały, ale obiecuję, że się postaram!

Na początek opowiedz o twoich pierwszych krokach w blogosferze. Dlaczego postanowiłaś stworzyć Krainę Książką Zwaną?

Zawsze byłam bardzo aktywną osobą. Kiedy chodziłam do szkoły, należałam do wszelkich możliwych grup teatralnych, tanecznych, udzielałam się charytatywnie – ciężko było mnie utrzymać w domu, ale im więcej miałam zajęć, tym lepiej wszystko mogłam ogarnąć i pogodzić ze sobą. Kiedy poszłam na studia dzienne, podjęłam się również pracy. Życie w wielkim mieście dodawało większych możliwości i w domu również czasami bywałam gościem. Później jednak przyszedł czas, gdy zostałam szczęśliwą mamą – wcześniej ukończyłam studia, z pracy odeszłam na urlop macierzyński i przeprowadziłam się do rodzinnej miejscowości. Było wspaniale, ale w tym wszystkim czegoś mi brakowało, czegoś mojego. Po czterech miesiącach powiedziałam sobie, że muszę zrobić coś przede wszystkim dla siebie, a skoro dużo czytałam i pisałam krótkie opinie na portalu lubimy czytać, to postanowiłam stworzyć własne miejsce i tak powstała Kraina Książką Zwana.

Czy w momencie założenia bloga wiedziałaś, że chcesz wydać swoją książkę czy przyszło to z czasem?

Oczywiście, że nie! To znaczy, książkę chciałam wydać zawsze, ale to były raczej marzenia z kategorii „nie do spełnienia”. Jeszcze pół roku temu, czyli wtedy, gdy „Uwolnij mnie” było już ukończoną historią nie wiedziałam, że ją wydam. Z całą pewnością blog jednak pomógł mi obrać właściwy kierunek. Już pisząc recenzje podszkoliłam trochę swój język, któremu nadal daleko do ideału, ale chcę się dalej rozwijać i docierać do kolejnych czytelników. Pomysł na książkę przyszedł sam z siebie. Najpierw pisałam opowiadania, a jedno z nich postanowiłam pociągnąć dalej i udało się. 



Jesteś pomysłodawczynią projektu Znamy-czytamy.pl. Skąd pomysł na taką grupę? Czy od początku chciałaś, by wyglądało to tak jak teraz? Na jakiej podstawie dobrałaś współpracowniczki? 

Wolę określenie współpomysłodawczyni ;) Od zawsze lubiłam pomagać. Kiedy weszłam w blogosferę, tak naprawdę miałam zupełnie inne wyobrażenie o całym literackim światku. Dla mnie autor był osobą szalenie odległą i nieosiągalną. Wszystko zaczęło się zmieniać po pierwszych nawiązanych współpracach z autorami, wtedy uświadomiłam sobie, że to z reguły normalni ludzie tacy jak ja, Ty i każdy czytelnik. Oni również mają życie prywatne, często pracę, z której się utrzymują, a pisanie jest dodatkową pasją. Wtedy też zaczęłam dostrzegać, jak wielu polskim autorom ciężko jest się przebić na rynku i chciałam zorganizować coś, co szerzyłoby poznawanie polskiej literatury. Pomyślałam o wyzwaniu czytelniczym, jednak ubiegła mnie Kasia Bieńkowska z Poligonu domowego z wyzwaniem „Czytam, bo polskie”, które szczerze polecam i sama biorę w nim udział. Wtedy zaczęłam myśleć o czymś innym, skontaktowałam się z Kasią i rzucałyśmy pomysłami. Było ich kilka, ale ten okazał się chyba najlepszy. Jak na razie myślę, że grupa znamy-czytamy odnosi sukcesy i choć w niewielkim stopniu pomogła niektórym autorom. Pozostałe administratorki dołączyły z czasem – grupa się rozrastała, a my we dwie nie byłyśmy w stanie ogarnąć wszystkiego. Wiedziałam, że taka jedna Ewelina Nawara zwana Narwaną (wybacz, nie mogłam się powstrzymać!), Monika Halman i Grażyna Wróbel świetnie sprawdzą się i pomogą tworzyć to świetne miejsce. Tak przy okazji, dziękuję za pomoc! 

Przejdźmy do Twojej debiutanckiej książki - skąd pomysł na Uwolnij mnie? 

Myślę, że większość z nas trafiała na różne związki i różnych partnerów. Czasami bywało lepiej, innym razem gorzej. Nawet jeśli sami nie trafiliśmy na toksyczny związek, to z całą pewnością znamy takie przypadki. Często takie tematy zamiatane są pod dywan i uznawane za błahe, ale okazuje się, że często potrafią prowadzić do tragedii, a o przemocy i innych wątkach podjętych w „Uwolnij mnie” uważam, że trzeba mówić, a co najważniejsze spróbować pomóc osobom, które nie potrafią się same uwolnić. 

Łatwo zauważyć podobieństwo Twojego imienia do głównej bohaterki. Ile z Twojego życia prywatnego przeniosłaś na karty powieści? 

Samo imię wybrałam zupełnie przypadkowo i szczerze mówiąc myślałam o tym, żeby je zmienić, ale po jakimś czasie po prostu do niego przywykłam i chyba było jednak dobrym wyborem. Diana faktycznie ma sporo moich cech, o czym momentami nie zdawałam sobie sprawy, dopiero osoby, które znają mnie dłuższy czas powiedziały mi: „Daria, ona ma Twój humor, używa podobnych gestów”. Podobno każdy autor zostawia w swoich książkach cząstkę siebie. Moją cząstką z całą pewnością jest Diana. Ile z życia prywatnego przeniosłam do książki? Może jakieś 5-8%. Czytałam książki, które podsunęłam Dianie, mamy podobny tatuaż i byłam w miejscach, do których zaprowadziłam w swoich bohaterów (no, może w większości z tych miejsc). I mnie, podobnie jak ją ugryzł rekin… 

Jak wyglądał u Ciebie proces poszukiwania wydawcy? 

Właściwie nie wiem czy są inne drogi, jak rozesłanie swojego tekstu i czekanie na odpowiedź ;) Wiedziałam, że nie chcę wydawać w trybie self-publishing, ani vanity. Nie chciałam inwestować w samo wydanie książki, dlatego szukałam wydawcy, który w pełni pokryje te koszty. Dostałam kilka odpowiedzi z odmowami, większość wydawców w ogóle się nie odezwała. Pewna osoba jednego dnia powiedziała, żebym spróbowała napisać do Vectry. Nie znałam tego wydawnictwa, a po dwóch latach aktywnego blogowania myślałam, że znam wszystkie. Myliłam się, a wydawnictwo odpisało mi w rezultacie naprawdę bardzo szybko. 

Jaka była reakcja Twoich bliskich na wieść o wydaniu Uwolnij mnie? 

Cóż, byli chyba bardziej zaskoczeni niż ja, ponieważ o tym, że wydaję książkę dowiedzieli się dopiero jak znalazłam wydawcę. Wcześniej wiedziało kilka osób z mojego blogowego świata, a całą resztę poinformowałam znacznie później. Ciężko było ukryć przed narzeczonym momenty, w których otrzymywałam odmowne wiadomości, ale dałam radę. Cała rodzina wspiera mnie i mocno kibicuje, wszyscy wiedzą, że na punkcie książek mam kompletnego bzika. 

Debiutujesz w małym, niedoświadczonym wydawnictwie. Jaki masz więc pomysł na promocję książki? 

Mam niesamowite wsparcie wśród najbliższych – i tu wyjątkowo nie o rodzinie, a o Was – blogerzy, autorzy, czytelnicy. Nawiązałam niesamowite znajomości podczas blogowania i teraz widzę jak ogromne mam w Was wsparcie, za co będę już zawsze dziękować z całego serduszka. Od samego początku miałam świadomość, jak ważna jest reklama w mediach. Niezastąpiona Monika Halman z bloga Halmanowa stworzyła dla mnie najlepszy na świecie trailer, który nadal oglądam i mam ciarki na plecach. Świetnym pomysłem okazało się udostępnienie przez Ciebie fragmentów książki, które zachęciły do kupna powieści. Grażyna Wróbel i Magdalena Hupało stworzyły dla mnie grupę fanowską, do której serdecznie zapraszam! Staram się być otwarta, rozmawiać z każdym i cieszyć się z tego, co udało się osiągnąć. Mieszkam w Irlandii i postanowiłam dostarczyć swoją książkę również Polakom na Szmaragdowej Wyspie. To również był dobry pomysł, ponieważ już mam bardzo duże zamówienie, które szalenie mnie cieszy. Będę również na Warszawskich Targach Książki 19 i 20 maja, gdzie bardzo chętnie spotkam się z czytelnikami, porozmawiam i pośmieję się. Pomagają mi moi patroni medialni i autorzy rekomendacji za co jestem również niezmiernie wdzięczna! 


Uwolnij mnie jest już dostępne w księgarniach internetowych, powiedz więc, który z etapów od powstania do sprzedaży, był dla Ciebie najtrudniejszy i dlaczego właśnie on? 

To jest dla mnie trudne pytanie, ponieważ każdy etap był trudny, a kolejny wydawał się jeszcze trudniejszy. Napisanie historii, która ma ręce i nogi wcale nie jest takie proste, ale jeszcze trudniejsze jest znalezienie wydawcy. Kiedy już go znalazłam okazało się, że pojawienie się na polskim rynku wydawniczym to nie wszystko. Trzeba się zareklamować i cały czas ciągnąć tę machinę do przodu. Autor w dzisiejszym świecie nie tylko musi napisać książkę, ale jeszcze codziennie ją reklamować i starać się docierać do nowych czytelników. Teraz widzę, jak dużo pracy muszą włożyć, by móc odnieść sukces. 


Czy jako autorka-blogerka spotkałaś się z negatywnymi wiadomościami odnośnie Twojej książki? 

Jeszcze nie, co mnie bardzo, ale to bardzo cieszy. Zdaję sobie jednak sprawę, że w końcu nadejdzie ten moment, kiedy pojawią się niskie oceny i zrobi się przykro, ale jest to nieuniknione i od samego początku staram się mieć świadomość tego. Nie da się stworzyć czegoś, co zaspokoi oczekiwania wszystkich, a ja dopiero debiutuję i z każdym krokiem uczę się. Mam jednak nadzieję, że czytelnicy nadal będą mi dawać szansę, a jeśli zauważą, że coś jest nie tak, napiszę mi o tym w wiadomości prywatnej lub w konstruktywnej publicznej krytyce. Nie myli się tylko ten, co nic nie robi ;) 


Co dalej? Jakie plany wydawnicze? 

Napisałam nową historię, a aktualnie wspólnie z Dianą poznaję dalsze losy niektórych bohaterów. Zobaczymy, dokąd mnie zaprowadzi. Z całą pewnością nie chcę z tego rezygnować i nadal będę pisać. Mam nadzieję, że nie tylko dla siebie i najbliższych, ale o tym zadecyduje już rynek wydawniczy. 


Masz radę dla osób, które chcą wydać książkę? 

To, co mnie zaskoczyło chwilę po ogłoszeniu tego, że wydaję książkę, to wiadomości, w których ludzie piszą mi, że sami o tym marzą i jak mają to zrobić. Tak naprawdę nie ma złotej rady. Przede wszystkim trzeba usiąść, otworzyć plik i zacząć pisać. Niekoniecznie musi to być historia, którą się wyda, ale trzeba nabierać wprawy, a może podczas takie pisania przyjdzie do głowy ten idealny pomysł? Trzeba próbować skończyć tekst i dać go do przeczytania komuś kto spojrzy na niego inaczej niż my. Sama mam z tym problem, jestem wobec siebie bardzo krytyczna i cały czas się uczę, ale trzeba próbować! 


Jak krótko zachęcisz czytelników do zakupu Twojej książki? 

Zawsze zadawałam podobne pytanie autorom, gdy przeprowadzałam z nimi wywiady i wiedziałam, że jest to trudne pytanie. Dla mnie jest najtrudniejsze. 

Drodzy Czytelnicy, w swojej powieści starałam się zamieścić dużo emocji, zżyłam się z bohaterami i wspólnie z nimi przeżywałam ich wzloty i upadki. Mam nadzieję, że sięgając po tę książkę również to odczujesz, a na jej kartach odnajdziesz również cząstkę siebie. Ja zrobiłam co mogłam, żeby wyszło dobrze, a już tylko od Was zależy, czy dacie szansę debiutantce, która pragnie rozwijać się dalej.
P.S. Trochę humoru również w niej zostawiłam ;) 


Serdecznie dziękuję za możliwość odpowiedzi na ciekawe pytania i podzielenie się swoimi odczuciami. Ciebie zapewne już męczę w prywatnych rozmowach, a Drogim Czytelnikom polecam się i zapraszam do siebie. 

Buziaki!
Daria Skiba




Justyna Chrobak - Córka lasu

Justyna Chrobak - Córka lasu

Data wydania: 19.03.2018
Wydawnictwo Kufer


Po długiej przerwie, Justyna Chrobak powraca z nowym tytułem "Córka lasu", który rozpoczyna kilku tomową, fantastyczną serię. Jest to powieść o młodej dziewczynie, wyrwanej ze swojego dotychczasowego życia, która musi odnaleźć się w nowej rzeczywistości do jakiej trafiła, przez przypadkowe poznanie tajemniczego młodego mężczyzny. Ryann, główna bohaterka, poznaje swoją rodzinę, swoje korzenie i nadprzyrodzoną część świata, o której wcześniej nie miała pojęcia. Wszystko to dzieje się w odległej krainie, do której można trafić przemierzając północną Norwegię, ale próżno jej szukać na mapie.

To było moje pierwsze spotkanie z Justyną Chrobak, nie wiedziałam więc czego się spodziewać. Gdy wydawnictwo zaproponowało mi zrecenzowanie tego tytułu, zgodziłam się praktycznie od razu, bo byłam ciekawa, co kryje się za tym zachęcającym opisem.

Muszę wam zdradzić, że mam spory problem ze zrecenzowaniem tej książki, ponieważ jak tylko zobaczyłam, jak wygląda jej wydanie, odczułam sporą niechęć...

Opis książki zapewnia nas o fantastycznej opowieści, pełnej tajemnic, której akcja osadzona jest w przepięknej Norwegii. Jednak rzeczywistość nie wygląda tak pięknie, jak w opisie. Justyna Chrobak miała naprawdę ciekawy pomysł na fabułę, jednak moim zdaniem nie udźwignęła tematu i ze świetnie zapowiadającej się powieści fantasy, otrzymałam przeciętną powieść obyczajową z elementami fantastycznymi. Naprawdę, dostrzegam potencjał kryjący się w tej historii, jednak spora ilość powtórzeń wpłynęła na mój odbiór tej książki. Jednak to, czego w tej książce brakło mi najbardziej to emocje... Córka lasu to książka, w której sporo się dzieje, jednak tym wydarzeniom nie towarzyszą emocje, bohaterowie tak naprawdę nie odczuwają złości, radości czy bezsilności... Pomimo tego, że nie jest to powieść z górnej półki, to jestem zadowolona, bo książkę czyta się niesamowicie szybko i ogólnie przyjemnie spędziłam z nią czas.

Co do bohaterów, to wyszło to trochę płasko... Główna bohaterka — Ryann powinna grać w tej historii pierwsze skrzypce, powinna wyróżniać się na tle pozostałych postaci... No właśnie, powinna... Ryann to głupiutka młoda dziewczyna, którą wszyscy wokół mogą manipulować, a ona nie może mieć własnego zdania. Co do postaci drugoplanowych, to przyznaję, że poza Veikiem, wszyscy zlali mi się w jedną całość i nie pamiętam o nich nic szczególnego.

Justyna Chrobak ma bardzo lekkie pióro, potrafi pisać niezwykle barwne opisy, jednak przed nią jeszcze daleka droga. W swojej książce używała bardzo wielu powtórzeń, w niektórych fragmentach miałam wrażenie, że czytam w kółko o tym samym. Mam nadzieję, że autorka będzie ćwiczyć swój warsztat, udoskonali umiejętność opisywania emocji, być może uda się na warsztaty pisarskie? Naprawdę trzymam za to kciuki, bo wydaje mi się, że dzięki temu fantastyczne pomysły, jakie ma autorka, zyskają odpowiednią oprawę.

Długo zastanawiałam się, czy poruszać tę sprawę, ale pewnych kwestii przemilczeć nie mogę. Pomimo błędów, jakich dopuściła się autorka, to wydawnictwo ponosi olbrzymią odpowiedzialność za to, jak finalnie prezentuje się książka. (Wydaje mi się, że książka jest wydana w systemie self-publishing i to autorka jest właścicielką Wydawnictwa Kufer, ale nie jestem pewna na 100%.) W Córce Lasu korekta i redakcja dosłownie leży i kwiczy. Gdybym wzięła zakreślacz, to z tej powieści zrobiłaby się piękna kolorowanka. Drugą sprawą jest wydanie tej książki. W całej mojej blogerskiej karierze nie spotkałam się z tak okropnym i tanim wydaniem — jak wspomniałam wyżej, jak tylko zobaczyłam swój egzemplarz, poczułam niechęć do tej książki. Otrzymałam egzemplarz finalny, na którego grzbiecie znajdował się wylany klej, podejrzewam, że było go po prostu za dużo, a to prowadzi do pokarbowanego grzbietu... Naprawdę, aż płakać się chce, gdy widzi się coś takiego... Do tego dochodzi tylna okładka — nieczytelna czcionka nie zachęca do czytania....



Córka lasu to książka, która ciekawi pomysłem na fabułę, jednak rozczarowuje wykonaniem. Zapewne wielu z was pomyśli, że czepiam się szczegółów, jednak uważam, że wymienienie tych błędów pomoże autorce w doskonaleniu warsztatu. Córka lasu to powieść, którą czyta się bardzo szybko i pomimo błędów można przy niej miło spędzić czas, u mnie ta książka trafiła na czas, gdy potrzebowałam czegoś niezobowiązującego, więc ogólnie jestem zadowolona. Mam nadzieję, że autorka będzie ćwiczyć i doskonalić swoje umiejętności i jej kolejna powieść będzie dużo lepsza. Jeśli macie ochotę na coś lekkiego, niewymagającego to ta powieść może się wam spodobać.


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Kufer. 
Elżbieta Rodzeń - Przyciąganie || Przedpremierowa recenzja patronacka

Elżbieta Rodzeń - Przyciąganie || Przedpremierowa recenzja patronacka

Data wydania: 16.04.2018
Wydawnictwo Zysk i S-ka


Nadia jest zmuszona zacząć wszystko od nowa. Silną niegdyś kobietę zastąpiła osoba ze strachem oglądająca się za siebie. Kiedy znajduje pracę w charakterze opiekunki, wydaje jej się, że to szansa na spokój, którego tak bardzo potrzebuje.

Garrett miał absolutnie wszystko. Piękną dziewczynę, sukcesy w sporcie. Nie przypuszczał, że tak łatwo zostanie mu odebrane to, kim był. Teraz młody, ekscentryczny prawnik każdego dnia próbuje udowodnić, że niepełnosprawność to tylko minimalna przeszkoda na drodze do życia pełną piersią. Kiedy jego rodzice zatrudniają dla niego pielęgniarkę, postanawia zrobić wszystko, aby się jej pozbyć...




Z książkami Elżbiety Rodzeń jest tak, że jedna przeczytana pociąga za sobą kolejną i z niecierpliwością wypatrujemy jeszcze kolejnej. Gdy dowiedziałam się o zbliżającej się premierze Przyciągania, wiedziałam, że to książka, którą muszę przeczytać. Tak też się stało i najnowsza powieść Elżbiety Rodzeń trafiła pod mój patronat medialny. Ciekawi mojej opinii o tej książce?

Zdaję sobie sprawę, że opis może przypominać pewną popularną powieść, jednak muszę to podkreślić już na początku — te książki nie mają ze sobą nic wspólnego.

Głównymi bohaterami Przyciągania są Nadia i Garrett, oboje dużo przeszli w życiu, a ich drogi łączą się w bardzo trudnym dla kobiety momencie. Nadia ucieka przed przeszłością, jest przerażona, że jej prześladowca dopadnie ją i jej życie ponownie zamieni się w piekło. Praca opiekunki spada jej jak z nieba, dając poczucie bezpieczeństwa i wynagrodzenie, które pomoże jej przetrwać. Jednak Nadia nie spodziewała się, że jej podopieczny będzie kimś takim jak Garrett. Garrett to młody mężczyzna, dla którego niepełnosprawność nie stała się wyrokiem, ograniczającym go jako mężczyznę. Każdego dnia udowadnia wszystkim wokół, że wózek nie stanowi przeszkody w normalnym funkcjonowaniu — pracuje zawodowo, uprawia sporty i wiąże się z kobietami, które nigdy nie narzekają na jego łóżkowe umiejętności. Garretta można określić jako pewnego siebie dupka o dobrym sercu.

Elżbieta Rodzeń bardzo umiejętnie stworzyła tych bohaterów, dała im cechy, które sprawiają, że bardzo łatwo ich lubić, ale zadbała także o nutkę tajemniczości, która utrzymuje nas w napięciu i sprawia, że nie możemy się doczekać, aż poznamy ich z każdej strony. Nie ukrywam, że najbardziej spodobała mi się postać Garretta, który jest świadom tego, że jest dupkiem, ale nie zapomina o drugim człowieku i chętnie wyciąga pomocną dłoń. Czytając tę książkę, poznając tego bohatera, często zapominałam, że jest on niepełnosprawny, a przypominały mi o tym momenty, w których polska rzeczywistość utrudniała życie człowiekowi na wózku. Nadia także jest postacią charakterną, skomplikowaną, jednak polubiłam ją dopiero z czasem. Jednak to, co najbardziej doceniam w tych bohaterach, to ich wzajemna, burzliwa i dynamiczna relacja, której nie sposób porównać do żadnej innej książki.


Autorka zadbała o to, by czytelnik stopniowo odkrywał tajemniczą przeszłość obojga bohaterów. Przyznaję, że bardzo mi się to podobało, bo dzięki kolejnym fragmentom układanki, byłam coraz ciekawsza finału tej powieści.

Elżbieta Rodzeń ma naprawdę lekki styl, posługuje się przyjemnym i przystępnym językiem, a książkę czyta się bardzo szybko i płynnie. Przyciąganie, podobnie jak poprzednie książki autorki, są naładowane emocjami, wzruszają, rozśmieszają, sprawiają, że wszystko przeżywamy wraz z bohaterami.

Przyciąganie to książka o pokonywaniu własnych słabości, o miłości i życiu bez barier narzuconych przez społeczeństwo. Elżbieta Rodzeń stworzyła pięknych, skomplikowanych i doskonałych w swojej niedoskonałości bohaterów, których polubiłam od pierwszej strony. Jeśli szukacie książki, która przepełniona jest najprawdziwszymi emocjami, to Przyciąganie na pewno Wam się spodoba. Gorąco polecam!


Książkę możecie zamówić TUTAJ.

Książkę Przyciąganie objęłam patronatem medialnym i za tę możliwość dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka. 
Copyright © 2014 My fairy book world , Blogger